[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wreszcie w pięć czy sześć dni po Wielkanocy, kiedy siedziałyśmy razem wjadalni, zajęte haftowaniem, nagle zawołała: Już wiem, już wiem - to panTyrezjasz, ten, którego spotkałyśmy wówczas w Woodstock! Słyszałam, jakprosiłaś Jamesa, by ci opowiedział wszystko, co wie o innym Tyrezjaszu. Wtedy upuściwszy pas, który haftowałam, podbiegłam do Zary, podrapałampaznokciami jej policzki i grzmotnęłam ją w brzuch.Ale ona nawet wśród krzyku i łez triumfowała, wołając:  Więc to on! To on!Zgadłam.Marie umiera z miłości do pana Tyrezjasza.Ach, tak ją zaatakowałam zębami, że mój brat Richard musiał mnie oderwaćod niej, przytrzymując za włosy oburącz.Nastąpił głęboki żal za grzechy i znak w księdze za grzech nienawiści, bo(jak napisałam) gdyby nie to, że Richard, za sprawą bożą, przechodził przez sieńi usłyszał zgiełk, byłabym zamordowała rodzoną siostrę, która prawdziwie niezamierzała nic złego.Trochę się jednak pocieszyłam, pisząc, że chociaż w owejchwili pokusa zwyciężyła ducha i miłość bożą, było to jeno przejściowe.Diabełpodstawił mi nogę, ale dzięki łasce bożej powstanę z nową siłą.Kiedy to wszystko napisałam, usłyszałam, że woła mnie James, więcposzłam do niego.Ucałował mnie i rzekł:  Siostrzyczko, już od dziesięciu dni,czy nawet więcej, nie jezdziłaś konno.Kto wie, może to właśnie sprawia, że takzle się czujesz: nie wyhasałaś się i nie wytrzęsłaś dostatecznie, tak że krewstanęła ci w żyłach, a humory cię duszą.Jedz teraz ze mną, wsiądz na Roarera,przejedziemy się w stronę Red Hill.Byłam mu wdzięczna, przygotowałam się i ruszyliśmy przed siebie.Gdytylko znalazłam się w siodle, natychmiast poczułam się podniesiona na duchu.Chart puścił się za lisem, a my pół pola za nim.Zwrócił pysk ku Beckley ipędził wytrwale.Mój Roarer był wielkim, nieujeżdżonym kasztanem, a żeostatnio go nie dosiadałam, poniósł i nie mogłam mu już dać rady.Chwyciłamsię za łęk siodła i dziko wzywałam imienia bożego, błagając o ratunek, gdyż lispędził do kryjówki w głębokim dole, zwanym Dołem Owczarza, obrośniętymciernistymi krzakami.Mój Roarer skręcił w bok, unikając niebezpieczeństwa, izeskoczył ze stromego brzegu drogi w wąską ścieżynę, która prowadziła w głąbdołu.Wysadził mnie z siodła przez łeb, tak, że wpadłam po łokcie w błoto, alenie potłukłam się boleśnie.Koń stanął nade mną i leżałam między jegokopytami, a nie uraził mnie przy tym, choć mi kopytem zrzucił but z nogi.Była to łaska boska warta zapisania w księdze.Jednakże gdy ubiwszy w dolelisa wróciliśmy do domu, stwierdziłam, że iskra z kominka padła do megokoszyczka z przyborami do haftu, pozostawionego w sieni.Wypaliła dziurę whaftowanym przeze mnie pasie i zniszczyła brokat, którym koszyk był wybity, atakże parę pięknych koronkowych rękawiczek, zawiniętych w papier, i innedrobiazgi dla mnie cenne, jak wstążki i nici jedwabne.Koszyk jeszcze się tlił.Czy to nie było więcej, niż można znieść? Wiadomo mi było, że Zarawidziała, jak moje rzeczy płonęły, i naumyślnie ich nie ugasiła, choć zarzekałasię, że noga jej więcej nie postała w jadalni po okrucieństwie, jakie ją tam odemnie spotkało.Tego wieczoru, kiedy przeprowadzałam moje obrachunki,zrobiłam pod nimi podwójną kreskę, by udowodnić, że skończyłam i zwinęłamżagle.Aaska szczególna bowiem długo kazała na siebie czekać, a zbytnierozmyślanie o grzechu rodzi grzech.Ufałam też, iż Bóg nie będzie dla mnie srogi, jeśli ofiaruję swą obecną niezdatność, aby w przyszłości służyć Mu takwiernie, jak tego żądają pan Bolton czy dr Sibbes, czy wreszcie mój wuj, Jones.Nazajutrz leżałam w łóżku dziesięć minut dłużej, aniżeli należało, i sprawiłomi to przyjemność.Byłam znów sobą, a od tej chwili nigdy więcej nie wzięłamdobrowolnie do ręki zbioru kazań ani żadnych innych pism nabożnych, któreprzypominałyby mi o tym, co posiadam najcenniejszego, ale zarazemkłopotliwego nad marę, o mojej duszy.Moja rodzina już się nie naigrawała zemnie, a Zara bała się mojej furii [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum