[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Pani Emilio  zaczęła, a pierwszy rząd żon wojskowych wstrzymał oddech. Powie-rzyłam pani zadanie.Proszę je wykonać.Lu minęła wojskowych, zastanawiając się, czy nie karcą jej w myślach, bo nie zasalutowałaVirginii, ale oni patrzyli na nią pożądliwie, aż żony zaczęły brać ich pod ręce i kierować w stronęsali balowej (był to najdroższy hotel w Brukseli i nic tu nie wymagało cudzysłowu). Jest o ciebie zazdrosna. Viola tuptała koło Lu jak dzielny giermek przy wkurwionym ry-cerzu. Przecież nie podrywam Panikosa. Strój plątał się Lu między nogami.Nie spała od kilkunastu godzin, bo Sandra zabrała ją jako tłumaczkę do fryzjera, który po-dobno czesał gwiazdy telewizji.Miał wolne miejsce jedynie o siódmej rano, Lu wstała więco piątej, żeby zawiezć Sandrę służbowym samochodem do salonu w miejscowości Erps-Kwerps,w drodze na Veltem-Beisem.Potem Sandra musiała pojechać do stylistki poznanej na przyjęciu w ambasadzie,  najlepszej we Francji.Stylistka była właściwie Belgijką i mieszkała w miejsco-wości Jambes, czyli Nogi.Lu usiłowała wymówić się pracą, ale Sandra zadzwoniła do męża, którypotwierdził, że wożenie żony należy do służbowych obowiązków jego podwładnej. Gienia jest zazdrosna o naszą młodość i urodę. Viola wzięła ostry wiraż na obcasach.Lu rzuciła okiem w jedno z mijanych luster.Nie miała się dziś za urodziwą, nie po tym jakSandra, kierowana poczuciem wdzięczności, kazała ją uczesać i ubrać.Po tych zabiegach Lu przy-pominała pudla, który całą noc telepał się osobowym. No, wreszcie wyglądasz elegancko. Dyrektor Pac rozłożył na jej widok ręce, jakby za-mierzał ją wziąć w objęcia.Był podpity. Jak ją porządnie ubrać, umalować, to od razu wygląda. Sandra przyglądała się Lu kry-tycznie. Ale włosy to już ci się rozwalają. A i tak Gienia jest o nią zazdrosna. Viola zachichotała. Gienia miała rację, to kwestia obowiązków służbowych  bąknęła Lu, ale jej nie słuchały.We wzroku Sandry myszkującym po stroju Violi widać było rozterkę.Czarna sukienkawydała jej się elegancka, chociaż niepokoiło ją podobieństwo z jej własną.Krótkie, ulizane żelemwłosy Violi nadawały całości zbyt drapieżny wyraz.Lepszy byłby tapir, taki jak jej.Na szczęściewynajęli pokój w Conradzie, żeby nie wracać po pijaku do Jezus-Eik, mogła tam więc poprawiaćfryzurę i makijaż, nie tłocząc się w hotelowych ubikacjach.Sięgnęła do kieszeni męża, skąd wyjęłakartę do drzwi pokoju, po czym strzepnęła mu z rękawa pyłek.Dyrektor Pac był ubrany w zestaw,o którym Sandra rozpowiadała wszem wobec, że uszyto go na zamówienie.Buty też.Sandra (dymek pojawia się nagle): Wyłączyłam żelazko?! Byłby obciach spalić Conrada.Tonajlepszy hotel w&Lu przemieściła się w stronę stołu, gdzie spodziewała się znalezć stażystkę z losami, aledziewczyna gdzieś się zapodziała, za to ruda grzywa właśnie wpłynęła przez drzwi. Jak mogłaś mnie z nimi zostawić  wydyszała Viola za plecami Lu. Pac chciał miwcisnąć Sandrę. Poplotkujcie sobie, dziewczyny, jesteście w tym samym wieku  mówi do mnie!Przecież ona ma czterdziestkę! Ja nie mam nawet trzydziestu. Masz  przypomniała jej Lu. Raptem od pół roku.Lu wybrała numer stażystki, ale odpowiedziała automatyczna sekretarka.Gienia podpływaław jej kierunku, łopocząc spódnicą. Gdzie ta dziewucha?  W Lu wezbrała panika.Viola chwyciła ją za ramię. Chodz, pewnie jest w kiblu.Jak byłam na stażu, też się po sraczach chowałam.Hotelowa toaleta charakteryzowała się zdumiewającą pojemnością, efekt wzmacniaływszechobecne lustra. A nie mówiłam?  rzuciła Viola, gdy z oczka wynurzyła się stażystka.Lu przechwyciła od dziewczyny pojemnik z losami. Mój żonaty zaraził mnie HPV  oznajmiła Viola, gdy stanęły z Lu przed lustrem. Czym? Wirusem brodawczaka  podpowiedziała szatynka, pudrująca się tuż koło nich. To grozne?  Lu patrzyła na lustrzane odbicie to jednej, to drugiej. Trzeba mieć dobrego ginekologa  rzuciła z przekonaniem stojąca po lewej blondynkaz mocną opalenizną, chowając do torby konturówkę. Zna pani kogoś sensownego?  zwróciła się do niej Viola.Blondynka zaczęła grzebać w złotej torebce. Zaraz znajdę wizytówkę& To Flamand, ale bardzo dobry.Szatynka rzuciła okiem na nazwisko lekarza. Tak, jest niezły.A ja chodzę do takiej miłej Polki, która co prawda ma belgijskie nazwi-sko& Monika coś tam?  weszła jej w słowo Lu.  Tak, tak  ucieszyła się szatynka. Sympatyczna, prawda?Kiedy wracały  Viola, ściskając w dłoni wizytówki ginekologów, Lu  pojemnik z losami usłyszały, jak podpity pan Zdzisław mówi do pani Uli:  A to sikoreczki, jak się przyjaznią!. Psiapsiółki  zachichotała kasjerka. Zaraził mnie skurwiel  rzuciła Viola spod przylepionego uśmiechu, którym obdarzyła at-tach kulturalnego. Zapomniałam wykupić pigułkę  po. Lu wyminęła hermetyczną grupę ary-stokratów. A mam jechać ze swoim do Londynu! Jonathan, naprawdę musieliśmy tu przychodzić?  złowiła skargę, przeciskając się kołojakiejś pary.%7łachnęła się w duchu  gdyby i ona mogła tak się użalić.Ale nie miała komu, Bartanigdy przy niej nie było.Powinnam się cieszyć tym, co mam  skarciła się w myślach.Jestemmłoda, niezależna, robię karierę w dyplomacji. Proszę państwa o uwagę  usłyszała melodyjny głos Virginii Panikos wzmocniony przezmikrofony. Przed nami kolejna atrakcja wieczoru& Tombola! Zabawę poprowadzi pani Emiliaz działu administracyjnego.Potem Lu odpadł guzik od kurtki.Nie wiedziała, gdzie się to dokładnie stało, w każdym ra-zie, gdy wróciła z Londynu do Brukseli, już go nie było, tylko kępka nitek sterczała z podszewki.Dopadło ją nagle nieproporcjonalne do zdarzenia poczucie straty, jakby oderwała się od całości,gdzieś odtoczyła.Nie lubię niczego gubić  racjonalizowała.Jestem control freak i tyle.Faktycznie,prawie nigdy nic nie gubiła, panowała nad swoim małym chaosem, była z nim związana, tak jak gu-zik z kurtką.A teraz on gdzieś się odtoczył.(Lu nie powiedziała Sprite, że przez tę sprawę z guzikiem miała wrażenie, jakby wypuściłacoś w świat.Nie opowieść, nad którą miała kontrolę, tylko coś żywiołowego.Nie powiedziała tegoSprite, której przecież ujawniała wiele z nagiej prawdy o sobie.Zresztą guziki to przecież tylkokawałki plastiku).Wyjazd do Londynu miał być ultimatum, które postawiła Bartowi.Wóz albo przewóz, onaalbo Tymcia.W końcu mu tego nie powiedziała, chociaż przepowiadała tę kwestię, raz nawet przedlustrem w toalecie Eurostara, dopóki nie usłyszała, że jakaś kobieta wychodzi z kabiny obok.Bartczekał na nią na zewnątrz, a kiedy wyszła, pospiesznie wsunął do kieszeni komórkę  oczywiścieesemesował.(Kiedy wspominała ten moment, dużo pózniej, wydawało jej się, że myślała wtedy nie tylkoo Barcie, ale też o swoim drugim mężczyznie.Tyle że wtedy jeszcze go nie znała.Zwrot  znaćkogoś od zawsze zapowiada zakochanie.Może już wtedy czuła, że kolejna miłość turkocze).W czasie tego pobytu w Anglii Lu zaszła w ciążę.Był koniec pazdziernika, ale londyńskiporanek pachniał wrześniem i przypominał o początku szkoły.Nowy rok szkolny, nowe zeszyty,początek.Zamierzała postawić Bartowi ultimatum, jeszcze zanim zejdą na śniadanie  Bart: jogurt,muesli, sok pomarańczowy, Lu: jajecznica, bułka, herbata  ale wziął ją na fali porannej erekcji [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum