[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Sto, dziewięćdziesiąt dzie-więć, dziewięćdziesiąt osiem, dziewięćdziesiąt siedem.Ilejest kopalni krzemienia w hrabstwie Norfolk? Ciekawe, czyDavid pamięta o Krzemyku? Oby kocisko nie upolowało ja-kiegoś rzadkiego ptaka.Skierka w tekturowym pudełku.Rączka Scarlet wystająca spod plandeki.Dziewięćdziesiątsześć, dziewięćdziesiąt pięć. My co byliśmy żywi, umiera-my teraz.Dziewięćdziesiąt cztery, dziewięćdziesiąt trzy.Nigdy nie odejdzie od żony.Dlaczego Peter wrócił, a Shonanie może zapomnieć o Liamie? Czy Cathbad ciągle kochaDelilah? Dlaczego miejsca pochówku z epoki żelaza położonesą w jednej linii, która prowadzi wprost do grobu Scarlet.Dziewięćdziesiąt dwa, dziewięćdziesiąt jeden.Sygnał esemesa brzmi jak wybawienie.Aapie komórkę.Kto napisał? Zielonkawy ekran świeci w ciemności.Nadawcanieznany. Wiem, gdzie jesteś. Niebo aż huczy od dzwięków.Głuche odgłosy, szelesty, wielkieptaki nawołują się i krzyczą.Ona wie, że jest dzień, bo oknozostało zamknięte.Nic nie widzi, jedynie słyszy, co dzieje sięna zewnątrz.Jest przerażona i kuli się w kącie pod kocem.On od dawna się nie pokazuje, a ona jest głodna i przestra-szona bardziej niż kiedykolwiek przedtem.Bierze ostatni łykwody i w ciemności szuka wzrokiem resztki chleba sprzed kilkudni, która powinna gdzieś tu być.Zastanawia się, czy umrze,jeżeli on nie przyniesie jedzenia.Może on sam już nie żyje?Od dawna do niej nie przychodzi, a ona ma wyschnięteusta.Wiaderko w kącie zaczyna brzydko pachnieć.Wolno przeszukuje pomieszczenie, chce znalezć chleb.Przez szpary wokół włazu sączy się światło, a ona ma ochotękrzyczeć, ale powstrzymuje ją strach.Kamienne mury są wil-gotne i omszałe, pod palcami jej dłoni wydają się idealniegładkie.Teraz sięga już wyżej.Aż do miejsca, gdzie ściana jestsucha i kruszy się jak chleb.Dlaczego może tam dosięgnąć?Czyżby urosła? On tak twierdzi.I mówi, że aż za bardzo.O comu chodzi? Za bardzo, żeby co?233 Sięga najwyżej jak może i pociąga za wystający kamień,który zostaje jej w dłoniach, a ona, zdziwiona i zaskoczona,przewraca się.Siedzi na podłodze i sprawdza kciukiem kra-wędz kamienia.Jest ostra i kaleczy skórę.Zlizuje krew.Cośpodobnego czuje, gdy dotyka ustami metalowego kubka, alekrew jest słonawa i ma dziwny mocny smak.Zlizuje ją doostatniej kropelki.Zanosi kamień do narożnika pomieszczenia, gdzie jest kle-pisko.Kopie nim dziurę, umieszcza w niej kamień i zasypujego ziemią.Potem udeptuje to miejsce tak długo, aż nie pozo-staje żaden ślad i tylko ona wie, co tam schowała.Wreszcie ma swój sekret.Jest zadowolona. ROZDZIAA 18Całkowicie wyczerpana zasypia w końcu około drugiej nadranem.Przez kilka godzin po prostu siedziała, słuchając biciaserca, i wpatrywała się w esemesa.Kilka słów, które ją zmro-ziły.Kto mógł je przysłać? Może to on  autor listów, morder-ca? Kto zna miejsce jej pobytu? I numer komórki? Czyżbyktoś  czuje się tak, jakby miała zaraz dostać torsji  kogoznała?Wie, że musi zatelefonować do Nelsona, ale wolałaby nierobić tego w środku nocy.Poprzedni dzień zatarł ostrośćwcześniejszych zdarzeń.Wolałaby uniknąć wrażenia, że musię narzuca.Zastanawia się, co jest gorsze  zostać zamordo-waną we własnym łóżku czy dać mężczyznie fałszywe wyob-rażenie o sobie? %7łałuje, że jej podświadomość nie jest bardziejwyzwolona.Budzi się po kilku godzinach w pozycji siedzącej, cała ze-sztywniała.Telefon spadł na podłogę, podnosi go drżącą ręką.