[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Tam właśniedopadliśmy zwierzynę: starego lisa, którego kiedyś goniłam z papą.Wtedy oderwał się od mniej chyżego stada,RLT teraz zaś był o trzy lata starszy i nawet niedoświadczony Harry, całkiem pozbawiony instynktu myśliwego,zauważył, że przebiegłe zwierzę kieruje się w stronę strumienia, aby w wodzie zgubić trop. Spuszczaj psy, Harry!  wrzasnęłam ponad ujadaniem sfory i tętentem podków.Wiatr porywał moje słowa.Zabrzmiały rogi.Tru-tu-tu! Tru-tu-tu! Konie pomknęły naprzód, a psy rzuciły się z morderczymjazgotem w poszukiwaniu ofiary.Stary lis zdobył się na ostatni zryw i o mało co by mu się udało, lecz psydopadły go tuż nad strumieniem.Harry przedarł się przez ujadającą głodną gromadę, odciął kitę i podał mijeszcze krwawiącą.Skinęłam głową w podzięce i dłonią w rękawiczce sięgnęłam po trofeum.Zawszedostawałam pierwszą zdobycz sezonu, odkąd skończyłam jedenaście lat i papa umazał mi twarz odrażającą,cuchnącą lepką posoką.Mama na mój widok jęknęła.Wyglądałam jak dzikus.Już miała wyrazić swą dezaprobatę, kiedy papasurowo przykazał, aby mnie nie myć. Dziecko śmierdzi lisem  stwierdziła mama drżącym od gniewu głosem przechodzącym w szept. To taka tradycja  wyjaśnił twardo papa.Jemu to wyjaśnienie wystarczało; mnie też.Bóg miświadkiem, że nie należałam do dziewczynek delikatnych jak laleczki, ale kiedy ojciec wcierał mi w twarzjeszcze gorącą krew płynącą z nasady ogona, zachwiałam się w siodle ze wstrętu.Nie spadłam jednak.I nieumyłam się.Patrząc wstecz, widzę wyraznie, że poradziłam sobie wtedy w typowy dla siebie sposób, niesprzeciwiając się papie, a jednocześnie okazując własne zdanie.Tradycja nakazywała, aby ohydna krew zostałana skórze, dopóki sama nie zniknie.Poczekałam parę godzin, aż krew zakrzepła w kruche płaty, a potem pode-szłam do starego kamiennego koryta przy stajni.Usiadłam nad cembrowiną z piaskowca i przyłożyłam do niejtwarz.Pocierałam skórą czoła i policzków o szorstką powierzchnię, aż choć podrapana i obolała, była czysta. Umyłaś się, Beatrice?  spytał surowo papa, kiedy zobaczył mnie następnego dnia przy śniadaniu. Nie, papo, starłam krew  odparłam. Czy teraz mogę się już umyć?Od jego cudownego, życzliwego swobodnego śmiechu zatrzęsły się okna i srebrny serwis do kawy. Starłaś krew? O moja maleńka kochana!  ryknął, zaśmiewając się do łez.Wytarł oczy w serwetkę. Tak, tak, możesz się teraz umyć.Zadośćuczyniłaś tradycji, to dobrze.A że po swojemu  to trochękomiczne.Myślałam o tej scenie sprzed lat i o kochanym papie, kiedy w zimowym słońcu przejmowałam kitę odHarry'ego.Woń świeżo zabitego lisa przypomniała mi wydarzenia sprzed lat.Przeszłość, która nie wróci.Niewróci. Zwietna gonitwa, panno Lacey  odezwał się jeden z synów Haveringów, brat przyrodni Celii,George. Tak, rzeczywiście  odparłam z uśmiechem. Jak wspaniale pani jechała!  stwierdził z uwielbieniem w oczach. Nie mogłem nadążyć! Kiedypokonywała pani ostatni żywopłot, musiałem zamknąć oczy.Byłem pewien, że niska gałąz zrzuci panią zkonia!Zaśmiałam się na wspomnienie tej przeszkody.RLT  Ja też zamknęłam oczy!  wyznałam. Tak się denerwowałam, że zapomniałam o ostrożności.Spięłam Tobermory'ego do skoku, nie widząc drzewa.Gdy zdałam sobie sprawę, że nie ma dla nas miejscamiędzy żywopłotem a niskimi gałęziami, było już za pózno.Mogłam tylko schylić jak najniżej głowę i żywićnadzieję, że się jakoś przeciśniemy.I przecisnęliśmy się, choć wydaje mi się, że mam podrapane plecy. Słyszałem również, że brała pani udział w wyścigach konnych  powiedział George, wskazującruchem głowy Johna MacAndrew, który właśnie nadjeżdżał ku nam.Słońce zagrzało nagle mocniej, a myuśmiechnęliśmy się do siebie. Taka towarzyska gonitwa  odparłam. Jednak doktor MacAndrew ściga się o zbyt wysokiestawki [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

enu4/1.php") ?>