[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wspaniała opalenizna pochodziła z plaży, a nie zsolarium, czuł się doskonale w szortach lub kąpielówkach, w koszulcelub bez niej.Gdyby chciał, mógłby się ubrać elegancko i wyglądać jakmilion dolarów, ale jedna godzina w krawacie potrafiła doprowadzićgo do szału.Urodził się na wyspach i kochał je.Nigdy nie chciał ich opuścić,tyle że studiował zarządzanie hotelami i restauracjami na FloridaInternational University, zresztą tylko po to, żeby ulepszyć potem Sea Shanty".Wakacje oznaczały dla niego rejs łodzią na Bahamy.Nie marzył o śniegu ani o żadnej krainie, gdzie nie mógłby nurkowaći wygrzewać się w słońcu na piasku.- Masz kawę, Kelsey? - zapytał, zdążając prosto do kuchni.- Tak, mam kawę - odpowiedziała, patrząc znacząco na Larry'ego.- Ale jest druga w nocy, nie będziesz mógł zasnąć.- Nigdy mi się to nie zdarza - zapewnił ją Nate, któryprzeszukiwał już szafki.Poszła za nim. - Jeśli chcesz kawę, zrobię bezkofeinową.Dzięki temu Larry i jateż się napijemy.- Nie skończyła jeszcze trzydziestki, a już zrzędzi - rzucił Nate doLarry'ego nad głową gospodyni.- Po prostu nie lubię bezsenności, to wszystko - odpowiedziała.Odsunęła Nate'a, znalazła bezkofeinową kawę i zabrała się doprzygotowywania dzbanka.- Masz tu coś do jedzenia? - zapytał Larry.- Przecież przyszliście z baru.Dlaczego nie zjedliście czegoś tam,skoro jesteście głodni?Kelsey nie chciała dać po sobie poznać, jak bardzo cieszy się z ichobecności, niezależnie od tego, na ile mogą być męczący.Dawali jejmiłe poczucie bezpieczeństwa.- O tej porze nie ma tam już nic dobrego - wyjaśnił Larry.- Co? - obruszył się Nate.- Są frytki, kanapki i kilka rodzajówhamburgerów.Czego się spodziewałeś w środku nocy? Owoców isałatki z jogurtem? A może kiełków lucerny?- Od tego twojego jedzenia dostaniesz pewnego dnia ataku serca -zauważył Larry.- Po prostu widzę, jak ci się zamykają arterie.- Jesteś jednym z tych maniaków zdrowia, którzy biegają wmaratonach, a padają, kiedy muszą bez samochodu dojść donajbliższej przecznicy - zadrwił Nate.- Masz płatki zbożowe? - Larry skierował pytanie do Kelsey.- Otręby z rodzynkami.Wez sobie.Odmierzała kawę. Larry'emu nie trzeba było dwa razy powtarzać.- Zwietnie! - wykrzyknął.- Jest też jogurt i owoce.Wiedziałem.- I piwo - uzupełnił Nate, biorąc butelkę.- Właśnie wyszedłeś z baru.- Nie piję podczas pracy we własnym barze.- Prosiłeś tylko o kawę.- Kawa i piwo.Wzajemnie zneutralizują swoje skutki.Kelsey pokręciła głową i nastawiła ekspres, po czym usiadła nabarowym stołku koło Larry'ego.- Co w agencji? - zapytała.- Teraz nie ma tam ani mnie, aniciebie.- Jutro jest piątek.Zostawiłem wiadomość, że pracuję w domu.Wponiedziałek wrócę.Nie przejmuj się, w agencji zawsze sobieporadzę.Wiedziała, że to prawda.- Aha, tylko żeby z tego powodu nie odwołali z urlopu mnie -odparła.Roześmiał się.- Jesteś wspaniała.Gejzer pomysłów.Twórczy geniusz.Nikt wagencji nie odważy się zrobić ci czegoś takiego.- Jest już ta kawa? - zapytał Nate.- Na to wygląda.Nalej też mnie.Na nieoczekiwany dzwonek telefonu Larry drgnął.- Kto u diabła dzwoni o tej porze? - zapytał.- No tak, druga nad ranem - zgodziła się Kelsey. - Odbierz.Larry podniósł słuchawkę.Głos Cindy rozbrzmiewał na tylesilnie, że wszyscy go usłyszeli.Zapytała Larry'ego, co robi o tej porzeu Kelsey.- Pora to rzecz względna - odpowiedział.- Kiedy wcześniejrozmawiałem z nią przez telefon, była trochę przygnębiona.Poza tympomyślałem, że warto zobaczyć się z tobą i z Dane'em, więc nałgałemcoś w pracy i przyjechałem.Na weekend.Kelsey nie usłyszała odpowiedzi Cindy.Larry odłożył słuchawkę.Kelsey i Nate patrzyli na niego wyczekująco.- Już tu idzie - poinformował Larry.- Dlaczego nie? - odparła Kelsey.- Pora to rzecz względna.Wstała i poszła otworzyć drzwi.- Cześć! - powiedziała Cindy.Larry uściskał ją serdecznie na powitanie.Gdy odwzajemniła siętym samym, zauważył:- O rany, mała, ale silna! Zupełnie jakby objęła mnie anakonda.- Za mocno? Przepraszam.Larry pokręcił głową.- Coś ty.Po prostu nie wiedziałem, że jesteś taka silna.- Trudno.Przy moim wzroście muszę dużo ćwiczyć, żeby wielcyfaceci nie mogli spychać mnie z drogi.Kelsey, powinnaś jutro pójśćze mną do sali gimnastycznej.Mam kartę do klubu w tym nowymhotelu.Są tam wszystkie maszyny, jakie można sobie wyobrazić,basen i sauna.Poćwiczysz i poczujesz się lepiej. - Poczuję się lepiej, jeśli zjawi się Sheila - odpowiedziała.Nate stanął koło nich w przejściu między salonikiem a kuchnią.On, Cindy i Larry patrzyli na Kelsey.Tak jak dorośli patrzą nadziecko, które wierzy w Zwiętego Mikołaja.- Nie ma jej zaledwie tydzień - zauważyła Cindy.- Zostawiała mnie na znacznie dłużej niż tydzień - poinformowałobojętnym tonem Larry.- Ona kieruje się zachciankami - dodał cicho Nate.Nadal ją obserwowali.Kelsey pokręciła głową [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum