[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zaproszenie wystawia Roman Paszkowskiz Norymbergi, który pisze, że Tadeusz Rydzyk jest jego kuzynem.Co ciekawe - samredemptorysta w urzędowych formularzach deklaruje, że nie ma żadnej rodziny za granicą.Być może robi tak, aby nie zwracać uwagi bezpieki na pana Romana i łączące ich kontakty.Dlaczego? Ponieważ nazwisko i adres Paszkowskiego będą szczególnie ważne dla przyszłychlosów ojca Rydzyka.Ale o tym - zaraz.Na razie jest jeszcze rok 1986 i ksiądz Tadeusz starasię o pozwolenie na wyjazd do Norymbergi.Uzasadnia je tak:  Zmarła dr Halina Paszkowska - jest bardzo bliskim przyjacielem.Jako dr medycyny bardzo wiele pomagała wszystkim zwracającym się o pomoc Polakomw Polsce.Dla niej, jak i dla męża i syna jestem jak brat, a może więcej.W chorobie (rak)towarzyszyłem im.Ostatnią jej prośbą było, abym poprowadził ją na cmentarz.Jej dobroć bezinteresowna, a także działania męża i syna dla dobra Polski - czego samjestem świadkiem - wymaga z mej strony odpowiedzi pozytywnej na jej prośbę - i prośbęzałamanej rodziny (mąż i syn).Esbeków powyższy tekst najwyrazniej nie wzrusza.Nie dają zakonnikowi zgodyna wyjazd.Duchowny składa więc kolejne podanie - o to samo.Przedstawia zaświadczeniepodpisane przez sekretarza Episkopatu arcybiskupa Dąbrowskiego.I już latem 1986 rokukapłan jest znowu po lepszej stronie żelaznej kurtyny.**Zwyczajny obywatel, chcąc zdobyć  dokument uprawniający do opuszczenia granicPRL , musi każdorazowo pisemnie prosić esbecję i czekać.Ewentualne wydanie paszportupoprzedza wielotygodniowa mordęga.Wypełnianie formularzy z setkami pytań.OjciecRydzyk nie przechodzi tych upokorzeń.Być może władza docenia to, że dobrowolnie wróciłz Włoch, Francji - i ze wszystkich kolejnych wyjazdów - w czasie gdy polskie załogi statków,ekipy sportowców i grupy artystyczne masowo wybierają wolność.Co innego pielgrzymipodróżujący z redemptorystą: ci karnie zjeżdżają do kraju, czego ksiądz Tadeusz - jakwspominają świadkowie - osobiście pilnuje.Bezpieka musi to doceniać.W książce  W imię ojca. odnajdujemy wspomnienia pochodzącego z OlkuszaIreneusza Cieślika.Student teologii na KUL opowiada, że redemptorysta nie tylko nie boi sięw tamtym czasie esbeków z olkuskiej paszportówki, ale nawet ich ruga.Przygoda zaczyna się od tego, że Cieślik, pózniejszy publicysta  Tygodnika Powszechnego , nie otrzymuje paszportu przed jedną z pielgrzymek organizowanych przezojca Tadeusza.Gdy mówi o tym zakonnikowi przez telefon, ksiądz przyjeżdża z pomocą.Drogę z Krakowa do Olkusza pokonuje małym fiatem - ma już wtedy prawo jazdy.Jestostatni roboczy dzień 1984 roku.Ojciec Rydzyk i jego znajomy wchodzą do wydziałupaszportowego w olkuskiej komendzie.Redemptorysta od razu robi awanturę.- Co wy sobie myślicie?! - krzyczy.- Wszystko uzgodnione, jak można takpostępować?!Szeregowy esbek, którego ksiądz ruga, nieco się denerwuje i każe wyjść na korytarz.Po dziesięciu minutach prosi jednak ojca Tadeusza z powrotem, najwyrazniej gdzieś zdążyłzadzwonić.- Ja w tym czasie czekałem na korytarzu - wspomina Cieślik.- Rydzyk wszedł,porozmawiali, znowu wyszedł.I staliśmy dalej razem pod tym pokojem.Po kilku minutachpoproszono nas do środka.- Pański paszport jest gotowy - mówi esbek.- Niestety, odebrać go trzebaw Sosnowcu.Jutro nie pracujemy, więc w tym roku już pan raczej nie zdąży.- Jak to nie zdąży?! - unosi się ojciec Tadeusz.- Mamy godzinę.Pojedziemy moimsamochodem.- Wsiedliśmy we trzech razem z tym urzędnikiem - przypomina sobie Cieślik.- Urządw Sosnowcu już zamknięty, ale czekali specjalnie na nas.Paszport był gotowy.**W przerwach między zagranicznymi podróżami zakonnik pielęgnuje - wrazz księdzem Bolesławem Słotą - jedno z krakowskich duszpasterstw akademickich.Połowa lat80.to jednak czas rozwoju młodzieżowych grup protestanckich, które  przyklejają siędo katolickich gromad [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum