[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie namawiał już pozostałych gości, którym najwyrazniejbrakowało apetytu.De La Ferte siedział śmiertelnie blady,a pozostali mieli również nietęgie miny. No proszę! Ona nie jest taka głupia  myślał zaniepokojony książę. Rozumiem teraz obawy i gniew Athe-nais."Angelika napoczęła kaszankę z wyrazną przyjemnością.Dzięki winu ze śliwek i jabłecznikowi traktowała sytuacjędosyć lekko. Sama zaniosłam koszulę porucznikowi de La Rey-nie'emu  wyjaśniła między dwoma kęsami. Oczywiście,trzymając ją bardzo ostrożnie.Zastanawiała się przez chwilę, czy postępuje rozważnie.Pomyślała jednak, że jeśli posunęła się tak daleko, to niema powodów obawiać się ludzi, którzy są kompletnie skompromitowani.Miała w ręku broń przeciwko nim.Możedzięki temu przestaną czuć się bezkarni.Stary książę de Saint-Edme nie spuszczał z niej oczu.Zaczynał rozumieć, że ona mogła faktycznie zabić de Varan-ge'a.Przypomniał sobie słowa Czerwonego Diabła: Trzymajcie się z daleka od tej kobiety".Angelika myślała o Wersalu.Tylko ze względu na wspomnienia o królewskim dworze zgodziła się na to spotkanie.346 Ci ludzie należeli do tamtego świata, który dzisiaj wydawałsię jej zachwycającym snem.Miała wciąż przed oczymaobraz wspaniale ubranego króla, jak idzie po schodachwśród szpaleru dam. Panie de.La Ferte  odezwała się naraz. Powtarzał pan wielokrotnie, że pana droga siostra nie ma nadworze żadnej rywalki.Tymczasem, od chwili przybycia doQuebecu, słyszałam z wielu ust imię nowej gwiazdy wschodzącej na firmamencie Wersalu: markiza de Maintenon.Kim jest ta dama i co łączy ją z królem? Czy mógłby panzaspokoić moją ciekawość?Na twarzy de Vivonne'a pojawiły się znowu kolory i zaczął się śmiać jak szalony. Och, jaki doskonały dowcip!Poczuł satysfakcję, że udało mu się ją zainteresować. Ciekawość to najsłabszy punkt kobiety  myślał.Każda z nich oddałaby wiele za niewielką wiadomość.Aatwiej je uwieść paplaniem niż pięknymi słowami". Markiza de Maintenon! Proszę nie żartować! Dlaczego? Kim ona jest? Ależ pani ją zna. Doprawdy? Nie przypominam sobie. To jedna z dawnych przyjaciółek AthenaTs i pani.Pochodzi z Poitou.Zmiał się tak bardzo, że aż oczy zaszły mu łzami.Wyjaśnił, że pod tym imieniem kryła się Franciszka d'Aubigne,nazywana  wdową Scarron".Ze względu na dawną przyjazń pani de Montespan powierzyła jej wychowanie dzieci,które miała z królem.Nie była to łatwa praca, ponieważnależało całą sprawę trzymać w sekrecie i biedna kobietamusiała przez lata żyć w ukryciu.Angelika otworzyła ze zdumienia usta.Wdowa Scarron,która codziennie przedstawiała królowi podania, aby otrzymać jakieś wsparcie.Praca królewskiej guwernantki byłajednak dla niej wielką szansą. I mówi pan, że ona jest dzisiaj markizą? Markizą deMaintenon? Król ofiarował jej tytuł i ziemię w okolicach Wersalu.Jego Wysokość chciał wynagrodzić Franciszkę Scarron za347 oddanie, z jakim wychowywała dzieci, które bardzo kocha,i dyskrecję.Zbuntował się przeciwko trudnościom, którewynajdywał nieznośny Montespan, mąż Athenais, i wreszcieuznał nieślubne dzieci, nadając im tytuły książęce.Ale nikomu by nie przyszło do głowy, aby tę pruderyjną i pobożną wdowę król mógł uczynić swoją kochanką. roześmiałsię głośno Vivonne. Nie! Ona nie jest rywalką dla mojejsiostry. Tym lepiej dla Franciszki, która nie będzie musiałaspożyć jakiejś trucizny przyrządzonej ręką Athenais. ROZDZIAA VIIIKiedy książę de Vivonne i jego wspólnicy wrócili dosiebie, doszło między nimi do sprzeczki.Podniecony de Vivonne zaczął opowiadać, że to niesłychane spotkanie jest największą okazją, jaka przytrafiła musię w życiu.Gdyby przywiózł królowi panią du Plessis-Belliere, otrzymałby fortunę i nic już by nie mogło zachwiaćjego pozycji. Pan mnie zdumiewa  odezwał się baron Bessart.Chciałby pan dostarczyć królowi rywalkę pana siostry, panide Montespan? Czy nie ma ona już dosyć kłopotów z kobietami na dworze? Chce pan jej upadku? Nic pan nie rozumie.Chodzi tylko o zaspokojeniekaprysu króla.Ta kobieta chciałaby przecież także wrócićna dwór i odzyskać łaskę.Z moją pomocą może bez żadnego ryzyka wrócić do Wersalu.Dowodzę przecież flotą.Z całą pewnością król byłby mi wdzięczny. Król, być może, ale nie ona  powiedział ochrypłymgłosem Saint-Edme. Rozumiem ją lepiej niż pan.Onanie należy do gatunku ludzi, którzy poświęcą swój interes,aby okazać wdzięczność.Wykorzysta tylko pana i pozbędziesię, kiedy tylko ją pan znudzi. O kim pan mówi? O pani de Peyrac, czy też du Plessis-Belliere.Daje siępan wziąć na jej zielone oczy i niewinne miny. Ależ nie! Przesadza pan.To tylko naiwne dziewczę,które mówi zawsze co innego, niż myśli. A ta historia z koszulą?349  Nie wierzę, że oddała ją wraz z listem porucznikowide La Reynie'emu, tak jak twierdzi.To by przerastało jejptasi móżdżek.Wymyśliła to na miejscu, aby mnie wyprowadzić z równowagi.Gdyby była bardziej przebiegła,nie odkryłaby od razu wszystkich kart.Nie! Jest tylko ładnąi bardzo ambitną kobietą, która lubi miłość, eleganckiestroje, zaszczyty i zazdrość innych kobiet.Ale król za niąszaleje.To najważniejsze [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum