[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Stał i czekał.Schował ręce w kieszeniach czarnej kurtki.Zmrużone od wiatru oczy obserwowały nadchodzącą Millę.Rozzłościło ją to, że szedł za nią.Rozzłościło, choć wiedziała, że toirracjonalne.- Myślałeś, że poszłam się utopić? - rzuciła, mijając mężczyznę.Czysty sarkazm, ale ciche  tak" Diaza zamknęło jej usta.Szła wmilczeniu, połykając łzy.Nie chciała płakać.Oczy bolały ją takbardzo, że nie chciała płakać już nigdy więcej w życiu.Przypomniałasobie, jak poprzedniego dnia myślała o tym, by wbiec do oceanu.Choć ból i rozpacz były tak dojmujące, że każdy rodzaj ulgi wydawałsię wtedy do przyjęcia, wiedziała, iż nigdy by tego nie zrobiła.Poddanie się nie leżało w jej naturze.Gdyby było inaczej, niezdołałaby przejść z taką determinacją przez ostatnie dziesięć lat.Gdy dotarli z powrotem do domku, Milla powłóczyła nogami zezmęczenia.Słońce właśnie zachodziło, zabierając ze sobą całe ciepła425an43usoladnacs Kobieta wróciła do sypialni i zwaliła się na łóżko wyczerpana.Dopiero Diaz wybudził ją z drzemki, mówiąc, że czas coś zjeść.Kolejne dni mijały im tak samo: szare pasmo smutku i apatiiprzerywanej okazjonalnymi napadami niekontrolowanego szału.Całyten czas zlał się Milli w jedną, nijaką i bolesną całość.Wydawało jejsię, że czas stanął w miejscu.Jadła, spała, płakała.Napady furiizdarzały się nagle, kiedy w ogóle się ich nie spodziewała.Już powszystkim Milla zawsze bardzo wstydziła się utraty kontroli nad sobą.Krzyczała i waliła pięściami w ściany, przeklinała los, który pozwoliłjej odnalezć syna - tylko o wiele, wiele za pózno.Godzinami spacerowała po pustej plaży, z całych sił starając sięnie myśleć o niczym.Kiedyś uświadomiła sobie, że nawet niezadzwoniła do biura Poszukiwaczy, wspomniała o tym Diazowi.- Ja do nich dzwoniłem - odparł.- Kiedy tu jechaliśmyNie pamiętała wiele z tej podróży, tylko bolesny półsenbezdennej rozpaczyByły dni, kiedy nienawidziła Diaza serdecznie, z całego serca.Tak bardzo, że nie chciała nawet na niego patrzeć.Trzęsła niąwściekłość i furia.To, że oboje pragnęli dla Justina tego samego, niepoprawiało wcale sytuacji.Jego decyzja o trzymaniu matki z dala odsyna była niewybaczalna.Diaz zdawał się wyczuwać jej nastroje - wtakie dni trzymał się z dala i odzywał tylko wtedy, gdy wołał ją naposiłek.Pilnował, by Milla spała i jadła.Musiał chyba robić pranie, boona nawet o tym nie pomyślała.Słyszała czasem odgłos pralki i426an43usoladnacs suszarki, ale nie zwracała na to najmniejszej uwagi.Ot, po prostuszum.Naturalne odgłosy otoczenia.Czyste ubrania pojawiały się wsypialni, a ona je wkładała.%7ładnych komplikacji, wszystko byłoproste, jasne i ułożone.Pewnego dnia zapytała, ile czasu tu siedzą.- Trzy tygodnie - odparł Diaz.Odpowiedz zszokowała Millę.Patrzyła na mężczyznę, a jej oczunie zasnuwała już biała mgła apatii.- Ale.Co ze Zwiętem Dziękczynienia? - już wypowiadając tesłowa, miała poczucie ich kompletnego idiotyzmu, była to jednakjedyna rzecz, która przyszła jej na myśl.- Obeszli bez nas.Trzy tygodnie.Znaczyło to, że był już pierwszy tydzień grudnia.- I tak nie miałam z kim spędzić święta - powiedziała.- Masz przecież rodzinę.- Ale nie spędzam z nią świąt, wiesz przecież doskonale.Zamilkła, myśląc o mamie, do której nawet nie zadzwoniła poznalezieniu Justina.Mama mogłaby teraz oczekiwać, że Milla pogodzisię z Rossem i Julią, zapomni im wszystko, przebaczy.A ona niemogła tego zrobić.Jeszcze nie.Może kiedyś.ale to się dopierookaże.- No to sami urządzimy sobie spóznione Zwięto Dziękczynienia- wzruszył ramionami Diaz.I jak je uczcimy, chciała zapytać.Wrzeszcząc? Płacząc? Kopiącw ściany? Miała nadzieję, że to nie początek nowej, świeckiej tradycji.427an43usoladnacs Dni były już bardzo krótkie i zimne.Diaz przyniósł jej kilka parciepłych skarpet, w sam raz na spacery.Chodzenie po plażypomagało, nawet gdy nie było słońca.Patrzenie na ocean teżpomagało [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum