[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ciebie i twoją rodzinę.- Tęsknisz za Kitem? Cóż, miejmy nadzieję, że niedługo wróci.- Codziennie modlę się o jego bezpieczny powrót -wyznała Anne Marie.- Wiem, że naraża się na niebezpieczeństwo i wolę nie myśleć o tym, co bym poczęła,gdyby do nas nie wrócił.- Powinnaś zachować spokój, choćby ze względu nadziecko - rzekła z westchnieniem teściowa i objęła jąmocno.- Kochamy cię, Anne Marie.Niezależnie od tego, co się stanie, należysz do naszej rodziny.Edward musiał zostać w łóżku przez parę dni.Wezwano do niego medyka, który nie stwierdził złamań czy poważniejszych ran, ale zalecił odpoczynek i okłady.Wkrótcechłopak całkowicie wydobrzał i zaczął się wraz z Jackiemoddawać różnym figlom.Obaj zaniedbywali obowiązkii ganiali po polach od rana do wieczora.Anne Marie wiedziała, że taka sytuacja nie powinna długo trwać.Na szczęście pod koniec drugiego tygodnia od niechlubnego wyjazdu Mountjoya, zawitał do nich sir Nicholas.Jak się okazało, udało mu się znalezć odpowiedniego bakałarza, i przyjechał spytać, czy panie zechcąz nim porozmawiać, czy też ma to zrobić za nie.- Będziemy ci, panie, wdzięczne za obecność i radę,210 ale wolałybyśmy same go przepytać - powiedziała AnneMarie.Sir Nicholas spojrzał na nią z uznaniem.- Niech i tak będzie.To rozwiązanie rzeczywiście wydało mu się najlepsze.Nazajutrz wziął udział w rozmowie z kandydatem.Był to mężczyzna w średnim wieku, słabiejwykształcony i obyty niż poprzedni bakałarz, ale miałza to doskonałe referencje i mógł uczyć wszystkiego,co potrzeba.Pan Harris opowiedział im najpierw o swojej pracyw szkołach, a także w bogatych ziemiańskich rodzinach.- Czy możesz mi, panie, powiedzieć, co sądzisz o biciu niegrzecznych uczniów? - spytała go Anne Marie.- Uważam to za ostateczność, która godzi tak w ucznia, jak i nauczyciela, pani - odparł bardzo poważnie.-Cóż to za nauczyciel, który nie potrafi zdobyć sobie autorytetu w inny sposób? Wolę raczej dawać dodatkoweprace albo pozbawiać moich uczniów przywilejów.Jestprzecież tyle pięknych, łacińskich sentencji do przepisania.Anne Marie uśmiechnęła się i skinęła głową.- Z pewnością masz rację, panie.Jeśli zgodzisz się namiesiąc próby, możemy podpisać umowę.- Mam nadzieję, że wywiążę się ze swoich obowiązków.- Pan Harris skłonił się obu paniom i towarzyszącemu im sir Nicholasowi.- A my, panie, że Jack i Edward cię nie zawiodą.Lady Sara nie odzywała się i dopiero po wyjściu nowego bakałarza podzieliła się z Anne Marie wątpliwościami.211 - Czy nie uważasz, moja droga, że pan Harris będziezbyt łagodny dla moich synów? - spytała.- Nie, wydaje mi się, że wie, co robi - odparła.-Poza tym podoba mi się spokój tego człowieka i to,że nam nie schlebia.Droga od pochlebstwa do obrazy jest krótsza, niż mogłoby się wydawać.- Zawiesiła głos, próbując odpędzić niemiłe wspomnienia.- Miejmy nadzieję, że pan Harris zdobędzie szacunekchłopców.Już po paru dniach okazało się, że nowy bakałarz znalazł sposób na niesfornego Jacka i Edwarda.Po dwóch tygodniach chłopcy byli tak wdrożeni dopracy, że nie tylko przestali włóczyć się bez celu pookolicy, szukając okazji, by spłatać jakiegoś figla, alenawet zaczęli prosić o pozwolenie na wyjście z domu.Jack uwielbiał nowego nauczyciela, a i Edward chyba go zaakceptował, chociaż trudno było zgadnąć,co o nim myśli.Starał się spełniać jego poleceniai wykonywać zadaną pracę starannie, co nie uszłouwagi Anne Marie.Zachowywał jednak dystanswobec bakałarza, jakby chciał się jeszcze wstrzymaćz ostateczną oceną.Anne Marie przypuszczała, że ma do niej pretensjęo to, że dostał lanie od pana Mountjoya, chociaż zarówno brat, jak i matka tłumaczyli mu, że stanęła wówczaspo jego stronie.%7łałowała, iż czekała z odesłaniem panaMountjoya.Być może, gdyby zrobiła to od razu, jej stosunki z Edwardem nie byłyby teraz tak chłodne.Oczywiście chłopak odnosił się do niej z szacunkiem, aleczuła, że coś ich dzieli.Nie myślała jednak o tym zbytczęsto.Wraz z nastaniem wiosny w majątku zaczęły się212 intensywne prace.Poza tym musiała skupić się na swo-im dziecku.Gdzie jest Kit? - zastanawiała się często.Pragnęła, bywrócił jak najszybciej, ale nie miała od niego żadnychwiadomości.Czasami bała się, że zginął na morzu i żejuż nigdy go nie zobaczy.Sir Christopher ściągnął brwi, kiedy jego okręt podpłynął do hiszpańskiej jednostki.Miał przed sobą statekhandlowy, z lukami wyładowanymi towarem, a w dodatku niemal bezbronny.Wystarczył jeden ostrzegawczystrzał przed dziób, by kapitan wciągnął białą flagę.- Wchodzimy na pokład? - zapytał jeden z jego ludzi.- Szybko się poddali.- Uważajcie na nich - polecił Kit.- Sam wejdę na pokład, żeby porozmawiać z ich kapitanem.- Będziemy cię ubezpieczać, panie - odezwali się marynarze.- Koniecznie - powiedział Kit.- Za grosz nie ufamHiszpanom.To podstępne bestie.Chcę sprawdzić, dlaczego ich kapitan nie podjął walki.Wskoczył na reling i już po chwili znalazł się na pokładzie hiszpańskiej jednostki.W jego ślady poszło czterech najbardziej zaufanych i uzbrojonych po zęby ludzi.- Jesteś, panie, naszym więzniem - poinformował zaraz kapitana.- Jeśli zaniechasz walki, możesz być spokojny o swoje życie.Mężczyzna spojrzał na niego gniewnie, ale pochwili spokorniał.Popatrzył też w bok, jakby szukałpotwierdzenia dla swojej decyzji.Wzrok Kita powędrował w tę stronę.Stał tam szlachcic w pięknym,213 przetykanym srebrem, czarnym stroju [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum