[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.To znacznie pomogło.DA zazwyczaj nie wnosi oskarżeńprzy obronie koniecznej.Edward wprowadził mnie do Cyrku bocznym wejściem.Nie byłoone oznaczone, a stalowe drzwi nie miały nawet klamki.Zapukał.Drzwi otworzyły się i weszliśmy.Jason zamknął je za nami.Zdałam sobie sprawę, że brakowało mi gow Dance Macabre.Rozpoznałam go po ubraniu.Miał na sobie koszulkębez rękawów z tworzywa sztucznego ściśle przylegającą do ciała.Po-marszczone, niebieskie spodnie wyglądały jakby się zwijały, posiadałyplastikowe, przezroczyste, owalne wstawki, które odsłaniały uda, łydkii, gdy się odwrócił, jeden pośladek.Uśmiechnięta pokiwałam głową.- Proszę, tylko mi nie mów, że Je-an-Claude każe ci nosić takie rzeczy przy ludziach.Jason uśmiechnął się i odwrócił pokazując mi swój tyłek.- Nie po-doba ci się?- Nie jestem pewna.- Porozmawiacie o modzie pózniej w bezpieczniejszym miejscu -wtrącił się Edward.Spojrzał na drzwi po naszej prawej stronie prowa-dzące do głównej części Cyrku.Nigdy nie były zamknięte, aczkolwiekwisiała nad nimi tabliczka: 'Tylko dla upoważnionych'.Staliśmy obec-nie w kamiennym pokoju z żarówką zwisająca z sufitu.Cóż, magazyn.Trzecie drzwi znajdowały się dużo dalej.Za nimi były schody, któreprowadziły do dolnych części, gdzie z kolei wampiry przebywały zadnia.- Niedługo zapadnę się pod ziemię, Edward, dosłownie.Spoglądał na mnie przez dłuższą chwilę.- Obiecałaś, że nie będzieszsię wychylać przez dwadzieścia cztery godziny.Nie wychodz na ze-wnątrz pod żadnym pozorem.Nie wchodz nawet do głównej częściCyrku, szczególnie, kiedy jest otwarta dla publiczności.Zostań na dole.- Tak jest, kapitanie.- Ja nie żartuję Anito. Szarpnęłam za kamizelkę kuloodporną, którą założyłam na sukienkę.Była za duża na mnie, za gorąca i niewygodna.- Jeśli myślałabym, żeto jest zabawne, nie miałabym tego na sobie.- Gdy wrócę, przyniosę ci opancerzenie, które będzie pasować.Nasz wzrok spotkał się i zobaczyłam w jego bladoniebieskichoczach coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam.Martwił się.- Myślisz, że mnie zabiją?Nie odwrócił się, nie mrugnął.Wolałabym, by poddał się temu pro-stemu gestowi, tym bardziej, gdy zobaczyłam jego twarz.- Gdy wrócę,będę miał ze sobą pomoc.- Jakiego rodzaju pomoc?- Mojego.- Co to znaczy?Potrząsnął głową.- Dwadzieścia cztery godziny oznaczają, że maszsię schować do jutrzejszego świtu, Anito.Jeśli dopisze mi szczęściebędę miał imię i zabijemy go.Nie bądz lekkomyślna podczas mojejnieobecności.Chciałam powiedzieć coś normalnego, może śmiesznego jak - niewiedziałam, że ci zależy - ale nie mogłam.Nie byłam w stanie żartowaćpatrząc w jego poważne oczy.- Będę ostrożna.Przytaknął.- Zamknijcie za mną.Wyszedł, a Jason zajął się drzwiami.Oparł się o nie i zapytał.- Dlaczego on mnie przeraża?- Bo nie jesteś głupi - odpowiedziałam.Uśmiechnął się.- Dzięki.- Chodzmy na dół - zaproponowałam.- Zdenerwowana?- To była długa noc, Jason, nie baw się ze mną.Odepchnął się oddrzwi.- Prowadz, zatem.Otworzyłam drzwi odsłaniające kamienne schody prowadzące w dół.Było wystarczająco szeroko, byśmy mogli iść obok siebie.Znalazłobysię nawet miejsce dla trzeciej osoby - schody wydawały się być prze-znaczone dla istot szerszych niż zwykły człowiek.Jason trzasnął drzwiami.Podskoczyłam.Chciał coś powiedzieć, leczwyraz mojej twarzy powstrzymał go.Edward wytrącił mnie z równo-wagi, wspominając o pomocy z zewnątrz.Jeśli nie znałabym się lepiej,powiedziałabym, że się boję. Jason schodził przede mną wyolbrzymiając swoje kroki, byle tylkopochwalić się swoim tyłkiem.- Możesz przestać się popisywać - powiedziałam.- Nie podoba ci się widok? - Oparł się o ścianę chowając ręce za sie-bie popisując się swoją klatką piersiową.Roześmiałam się i przeszłam obok niego, uderzając paznokciami ojego koszulę.Była twarda i mocna niczym skorupa.- To musi byćstrasznie niewygodne.Podążył za mną.- To nie jest niewygodne.Paniom w Dance Maca-bre bardzo się podoba.Spojrzałam na niego.- Domyślam się.- Lubię flirtować.- %7łartujesz?Zaśmiał się.- Jak na kogoś, kto nie uwodzi mężczyzn, masz wokółsiebie dość sporytłum.- Może, dlatego że nie flirtuję - odpowiedziałamJason już się nie odzywał, zanim nie doszliśmy do zakrętu schodów.- Uważasz, że stanowisz wyzwanie i dlatego wciąż pojawiają sięnowi? - spytał nagle.- Coś w tym rodzaju.Nie byłam w stanie nic zobaczyć przy zbiegu schodów.Nienawidzi-łam mieć ograniczoną widoczność, szczególnie przy zakrętach po-mieszczeń.Tym razem jednak byłam zaproszona.Nie przyszłam niko-go zabić.Wampiry zazwyczaj stawały się przyjazniejsze, jeśli nie pró-bowało się ich zakołkować.Kto by pomyślał.- Czy Richard już jest?- Jeszcze nie.- Spojrzał na mnie.- Myślisz, że to dobry pomysł, żebybyli obydwaj tutaj, razem pod jednym dachem?- Nie - zaprzeczyłam.- Zdecydowanie nie.- Przynajmniej zgadzamy się, co do tego, że to zły pomysł - odparł.Drzwi na dole były wykonane z ciemnego, mocnego drewna obitegożelazem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

9