%7ładnych nowych wiadomości.Z westchnieniem zakopuje sięw pościeli.Jest tak zmęczona, że śmierć wydaje jej się wyba-wieniem  zasnąć na zawsze.Kiedy znowu się budzi, za oknem widzi żółtawy poranek, aShona stoi przy łóżku z filiżanką herbaty.235  Spałaś jak suseł  mówi wesołym tonem. Już dziewią-ta.Ruth z wdzięcznością sączy herbatę.Od lat nikt jej nie po-dał filiżanki do łóżka.Za dnia, siedząc w gustownym pokojuShony, Ruth traci poczucie zagrożenia.Co więcej, odczuwaprzypływ sił witalnych.Wstaje, bierze prysznic i ubiera siętak, by czuć się pewnie (czarny kostium, biała koszula i dra-pieżne kolczyki).Następnie schodzi na dół, gotowa stawićczoła wszystkim przeciwnościom.Siedzi w samochodzie i jużchce ruszać do pracy, gdy odzywa się telefon.Kolczyki, któremiały dodać jej odwagi, niewiele pomagają  paraliżuje jąstrach, serce wali, a dłonie lepią się od potu. Cześć, Ruth.Tu Nelson. Ach, to ty.Cześć.Ale jej serce nadal tłucze się jak oszalałe. Chciałem tylko powiedzieć, że jutro zwalniamy Malo-ne'a. Naprawdę? Dlaczego? Sekcja zwłok nie wykazała śladów jego DNA na cieleScarlet.Jest oskarżony tylko o pisanie listów, to wszystko.Jutro stanie przed sądem i myślę, że zwolnią go za kaucją. Czy nadal jest podejrzanym w tej sprawie?Nelson śmieje się, chociaż wcale nie jest mu do śmiechu. No cóż, nie mamy wprawdzie nikogo innego, ale też nieznalezliśmy choćby najcieńszej nici łączącej go z zabójstwem.Brak nam podstaw do przedłużenia aresztu.236  Co on teraz zrobi? Nie wolno mu stąd wyjeżdżać.Gdzieś się przyczai.Mo-że nawet dostanie ochronę policyjną z powodu nadmiernegozainteresowania mediów.Nelson ma w głosie taką pogardę, że Ruth mimo woli sięuśmiecha. Co wykazała.sekcja zwłok? Zmierć przez zadławienie.Jakby coś jej wetknięto dogardła.Ręce miała skrępowane jakąś roślinną plecionką. Roślinną? Zdaje się, że było to kapryfolium połączone z, pewniecię to ucieszy, jemiołą.Ruth wraca myślami do listów i wzmianki na temat jemio-ły.Czy to dowodzi, że ich autor jest mordercą? %7łe to jednakCathbad? Myśli też o linach, na których ciągnięto pale tworzą-ce krąg.One również były splecione z kapryfolium.Przypo-mniał jej o tym Peter. Ciało leżało w ziemi jakieś sześć tygodni  mówi Nel-son. Trudno to ocenić dokładnie ze względu na wpływ torfu.Brak oznak przemocy na tle seksualnym. To już coś  rzuca z wahaniem Ruth. Tak  przyznaje Nelson z goryczą. To już coś.Bę-dziemy mogli wydać zwłoki rodzinie.Bardzo im na tym zale-ży.Nelson wzdycha, a Ruth wyobraża go sobie za biurkiem,jak z charakterystycznym grymasem na twarzy przegląda akta,robi notatki i stara się omijać wzrokiem fotografię Scarlet.237  No dobrze  ton głosu Nelsona gwałtownie się zmienia. A co u ciebie? Mam nadzieję, że pismaki nie prześladują ciętelefonami. Nie, ale w nocy dostałam dziwnego esemesa.Opowiada mu o wiadomości, którą otrzymała.Wyobrażasobie, jak Nelson, zniecierpliwiony, wznosi oczy ku niebu.Ilejeszcze kłopotów przysporzy mu ta kobieta? Zlecę komuś tę sprawę  mówi. Podaj mi numer.Ruthdyktuje. Możecie namierzyć konkretną komórkę? Oczywiście.Każdy telefon wysyła podczas połączeniaunikalny identyfikator numeryczny.Można powiedzieć, żezgłasza się do najbliższej stacji przekaznikowej.Mając tennumer, możemy namierzyć komórkę, z której dzwoniono [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum