[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Mieszka wystawił gród nad brodem przeciw Orczycy.Sprawa była tak prosta: spalićgród Ledarga, zaorać i drzewni czas wróci.Nynie pojął: przeciw Orczycy był nie tylko gródLedarga; i Poznań, i Giecz, i Wrocław, i Kraków - najdalsze grody - wszystkie przeciw Orczycy.Jakże to?%7łycie przeżył zaryty w puszczy, mając tylko Ledarga przed nieulękłym okiem.I dalekiegoMieszkę.Zmarł Mieszka, zabije Ledarga i znów Orczyca będzie czołem ziemi.Teraz widział:zrodziło się, wyrosło coś ponad Mieszkę a Ledarga, jakby wielka sieć owijająca kraj.Sieć, coomotała ziemię i gwiazdy.Coś, co nowe było, niepojęte i obce.Co?Wojbor chodził po przełazach grodu: patrzył.Patrzył i nie pojmował.Był drzewiej Poznańgrodem Poznana, Poznanowi służył.Czyjże nynie? Komu służy? Jakiemu rodowi?Nowy był gród, inny.Nie prosty, jakby się tu nakładały na siebie miłość, nienawiść,dążenia, wola, namiętności Mieszki i Ody, i Czcibora, i Bolka, i Kyryi Krysti, i sług jego, idrużyny, i starosty, i kupców, i podgrodowych, i Niemców, i Jomsborga, całej ziemi, innych ziem,innych grodów, księstwa.Jakże to?Wojbor stał przed wrotami grodu.Wrota były czerwone, dwuskrzydłe, obite brązem, brązbłyszczał.Nad wrotami tęga, kwadratowa wieża, końce bierwion wypuszczone na krzyż, wieżarogata, rogi barwione, żółte.Dwa wąskie otwory do miotania kamieni, wokół czerwona obręcz.Częstokół? - kaj tam częstokół.Zciana z wielgachnych pni, kładzionych na krzyż, jeden przydrugim, gęsto; na sześć kroków grubości.Dopiero górą - widział to kto? - ostrokolik - niski, do półpiersi wojowi.Na ścianie stróża. Wojbor dotknął starczą ręką nowych wrót.Zadumał się starczą myślą: czy wejść? Bowiedział: za nowymi wrotami nowy świat.Co zrobi w nim człowiek stary?Wracać by za butwiejący częstokół Orczycy i zbutwieć tam wraz z dworzyszczem: niechżeściany, podgryzione od spodu przez pleśń, przez czerw, przez wiek, zwalą się mu na głowę.Na stosie przegniłych pni żółcić się będą końskie czerepy, czaszki zrebców, które szły wrubież - drzewiej.Na znak!Stary Wojbor stał przed czerwonymi, nowymi wrotami.Nie myślał, nie umiał myśleć -myśli mu same chodziły po głowie.Czy wejść?Czyjże ten gród? Wewnątrz gęstwa budowli ledwo przejść.W prawo od wrót dom Mieszki - nynie Ody, z trzemem, w trzemie skarb.W głębi drugidom Mieszki, nynie Bolka, takoż z trzemem - w trzemie broń.W lewo dom biskupa a jego sług.Wgłębi gościnny dom; ze wszystkich ziem, ze wszystkich księstw tu goście żyli u księdza Mieszki;nynie Czcibora dom.Naprzeciw druga gospoda - dla kupców z dalekich stron.Na wprost bramycztery szopy - długie, ciężkie, nieruchawe: jedna dla stróży grodowej, wtóra dla Mieszkowejdrużyny, trzecia dla fiołkowych (nynie obie drużyny w jedno złączone), czwarta dlajomsborczyków; teraz śpią w niej Czciborowi Pomorcy.Wojbor podnosi wzrok, widzi: nowy znak.Wszędy trzemy, wieże, piętrzą.Drzewiej jeden tylko trzem mógł być nad grodem, jak jedenstarosta w rodzie; jeden skarbiec, jedna zbrojownia.Teraz w grodzie trzemy, trzemy w środkuwielka wieża, z krótkich bali od pnia, same odziomki, grube, że chłop nie obejmie.Wysoka na trzypiętrzą.W górze strzały w wiązkach, niżej topory a miecze, a szczyty, a szłomy, a łyże kościane, wdole przyodziewa dla wojów.Ale równie wielka wieża nad cyrkwią Kyryi Krysti.Na niej trzydzwony, prawią: srebrne.W Orczycy Wojbor czynił, jak chciał.Tu sam nie wie, kto za niego robi kroki; kto idzie zaniego; kto duma za niego.Czyli związał go już nowy świat?W grodzie ciasnota: domów, przejść, przełazów.Zciana przy ścianie tuż: ledwo tchniesz.Kiej w puszczy.Belki wspierają się o siebie - jakby czekały społem - na co? Zlepe kąty, głuchezaułki, bez okien, bez drzwi - w końcu kupy gnoju.Ledwo się wokół częstokołu przeciśniesz.Węgły cię łapią za przyodziewę, potrącają, gniotą cię, gromadzą; zabiegają drogę; bokiem dom sięrozsiada, nawala; wnęka patrzy ci w twarz, wieża zwisa nad głową.Obejrzyj się, stary władyko - tuwłada tobą gród.Ciasnota.Gęstwa budowli. I - gorsza! - ciasnota ludzi.W wąskich przesmykach, wądołach* niszach - wszędy są.Woje.Nie dawne woje, co z ziemią wojowali, od ziemi szli z zamulonymi łapami - za młot, za maczugę,za topór, i na chąsę! Odbiją - znowu J k'ziemi.Teraz siedzą tu - nie zwoływani, zawżdy gotowi, lstworzeni do jednego: do bitki.Dokąd ich ksiądz powiedzie, tam pójdą.Woje.Goście.Nie dawne goście, co - z rzadka - z Dadzbogiem przez próg przechodzili,dłonią go uczciwszy, pokłon dziadom oddawszy.Obcy, niemi.Zbrojni, głowa zadarta, bysobiepany, by im gród, im ksiądz, im ziemia.Nie pojmiesz, o czym gwarzą, ni miodu się z nimi nienapijesz, ni przyjmiesz ich u siebie.Sameś gość.Woje.Goście.Zwiątki.Biskupowa gromada.Obcy znak wisi na piersi.Oczy bystre,chodzące.Stróża dumek, stróża czynów.Ktoś jest? Co myślisz? Co bajesz? Krześcijanineś, czylidrzewo na opał?Woje, goście, świątki, białki.Baby nie zamknięte w komorze, śmiało chodzące.Sama Oda,jąż bronić mają, ona białka a pani za małych, za księżyców.Jej słuchają - białki! - woje a biskup, aBolko.Lado, jakiż to świat?Woje.Goście.Zwiątki.Biskupowa gromada.Obcy znak.Niewołni.A przecie nawetklejmowanemu nie dasz pałką po łbie, bo cię wnet komornik za rękę: co księdza człeka bijesz?Jego prawo.- Wojbor, syn Stojgniewa? Z Orczycy ? - Zmieje się prosto w gębę.Wąsy mu jeno latają.-Nie lza! - Odszedł.Wojbor Orczyk, syn Stojgniewa, nie rozdziakał mu czaszki za ten śmiech.Jakże to?Myśli się tłuką, mieszają w ciasnocie.Potrącane wciąż przez domy, przez ludzi, przezciżbę.Przychodzą niespodziane i straszne, jak powódz.Lecz ani ich przytrzymać w tej gęstwie.Wojbor tłucze się między ścianami, dumki jego tłuką się w gęstwie.Dwóch wojów spotkało się znienacka.Zciskają się, bija po udach, śmieją się.Odwróćgłowę - bitka, ramię w tył, grzbiet wygięty, biodra skręcone - jeden ruch, bęc! grzywacz leży, zgęby krew.Trzech tarczowników przy ścianie, żarty, czerwone pyski rozśmieszone.Mały świątek,czarny, zły, przemyka się, łypie wkoło, widzi: człek kawał mięsa w gębę tka - dziś nie lza, postnydzień.Zwiątek ma rączkę małą, złą - kiwnął: już komorniki lecą, łowią, wloką.Człek był prostak,nie woj, nie z drużyny - judzą, śmieją się, idą kupą [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum