[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dlaczegóż ona otacza się ludzmi pośledniego stanu?  myślał Dudley,wodząc wzrokiem od Williama Cecila, siedzącego nieprzyzwoicie bliskokrólowej, do Kat Ashley, spod okna pilnie obserwującej swoją pod-opieczną otoczoną przez samych mężczyzn. Może dlatego  odpowie-dział sobie sam po chwili  że wychowywała się z dala od dworu kró-lewskiego i od małego miała do czynienia ze służącymi raczej aniżeli zwysoko urodzonymi.Przesiąknęła ich wartościami.Zna się na handlu iprowadzeniu domu, i gospodarzeniu, gdyż tym właśnie zajmują się ma-luczcy.Podczas gdy ja przechadzałem się po pałacu u boku mego ojca,który panował niczym król, choć nie miał prawa się nim nazywać, ona tar-gowała się o cenę bekonu i radziła sobie jak mogła, by związać koniec zkońcem, nie popadając w długi.Jak na razie żadna z niej królowa  cią-gnął myśl Robert. Może się upierać przy opuszczaniu hostii, bo jest tocoś, co widzi, co dzieje się tuż pod jej nosem, jednakże nigdy nie wda sięw poważne teologiczne dysputy z doktorami Kościoła.Brak jej obycia,brak jej wizji, wszystko co ją interesuje, ma związek z bezpośrednim prze-życiem bądz utrzymaniem się przy władzy.Rozmyślania Dudleya zostały przerwane przez nagły ruch przy stoliku.Cecil skinął na jednego z klerków, który natychmiast podbiegł i pokazałkrólowej rozwinięty zwój.Z tej odległości Robert nie mógł dostrzec, co nanim napisano.Gdyby ktokolwiek zechciał zyskać wpływ na królową, musiałbywpierw pozbyć się Cecila  stwierdził Dudley w duchu. Każdy męż-czyzna, który pragnąłby władać Anglią rękoma tej niewiasty, musiałbyusunąć z drogi jej sekretarza.A żeby to osiągnąć, należałoby sprawić, abyona sama utraciła wiarę w niego.RL Robert skupił znów uwagę na scenie rozgrywającej się na jego oczach.Elżbieta i Cecil nachylali się zgodnie nad arkuszem, mężczyzna wskazywałjakiś fragment tekstu, równocześnie formułując pytanie.Królowa odpo-wiedziała mu coś, kiwając głową twierdząco.Potem uniosła wzrok i wi-dząc, że Dudley wbija w nią spojrzenie, skinęła nań ręką.Zadarłszy nosa, oderwał plecy od ściany i dumny niczym paw przemie-rzył komnatę, czując na sobie zazdrosne spojrzenia tych, którym się nieposzczęściło, mimo że czekali dłużej od niego.Gdy stanął przed królową,skłonił się nisko. Niech Bóg cię błogosławi, najjaśniejsza pani, w pierwszym dniutwego panowania  rzekł. Oby było jak najdłuższe.Elżbieta obdarzyła go promiennym uśmiechem. Właśnie przygotowywaliśmy listę emisariuszy, którzy podążą donajdalszych zakątków Europy, by na każdym królewskim dworze ogłosićme wstąpienie na tron  oznajmiła podnieconym tonem. Mój sekretarzzasugerował, abyś to ty zawiózł dobrą nowinę królowi Filipowi prze-bywającemu obecnie w Brukseli.Czy zechcesz obwieścić swemu dawne-mu suzerenowi, że jestem już namaszczoną królową? Będzie, jak każesz, wasza wysokość  odparł Dudley, z trudem ha-mując irytację.Niemal natychmiast zmienił temat:  Chyba nie zamie-rzasz, miłościwa pani, spędzić całego dnia w murach pałacu? Pogoda jestwyborna, a twój wierzchowiec z pewnością chętnie pogalopowałby tro-chę.Elżbieta rzuciła tęskne spojrzenie w stronę okna. Najjaśniejsza pani, francuski ambasador. wtrącił Cecil, nim zdą-żyła odpowiedzieć.RL Królowa wzruszyła ramionami. Ambasador nic zając, nic ucieknie.Robert postanowił kuć żelazo,póki gorące. Mam w stajni nowego karosza, prosto z Irlandii  kusił. Wyjąt-kowo urodziwy koń, silny, rwie jak wiatr. To niebezpieczne  odezwał się przesadnie ostrożny Cecil. Królowa radzi sobie w siodle jak sama bogini Diana  rzucił przy-pochlebczo Dudley, nawet nie patrząc na starszego mężczyznę. Nie madrugiej takiej amazonki na angielskiej ziemi.Mogę jej przydzielić każdegokonia z królewskich stajni i zwierzę od razu poczuje, kto tu jest panem.Umiejętności jezdzieckie odziedziczyła po swoim ojcu, niech Bóg czuwanad jego duszą.Twarz Elżbiety rozpromieniała się wraz z każdym wymówionym przezRoberta słowem. Przyjdz po mnie za godzinę  rozkazała. Teraz muszę się prze-konać, czego chcą ode mnie moi poddani  potoczyła wzrokiem po kom-nacie.Na dzwięk jej głosu sylwetki oczekujących na posłuchanie ludziwyprostowały się jak łany zielonego zboża po deszczu.Najbłahsza oznakazainteresowania z jej strony wlewała w ich serca nadzieję.Dudley roześmiał się cicho. Och, wasza wysokość  szepnął  po co tracić godzinę? Ja mogęci powiedzieć, czego oni chcą.Elżbieta przechyliła lekko głowę, dając znak, że słucha, na co Dudleyzrobił krok do przodu, nachylił się do jej ucha i wyszeptał parę zdań.Cecilbez ruchu patrzył, jak oczy królowej rozświetlają się, po czym jej ręka wę-druje do ust i zakrywa je, tłumiąc rodzący się śmiech. Sza!  parsknęła, uderzając ramię Roberta rękawiczkami, któretrzymała w dłoni. Nie przystoi mi słuchać takich rzeczy!Dudley natychmiast wyciągnął przed siebie obie ręce i odwrócił je wnę-trzem do góry, dopraszając się o dalsze razy niczym pokorny uczeń.Elż-bieta uciekła spojrzeniem w bok, na jej oczy spadła zasłona z niezwykledługich i gęstych rzęs.Na to on pochylił się ku królowej raz jeszcze i po-RL nownie szepnął jej coś na ucho.Władczyni zachichotała jak mała dziew-czynka. Panie sekretarzu  rzekła do Cecila  musisz odesłać sir Roberta,gdyż przy nim nie sposób się skupić.Starszy mężczyzna uśmiechnął się wyrozumiale. Ależ wasza wysokość potrzebuje nieco odpoczynku.Sama praca, niczabawy, nie wyjdą królestwu na dobre takie sprawy. Spoważniał.Trzeba wprowadzić wiele zmian, wydać wiele nowych rozporządzeń, alenie można działać pochopnie.Przywracanie porządków w kraju musi za-brać dużo czasu.Zwłaszcza jeśli się nie wie, co należy zrobić  sarknął bezgłośnie Du-dley. Ja bym wiedział! Ale w przeciwieństwie do ciebie  spoglądałuprzejmym wzrokiem na Cecila  jestem tylko koniuszym koronnym, niesekretarzem stanu.Dlatego na razie zajmę się dostarczaniem królowej roz-rywek.I dziś zabiorę ją na przejażdżkę, żeby mogła choć na chwilę zapo-mnieć o tych wszystkich ważnych sprawach, które wymagają, by się z nimiuporać.Na głos zaś powiedział: Sama widzisz, wasza miłość.Moim obowiązkiem jest zabrać cię naprzejażdżkę.Nie musimy zaraz polować, wezmiemy kilku giermków, żebyprowadzilHuzaki, i jeśli zechcesz, wypróbujesz tego karosza, a może teżkasztankę.Oczy Elżbiety zaświeciły się na myśl o jezdzie w siodle. Za godzinę  przypomniała mu z niechęcią. W takim razie może wam towarzyszyć ambasador Francji  podsu-nął Cecil.Dudley obrzucił go oburzonym spojrzeniem, zdając sobie spra-wę, że sekretarz właśnie zorganizował dla królowej przyzwoitkę.Na twa-rzy Williama Cecila nie drgnął ani jeden mięsień. Z pewnością w kró-lewskich stajniach znajdzie się koń godny takiej osobistości  padło za-kamuflowane wyzwanie. Ależ oczywiście  odrzekł Robert, nie dając się wyprowadzić zrównowagi. Jego ekscelencja będzie mógł wybierać z co najmniej tuzi-na pełnej krwi arabów.RL Znudzona przeciągającą się rozmową o niczym królowa przebiegławzrokiem po twarzach zebranych [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum