[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przez moment,ułamek sekundy walczył ze swoim starym ja, Michaelem Chandlerem,który nigdy nie mógłby zdobyć się na najmniejsze ryzyko, a potem poprostu przyciągnął ją do siebie i pocałował.Poczuł, że zadrżała.Jej usta były ciepłe i słodkie, takie jak sobiewyobrażał.Zawahała się, a potem odsunęła od niego i odeszła.Na końcuścieżki zatrzymała się i obróciła, po raz ostatni.Uśmiech rozjaśnił jejtwarz.Uniosła lekko dłoń. Uważaj na siebie, Michaelu  powiedziała.Chandler skinął głową i patrzył za nią tak długo, aż znikła wśródkwitnących krzewów, a lampy ogrodowe zgasły i noc całkowiciezapanowała nad planetą. ROZDZIAA 16Obudziło go natarczywe pukanie do drzwi.Usiadł na łóżku,próbując przypomnieć sobie, gdzie jest i co robi w zupełnie obcympokoju.Jak przez mgłę dotarły do niego natarczywe obrazy.Nałożyły sięna siebie, niemal zmaterializowały w umyśle jak za dotknięciem różdżki.Podróż promem, planeta i rozmowa z Christiną.I jeszcze coś.Tak, terazbył pewny, obudził się nad ranem, wstał i podszedł do okna.Co wtedyzobaczył? Wysoko na niebie pojawił się ślad zostawiany przez silnikirakiety.Pojazd opuszczał atmosferę planety i podążył swoim kursem wstronę odległych gwiazd.Michael poczuł pustkę.Przytłaczające uczucie,które towarzyszyło mu także i teraz.Christina odleciała.Wyruszyła wpodróż, zostawiając go na planecie, na której miały się zdecydować jegolosy.Nie miał pewności, czy jeszcze ją zobaczy.Tych kilka dni bez niejwydawało się wiecznością, a on mógł ich nie przeżyć.Pukanie powtórzyło się.Wydawało się, że drzwi nie wytrzymająnaporu, niebezpiecznie zaskrzypiały w framugach.Michael opuścił nogina dywan i krzyknął. Wejść!  Intruz, niezmiernie chudy robot, widaćtylko na to czekał.Wtoczył się do pokoju z niekontrolowanym zgrzytem,zalśnił wypolerowanym pancerzem i wbił obiektyw kamery wChandlera. Pora wstawać, panie Chandler!  zabrzmiał obco mechanicznyglos, można było od niego dostać bólu głowy. Zniadanie podamy zakilka minut. A co z resztą moich przyjaciół?  zapytał Michael, ziewającrozdzierająco szeroko. Już wstali? Pan Porter właśnie się ubiera.Pan Sanders nie spał.Rozglądałsię, węszył po budynku.Robot odpowiadał z rozbrajającą szczerością.Michael zanotowałjednak ten fakt.Nie ulegało wątpliwości, że byli obserwowani i tozapewne nie tylko przez tę nierozgarniętą maszynę.Każdy ich ruch tutajmogły śledzić kamery i wszędobylskie roboty.To spostrzeżenie obudziłogo zupełnie. Zaraz zejdę  odpowiedział oschle.Miał nadzieję, że od tego wszystkiego nie popadnie w paranoję.Robot przez chwilę stał w miejscu, jakby się zastanawiał, czy niepopędzić Michaela.W końcu omiótł obiektywem pomieszczenie iwycofał się na korytarz.Chandler z niedowierzaniem pokręcił głową i wstał z łóżka.Rozejrzał się uważnie po swojej kwaterze i skonstatował, że standardpokoju mógł spełniać wymagania nawet najbardziej wybrednych gości.Wyminął stojące mu na drodze wielkie mahoniowe biurko i ruszyłwprost do łazienki.Gdy zamykał za sobą drzwi kabiny prysznicowejmiał wrażenie, że odcina się od całego otaczającego go świata.Odkręciłwodę i poddał się działaniu gorącego strumienia.Czuł, jak napiętemięśnie się rozluzniają.Właśnie tego potrzebował Prysznic ożywił go iodświeżył.Michael natarł się dodatkowo ręcznikiem, starając siępoprawić krążenie krwi.Przestał dopiero, gdy zobaczył w lustrze, żeskóra jest zaczerwieniona.Teraz czuł się dobrze nie tylko fizycznie, lecztakże psychicznie.Uznał, że lepiej nie można było rozpocząć tegoporanka.Przeszedł z powrotem do sypialni.Obok łóżka stały walizki, którektoś musiał wcześniej umieścić w jego pokoju.Wyjął z nich ubrania.Część położył na fotelu, a część powiesił w szafie.Wybrał luzne,beżowe spodnie i szarą koszulę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

?>