[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.bardziej pospolite.Słyszałem jeszcze, że znalezli ją wkanale i na tym moja wiedza się kończy.Chociaż nie.Wiem, że byłatwoją kochanką, miotała się, biedaczka, między tobą a mężem, wkońcu puściły jej nerwy.- Nancy nie popełniła samobójstwa.Była moją partnerką, niekochanką.Zresztą tak silna kobieta nigdy nie odebrałaby sobie życia zpowodu mężczyzny.Nancy została zamordowana, a ja jestemprzekonany, że ty zleciłeś to morderstwo.Kazałeś ją zabić, bo ona oczymś wiedziała, o czymś, co stanowi klucz nie tylko do zabójstwtamtych trzech kobiet, ale też do morderstwa, którego dokonano teraz.Ktoś działa na twoje zlecenie.Ten ktoś był wczoraj na mojej łodzi.- Włamał się? Zabrał coś?- Nie.Ale otwierał mój komputer.- No cóż.Ja na pewno cię nie odwiedziłem, strażnicy potwierdząto pod przysięgą.Założę się, że twoja była partnerka miała zapasowyklucz.Jake nabrał głęboko powietrza.Bordon uśmiechnął się zsatysfakcją.- A więc miała.Wiedziałem.Może więc popytasz jej męża?- Już pytałem.Nie ma pojęcia o żadnym kluczu.- A co innego miałby powiedzieć? Zrobiłeś z niego rogacza!Kiedyś spróbuje cię dopaść. - Jeśli kogoś chce dopaść, to raczej ciebie, Bordon.A on nieprzysięgał, że będzie przestrzegał prawa.Chwyci za broń, załatwi cię,a potem zasłoni się chwilową niepoczytalnością.- Może jednak powinieneś przyjrzeć się bliżej temu młodemuczłowiekowi.- Nie, Bordon, wolę przyjrzeć się tobie.Chcę w końcu z ciebiewydusić, jak to było z tą serią zabójstw przed pięcioma laty i ktozamordował Nancy.Wiem, że te sprawy były ze sobą powiązane.- Nie masz na to żadnego dowodu, Jake.A poza tym, codzienniektoś umiera.Jest tyle wypadków na drogach.Wiesz co, Jake? Mnienaprawdę jest przykro.- Rozumiem.Gdybyś tylko mógł, na pewno byś mi pomógł.Bordon znów pomilczał chwilę, bębniąc cicho palcami po stole.- Byłeś kiedyś, Jake, na występach iluzjonisty?- Co?- Iluzjonisty.Tam wszystko jest iluzją, stworzoną przez dym,lustra i nadzwyczaj zręczne ręce.Poza tym stosuje się jeszcze jedentrik, żeby odwrócić uwagę widzów.Koło magika kręci się zawszepiękna, skąpo ubrana asystentka.- Do czego zmierzasz, Bordon?- A tak sobie gadam.Wiesz, ja tu sporo czytam, a moitowarzysze niedoli często zwracają się do mnie po radę.Odnalazłemw sobie miłość do Boga, Jake.I pojąłem piękno życia.- Ty odnalazłeś Boga? Przecież byłeś kaznodzieją.I ty mówisz, żeodnalazłeś Boga? Bordon lekceważąco machnął ręką.- Jake, ja okradałem tych ludzi.Mam charyzmę, jestem czymś wrodzaju takiego właśnie iluzjonisty.Ale to przeszłość.Teraz chcętylko żyć, po prostu żyć.Jestem wzorowym więzniem, staram się oprzedterminowe zwolnienie.- A ja zrobię wszystko, żebyś tutaj wrócił.- Jake, rozmawiasz z niewłaściwą osobą.Może te dziewczynyprzed pięcioma laty zabił tamten niezrównoważony chłopak, HarryTennant.Przyplątał się do nas, taki żałosny sukinsyn.Mnie od razuwydał się podejrzany.Niby za wszelką cenę chciał znalezć sens życia,ale myślę, że był impotentem i nienawidził każdego, kto wiódłnormalne życie.- Nie, on mi nie pasuje.Morderca usuwał ofiarom koniuszkipalców, żeby uniemożliwić identyfikację, ukrywał ofiary na bagnach,gdzie ciało szybko ulegało rozkładowi.To zrobił ktoś inteligentny.Ty, Bordon.- Niestety, Jake, nic z tego.Znów cię rozczaruję.Nigdy nikogonie zabiłem, nigdy nikomu nie kazałem zabijać.A tu, w więzieniu,zajrzałem w głąb mojej duszy.Każdego dnia gorzko żałuję, że dałemsię kiedyś opętać diabłu.%7łałuję wszystkiego.I odnalazłem Boga,Jake.- Gdybyś tak naprawdę odnalazł Boga, wyznałbyś wszystko,Bordon.Przez miłość do blizniego.%7łeby zapobiec następnymmorderstwom. - Dym i lustra.Zwiat jest pełen dymu i luster.- Nagle oczyBordona przygasły.- Daj mi spokój, Jake [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum