[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Pięćset dolarów za wszystkie te suknie? - Matka chwyciła Emily zaramiona.- Nie pozwolę, żebyś szła do ołtarza w niechlujnej sukni zestrzępiącymi się, niewykończonymi szwami.- Matka ma rację.Dostajesz to, za co płacisz, Emiły.- Tym razemojciec do niej nie mrugał.- Ojcze, praca panny Hayes nie jest niechlujna.Szkoda, że niewidziałeś projektów, które z myślą o mnie naszkicowała.Miała już je,zanim do niej przyjechałam.- Emily z roztargnieniem potarła ramię, poktórym przebiegł dreszcz.- Przepraszam. Phillip przypomniał o swojej obecności w pokoju.-Do diabła z ceną sukien ślubnych.Państwa córka, a moja narzeczonaspędziła dziś po południu trzy godziny z Murzynką w jej zakładzie, w ichdzielnicy.Wieść o tym obiegła już całe Highland i Red Mountain.Co tysobie myślałaś, Emily? Mogłaś zostać zgwałcona albo porwana.- Zgwałcona albo porwana? Przez kogo? Przez dobrych ludzi, ojców isynów starających się zarobić na przyzwoite życie? Odkryłam, że todobrzy i serdeczni ludzie, tacy jak my.Chcesz mi powiedzieć, że całetowarzystwo w Birmingham szepcze za moimi plecami i wzdycha z ulgą,że jestem bezpieczna? A może jednak są rozczarowani, że nie zostałamokaleczona?- Gadają o twojej skrajnej głupocie.- Phillipie  odezwał się ojciec  uspokójmy się, zachowajmytrzezwość umysłu.- Mój umysł jest trzezwy, Howardzie. Phillip chodził w kółkoszybkim krokiem, z dłońmi na biodrach, szarpiąc od czasu do czasu brzeg marynarki. Ale nie wiem, czy mogę powiedzieć to samo owaszej córce.- Jeszcze raz mnie obraz, Phillipie, a wyjdę z pokoju.- Co ty sobie myślałaś, udając się do dzielnicy kolorowych? Tampracują skazańcy, w śródmieściu, dokładnie tam, gdzie byłaś.- Skuci łańcuchem i pilnowani przez mężczyzn z bronią i batami.Mogę ci powiedzieć, że gdybym nawet szła ulicą naga, mniej groziłobymi ze strony tych kolorowych skazańców niż ze strony ich białychstrażników.I, śmiem twierdzić, ze strony przynajmniej co drugiegowazeliniarskiego przedsiębiorcy w Birmingham.- Emily! - Matka wyglądała, jakby miała zaraz zemdleć.- Matko, to Phillip zaczął mówić o gwałcie.- Aapiesz mnie za słowa.- Phillip spojrzał w twarz Emily srogimi,nieruchomymi oczyma.- Nie życzę sobie, byś chodziła do dzielnicykolorowych, ponieważ coś cię napadło z powodu sukienki.JesteśmySaltonstallami.Emily zapadała się powoli w fotel z końskiego włosia.- Nie chciałam nadszarpnąć dobrego imienia Saltonstallów, Phillipie -powiedziała, chowając dłonie w plisach spódnicy.- Ani imieniaCantonów, ojcze.- Ale nie pomyślałaś, że właśnie to robisz - odpowiedział Phillip.Emily rzuciła mu ostre spojrzenie.Musi przestać ją obrażać.Jeszczejeden raz i.- Powiedz im resztę, Emily - powiedział, wyciągając cygaretkę zkieszeni kamizelki.- Powiedz im, że nie poszłaś tam sama.- Rzeczywiście, tak było.- Emily wstała, gdy Phillip próbował zapalićzapałkę.Delikatnie otoczyła jego dłonie swoimi, wzięła zapałkę i zapaliłają za niego.Uśmiechając się i spoglądając mu w oczy, przyłożyła płomieńdo jego cygaretki.- Miałam towarzystwo.- Męskie towarzystwo.- Phillip opuścił rękę, w której trzymał za-paloną cygaretkę, nadal patrząc na nią z zimnym błyskiem w oczach. Emily zdmuchnęła zapałkę, ściskając jego dłoń.Nie wiedziała wiele omężczyznach, ale nauczyła się kilku rzeczy o Phillipie.Z całą pewnościąreagował na jej dotyk.Na trzepot jej rzęs.- Po.pogorszyłaś sytuację,Emily kiedy zdecydowałaś się jechać gdzieś z mężczyzną, którego nieznamy.- Gdy wypowiadał ostatnie słowa, jego przystojna twarzłagodniała.- Kto ci towarzyszył? - zapytał ojciec cichym, opanowanym głosem.- Uprzejmy starszy pan, którego spotkałam na rogu ulicy, po tym jakmatka wsiadła do trolejbusu.Nazwałam go Panem Dziwakiem, bo niezdradził mi swojego nazwiska.Ponieważ jego nazwisko musiało być niebiańskie.Nie z tej ziemi.Aprzynajmniej do takich wniosków doszła Emily w drodze do domu.- Emily, co w ciebie wstąpiło? - Ton głosu matki zdradzał poiry-towanie.- To pewnie stres przedślubny.- Objęła ramionami Emily.-Może powinnaś się położyć.Powiem Molly, żeby przyniosła ci zimnykompres na głowę.- Nie trzeba, matko [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum