[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Statystycznie rzecz biorąc.I nie stało się.- Wezwałem cię - oznajmił, podchodząc bliżej, kiedy demon już całkiem się uformował.- Jestemtwoim panem.- Jesteś panem - zgodził się demon.Wydawał się przygaszony i cały czas oglądał się za siebie.Norman prychnął pogardliwie na to żałosne narzędzie.Po dzisiejszej nocy będzie miał pod swoimirozkazami prawdziwego demona i wtedy nic go nie powstrzyma.ROZDZIAA 12Wiesz czym jest grimuar? - Tak, panie.- Demon przeciągnął się w centrum pentagramu, wciąż czującsię niepewnie i pamiętając ból, jaki towarzyszył mu po ostatnim wezwaniu.- Dobrze.Pójdziesz tu.Pan pokazał budynek na mapie.Demon przełożył tę informację na swój własny obraz miasta, o wielebardziej całościowy i mniej ograniczony.- Pójdziesz tam najkrótszą drogą.Wezmiesz gri-muar z apartamentu 1407 i przyniesiesz z powrotemdo centrum pentagramu, korzystając z tej samej trasy.Nie pozwól, by ludzie cię widzieli.- Musi się pożywiać - nadąsany przypomniał panu.- Jasne, pożyw się po drodze.Chcę mieć ten gri-muar jak najszybciej, rozumiesz?- Tak, panie.- Jeszcze trochę i pożywi się tym, kto go wezwał.Obiecano mu to.Czuł, że Władca, któremu służył, czeka, że jego gniew narasta za każdym razem, gdy demon zbaczaze ścieżki imienia.I wiedział, że sam pozna ów gniew bliżej, kiedy powróci ze świata ludzi.Wyruszywszy, spotkał na swojej drodze wiele żyć, miał z czego wybierać.Wreszcie posilił się tam,gdzie odebrane życie zakończyłoby wzór imienia innego Władcy Demonów.To, które miał napisać,potrzebowało jeszcze czterech śmierci, ale może ten drugi Władca, o ile będzie kontrolował przejście,ochroni go przed pierwszym.Nie znał nadziei, bo to uczucie było demonom obce, ale znał okazję, więc wykorzystał ją jak tylkoumiał.Posilał się szybko, brutalnie, przemieszczał ostrożnie, by jak najmniej zwracać na siebie uwagę siły,która poprzedniej nocy przerwała przyzywanie.Demony już kiedyś walczyły z tą potęgą, a on nie miałzamiaru zmierzyć się z nią teraz, samotnie.Kiedy zbliżał się do budynku wskazanego przez  pana", poczuł obecność grimuaru.Rozłożył szerokoskrzydła i opadł niżej, cień na tle gwiazd, i wyładował na balkonie.Zew księgi stawał się coraz sil-niejszy, mroczna moc reagowała na jednego z jego rodzaju.Wyczuł w pobliżu życie, ale go nie rozpoznał.Zbyt wolne na śmiertelnika, zbyt szybkie na demona.Nie rozumiał tego, ale zrozumienie nie było mu potrzebne.Obwąchał metal wokół szkła.Nie wywarł na demonie wrażenia.Miękki metal, metal śmiertelników."Nie pozwól, by cię widziano".Jeśli on nie widział ulicy, żyda na ulicy nie widziały jego.Wbił szponyw ramę i wyrwał szkło.Kapitan Roxborough podszedł bliżej, z rękami odsuniętymi od tułowia i szarymi oczami skupionymina ostrzu.- Z pewnością nie sądzisz.- zaczął.Ocalił go tylko niesamowity refleks, gdy brzytwa wystrzeliła doprzodu, a on ledwie zdążył odskoczyć.Powiewająca materia koszuli została równo przecięta, ale skórapod nią ocalała nienaruszona.Z wynikiem utrzymał nerwy na wodzy.-Zaczynam tracić do ciebiecierpliwość, Smith.Henry zamarł z palcami nad klawiaturą.Usłyszał coś na balkonie.Nie głośny dzwięk - bardziejszelestsuchych liści na wietrze - ale coś, co zabrzmiało nie tak, jak powinno.Do salonu dotarł w mniej niż kilka sekund, a uderzający zapach gnijącego mięsa ostrzegł go, co tamzastanie.Dwusetletnie przyzwyczajenie sprawiło, że sięgnął dłonią do biodra, choć od początkudziewiętnastego wieku nie nosił już broni białej.Jedyna, jaką miał, służbowy rewolwer, była owiniętaw natłuszczoną szmatkę i przechowywana w piwnicy budynku. I raczej nie zdążę po niego pójść".Kreatura stała - czarna plama na tle mroku nocy - trzymając w szponach szklane drzwi.Niemalwypełniała maleńką szklarnię, która łączyła jadalnię z balkonem.Przez odór stęchlizny przebijał się, niczym czerwony promień, zapach świeżej krwi.Henry zrozumiał,że demon właśnie się posilił, i przypomniał sobie, kiedy ostatni raz zrobił to samo.Wziął głęboki,niespokojny oddech. Dureń ze mnie, że nie zabezpieczyłem apartamentu!" Otwartym pentagramem, takim jak pułapka, którą przygotował nad Humber. Powinienem był to przewidzieć".A teraz sięstało.- Stój, demonie, nie pozwolono ci tu wejść!Ogromne, pozbawione powiek żółte oczy odwróciły się w jego stronę, a ich kształt zmienił się, po-dążając za ruchem.- Rozkazano - powiedział i odrzucił drzwi.Henry rzucił się do przodu.Szkło rozbiło się napodłodze, tam gdzie przed chwilą stał, nie czyniąc mu krzywdy.Przemknął pomiędzy szponami, podskoczył i z całej siły uderzył pięściami w łeb demona.Ciało istoty zapadło się w tym miejscu jak mo-kry korek, absorbując cios i przekształcając się.Nim wampir opadł na ziemię, demon rzucił nim o sto-lik do kawy.Henry przeturlał się, ledwie unikając śmiercionośnego uderzenia, i poderwał z poprzecz-ką od stolika w dłoni.Miejsce, w którym złamał się metal, było jasne i ostre.Demon rozorał mu ramię tuż pod łokciem.Przygryzając wargi, żeby powstrzymać krzyk, Henry zachwiał się, niemal upadł i wbił poprzeczkę wbiodro stwora [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum