[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jedno danie, nie dwa, brzmiałajego decyzja.Miranda powołał się na przepisy, jakie wydali Grzegorz X(1271-1276), Klemens VI (1342-1352) i Pius IV - posunięcie genialne,bowiem żaden z wymienionych papieży nie wypowiadał się specjalnie naten temat.Nie to, co powiedzieli, tylko to, czego nie powiedzieli dostarczyłoMirandzie materiału do pedantycznych rozważań.Najpierw - uzasadniał Miranda - należy ściśle rozróżniać.Co dokładnieznaczy służba? Byli tacy, którzy mieli troszczyć się o całe konklawe, np.lekarz czy kościelny, ale byli też dwaj służący osobiści, których każdykardynał miał prawo przyprowadzić ze sobą.Którzy z nich mieli wyższąrangę nigdy nie zostało ustalone.Ten fakt zapewne przysporzyłby Mirandziekolejnego dylematu i dodatkowego łamania głowy, gdyby nie presja czasu.Ponieważ nie mógł się zatrzymywać przy drobiazgach, zajął się zaraz istotąproblemu.Właściwy kierunek wskazał Klemens VI, nakazując służącym kardyna-łów, by codziennie zaopatrywali purpuratów w  chleb, wodę i wino".Miranda nie dopuścił myśli, że takie określenie mogło odnosić się dojedzenia w ogóle.Przyjął, że papież miał na myśli dosłownie jedno jedynespartańskie danie i wyciągnął wniosek, że jego pogląd ma poparcie w tymwszystkim, czego tradycja nie mówiła.W końcu przecież Pius IV w ogólenie wypowiadał się na ten temat, a tym samym zostawił bez zmian to, copostanowił Klemens VI.Rzeczywiście ustalił jeden dzień w trakcie kon-klawe, od którego miało obowiązywać tylko skąpe menu (ciborum parcitas).Tak zataczając koło Miranda wylądował przy zasadzie wstrzemięzliwości.Wątpliwości były wykluczone.Kto miał zastrzeżenia wobec interpretacjiMirandy, niech poczyta Hilarego' i Tomasza z Akwinu.Obaj nie trzymalisię litery, lecz ducha prawa - i to dobrze, bowiem co się tyczyło ducha, toMistrz Zwiętego Pałacu nie miał wątpliwości i mógł go nazwać: zgodnie1Zwięty Hilary z Poitiers (315-366), doktor kościoła.109 z Tradycją należało troszczyć się, aby brzuchy tych, którym powierzonybył wybór namiestnika Chrystusa, nie były obciążone  mnogością potraw"albo ich głowy zamglone pijatyką.To, że Mistrz Zwiętego Pałacu nie miał dowodów, nie było przeszkodą.Pismo Zwięte zawiera moc przykładów, które mógł wykorzystać jakoargument.Już w VI w.Grzegorz I zabronił duchownym udziału w ucztachz motywacją, że ich zmysły nie powinny się stępiać, a ciała flaczeć.Dlatego - konkluduje Miranda - kardynałowie podczas konklawe, gdymistyczne ciało Kościoła jest bez posiłku, nie powinni napychać sobiebrzucha; powinni raczej umartwiać się, jak jest zalecone u Mateusza.Przypomniał także proroka Amosa, który grzmi przeciwko możnym Syjonu: [.] jedzą jagnięta z trzody i cielęta ze środka obory" (Amos 6,4)! Amosmówi tylko o dwóch potrawach, stwierdzał Miranda z zadowoleniem, za-pominając na chwilę, że głosował za jedną.Nic to.Gdy ponownie odszedł od tematu, znów do niego powrócił. Męczące zamknięcie, ciasne kwatery i proste potrawy" - wszystko tozmusza, jego zdaniem, kardynałów do skoncentrowanego myślenia.Wy-rzeczenie przypomina im o wspólnym dobru; wybierają papieża możliwieszybko, aby znowu wyjść z konklawe, zamiast kłócić się ze sobą.I Mirandaprzypomina ostrzegawcze słowa proroka Hesekiela, że jeśli pasterz jestnieobecny, owce ze stada zostaną rozszarpane przez dzikie zwierzęta!Pasterze i drapieżniki, hulanki i wstrzemięzliwość - wszystko to w pomie-szanym umyśle tego obrońcy jednodaniowego menu wiązało się z sobą wdosłownym i przenośnym znaczeniu.Tak wyglądały tematy, o którychmógł rozmyślać Mistrz Zwiętego Pałacu.Bowiem i Miranda, i jego koledzyz Kongregacji Indeksu byli myślicielami - co prawda szczególnego rodzaju.Myśliciele, którzy pracowali dla rzymskiej inkwizycji i indeksu, rzadkomieli skłonność do spekulatywnych rozważań.Podobnie jak Miranda, dlapoparcia swego stanowiska powoływali się na autorytety - Biblię, ojcówkościoła, dekrety papieży i soborów; a jeśli nie dało się znalezć tegorodzaju zródeł, to je wymyślali.Takie postępowanie nie było głupie, nawetjeśli niektóre jego rezultaty dzisiaj budzą raczej zdziwienie.W Piśmie iTradycji (obie napisane dużymi literami) katolicka ortodoksja do dziświdzi objawienie chrześcijańskiej prawdy.Bez względu na to, jaka byłaortodoksyjna prawda w kwestii ile dań było dozwolonych na obiad i kolację220 podczas konklawe u zmierzchu XVI w., Bartolomeo de Miranda wyłożyłją jak potrafił, ale w porównaniu ze wspaniałymi osiągnięciami ówczesnejmyśli europejskiej nie był to wywód mistrzowski.Badania empiryczne, odnoszące wówczas sukcesy w naukach przyrod-niczych i w medycynie, ryzykowne konstrukcje myśli filozoficznej, krytycz-ne studium zródeł filologicznych - nic z tego nie miało wpływu na światopo-gląd Mirandy.Będąc urzędnikiem Kurii Rzymskiej i członkiem zakonudominikanów żył, podobnie jak wielu innych, za murami twierdzy, którąstarał się zbudować Kościół.Z tego ciasnego, ograniczonego świata Mirandamiał przy pomocy inkwizycji i indeksu nadzorować wszechświat nauki iwiedzy - głównie w Wiecznym Mieście, ale także w całym chrześcijań-stwie.Wyposażony jedynie w swoją teologiczną wiedzę i pamięć kul-tywowanej przez trzy pokolenia postawy obronnej przeciwko groznemuświatu zewnętrznemu (albo własną do niej skłonność), Bartolomeo deMiranda nie był żadnym z tych nieobliczalnych fanatyków jakich miał namyśli Valverde, lecz funkcjonariuszem kurii o zawężonym spojrzeniu i ogra-niczonej wiedzy.Musiał mozolnie zmagać się z problemami, do rozwiązy-wania których był zle przygotowany.Taki problem wynikał np.z poglądów i zachowania Giordana Bruna.Ten spekulatywny filozof i wędrowny myśliciel był wprawdzie jak Mirandadominikaninem, ale pod względem charakteru dokładnym jego przeciwień-stwem.Nie dał się ani przekonać ani zmusić, by postępował jak członekestablishmentu.Przyjrzyjmy się, jak na tego samotnika reagowało ZwięteOficjum.W 1596 r.trzech rzeczoznawców, do których należał również Bar-tolomeo de Miranda, sprawdziło dzieła Giordana Bruna.To postępowanieprzeciwko Brunowi, należące do najgłośniejszych procesów prowadzonychprzez rzymską inkwizycję w czasie kontrreformacji, opisał Francisco Pea.Głównym ekspertem i (pózniejszym) sędzią w tej cause celebrę2 był RobertBellarmin.Wszystkich trzech mężczyzn poznaliśmy już jako całkowicieróżne, zarazem pełne sprzeczności charaktery.Nie wpadliby na pomysłpostępowania według jednolitego planu prześladowania, bowiem żaden niemógł zgodzić się z dwoma pozostałymi.2Głośna sprawa sądowa.111 Wspólnie (Miranda najwyrazniej) reprezentowali pewną ideę lojalności.Gdy Bruno wstępując do zakonu dominikanów składał przyrzeczenie, jednoz nich dotyczyło posłuszeństwa, podstawowej reguły prostych żołnierzyw służbie wojującego Kościoła.Swoją ucieczką z Włoch i wędrówkamiprzez Szwajcarię, Francję, Anglię i Niemcy tę regułę złamał [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum