[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dianne trafiła go w ramię.Chciał się jej zrewanżować, gdy poczuł uderzenie wplecy.Odwrócił się i zobaczył, że Camy również bierze udział w zabawie.Wkrótce pojawili się też inni goście.Anna Lee, która tak bardzo chciała się przespać, wyszła teraz nadwór.Zjawił się także Joshua.Nawet stary Angus przyłączył się do zabawy. 298Nagle Jon spostrzegł, że brakuje Sabriny.Byli tu wszyscy, poza Susan, V.J., Tomem i właśnie nią.Sabrina usłyszała głos.Głęboki, złowieszczy.- Co ci się, u diabła, wydaje, że robisz? Zatrzymała się i odwróciła.W słabym świetle nie zorientowała się od razu, kto wszedł do pokoju.Potem tak.Zastygła w bez-ruchu.- Co robię? - odpowiedziała z furią, czując, jak wali jej serce.V.J.leżała na łóżku.Tom stał w drzwiach, blokując wyjście.Nie było którędy uciec.- A co ty robisz? - zapytała.- V.J.jest.Ruszył w jej kierunku.- V.J.śpi - powiedział Tom poirytowanym głosem.- Spi! - krzyknęła z oburzeniem Sabrina.- Tak.Jest zmęczona.Dlaczego koniecznie chcesz ją obudzić?Spojrzała na V.J.Nie uwierzyła Tomowi.Ruszyła w kierunku łóżka.Jeśli V.J.nie żyje, zabił ją Tom.A teraz jestem tu z nim sama, myślała gorączkowo.I nie mam którędyuciec.- Dlaczego chcesz ją obudzić? - zapytał znów Tom.- To czerwone, na szyi. 299Głupia, zganiła się.Trzeba się stąd wydostać, sprowadzić pomoc.Lepiej, żeby Tom myślał, że muuwierzyła.- Czerwone?Zmarszczył brwi i wszedł do pokoju.Sabrina odsunęła się, potem okrążyła łóżko, żeby dzielił ichprzynajmniej jakiś solidny mebel.Gdy jednak spojrzała na V.J., zobaczyła na jej szyi kameę naczerwonej, aksamitnej wstążce.Pierś V.J.unosiła się w równym, spokojnym oddechu.Nagle otworzyła oczy.Zobaczyła Sabrinę i Toma.Gwałtownie usiadła.- Dobry Boże, co tu się dzieje? Czy nie można się już nawet wyspać?- Nie wiem, o co chodzi Sabrinie - wyjaśnił Tom.- Weszła tu, żeby cię obudzić.Sabrina uśmiechnęła się, zawstydzona.- Martwiłam się o ciebie - powiedziała.Przez chwilę V.J.patrzyła na nią ze zdziwieniem.Potem sięuśmiechnęła.- Aha, przespałam te wyznania.Przepraszam.Byłam już ubrana, ale położyłam się jeszcze na chwilkę.- Sabrino! - usłyszeli głos dochodzący gdzieś z dołu.- Sabrino! - Teraz zródło dzwięku było już wyraznie bliżej.Wypadła na korytarz i zobaczyła Jona otwierającego gwałtownie drzwi do jej pokoju. 300- Jon!Odwrócił się.Zobaczyła w jego oczach niepokój.Ruszył w jej kierunku.Poczuła się nagle wspaniale.V.J.żyje, Jon ją kocha, a wszystkie obawy okazały się nieuzasadnione.- Jezu, ale się przestraszyłem! - powiedział, podchodząc do niej z uśmiechem na ustach.Uśmiechnęła się, widząc, że chce ją objąć.Był jednak cały w śniegu.- Jesteś mokry! - krzyknęła.Skinął głową i otoczył ją ramionami.- Walczyliśmy na kule śnieżne.Zorientowałem się, że ciebie nie ma.A także V.J.i Toma.- Widzę, że wszystko mnie ominęło - zauważyła VJ., wychodząc na korytarz.- Spała, a Sabrina wpadła do pokoju, przekonana, że poderżnąłem jej gardło - wyjaśnił Tom.ObjąłV.J.i dodał: - Oświadczam, że nigdy bym nie skrzywdził V.J.Przecież ją kocham.Sabrina nie odpowiedziała.Mąż VJ.wprawdzie nie żyje, ale czy Tom jest już wolny, zastanawiała się.Jakby czytając w jej myślach, Tom dodał:- Jesteśmy z żoną w separacji.Wspólnie tak postanowiliśmy.Po moim rozwodzie V.J.i ja pobierzemysię i będziemy żyć długo i szczęśliwie.Sabrina uśmiechnęła się.Podeszła do Toma i pocałowała go w policzek.Potem uściskała V.J. 301V.J.trochę się zaczerwieniła.- Poczułam się zmęczona i senna, bo me jestem już taka młoda.Wczoraj bardzo długo rozmawialiśmyz Tomem, wiesz, tak długo, że.- Och, mój Boże, staruszkowie się rozdokazy-wali! - usłyszeli głos z końca korytarza i zobaczyli, żezbliża się Brett.Podchodził do nich z rękoma za plecami.- Brett.- zaczął gniewnie Tom.- Nie, kochanie, ja się tym zajmę - zaprotestowała wesoło V.J.- Bretcie McGraff, nawet się nie ważnazywać nas staruszkami.Jesteśmy tylko w górnym przedziale wieku średniego.A co ty tu właściwierobisz?- Walczyliśmy na śnieżki.Nagle Jon się zorientował, że już od dziesięciu minut jest z dala od Sabriny.Uznałem, że w zamku jest jej zacisznie i ciepło, więc.- Więc co? - warknął Jon.Brett uśmiechnął się przebiegle.Pokazał rękę, w której trzymał pigułę i rzucił w Sabrinę.Trafił ją wpodbródek.- Jon! - powiedziała V.J.- Zamierzasz to tolerować?- Na pewno nie - usłyszała w odpowiedzi.- Sama sobie z nim poradzę - oświadczyła Sabrina, podchodząc do Bretta. 302Brett zaczął się wycofywać.Idąc tyłem, powiedział:- Ty też jeszcze nie oberwałaś, V.J.!Trafił ją kulą, którą miał w drugiej dłoni, odwrócił się i zaczął uciekać.Rzucili się za nim w pogoń.Uciekał, aż wybiegł na zewnątrz.Tam jednak znalazł się w opałach.Wszyscy, którzy byli na dworze,zwrócili się przeciwko niemu.Po kilkunastu, sekundach był już całkowicie pokryty śniegiem.Upadłna ziemię i zaczaj się śmiać.V.J., w przemoczonym ubraniu, uklękła z jednej strony, a Sabrina z drugiej.Zaczęły go przy-sypywaćśniegiem.- Jon! - szepnął Brett do obu kobiet.- Ja już jestem załatwiony.- Dopadnijcie Jona!Posłucirały go.Zaskoczony Jon odbiegł nieco i zaczął się bronić.Obrzuciły go pigułkami i wreszcieprzewróciły biedaka na ziemię [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum