[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.pod pewnym warunkiem.- powiedział powoli.- Depozytariuszemjest spółka  Kij z Panamy.Zapanowała cisza.Pełnomocnik bankowy ciągle wpatrywał się w ekran komputera.Maria spojrzała na Michaela, ale nie dostrzegła żadnej reakcji, jakbyto wszystko już go nie dotyczyło.Zawahała się, po czym spytała peł-nomocnika:- Czy byłby pan taki miły i wyjaśnił mi, o co tu chodzi? - Starałasię uśmiechać jak najmilej.- Co to takiego ta kwota.pod pewnymwarunkiem?- Proszę pani, to znaczy, że kwota ta zostaje wypłacona natych-miast, gdy odbiorca wypełni pewne warunki.- Określone przez kogo? Przez depozytariusza?421 - Zgadza się - rzekł Szwajcar uśmiechając się, zadowolony, że Ma-ria znowu miło go traktuje.- To raczej rzadka procedura, lecz całko-wicie prawidłowa.- W tym konkretnym przypadku warunki zostały postawioneprzez spółkę. Kij , czy tak?- Dokładnie tak.- Rozumiem.Jakie są te warunki?- Nie wiem, proszę pani - odpowiedział Szwajcar.- Na razie niewiem - uśmiechnął się.- Przede wszystkim będę musiał zadość-uczynić pewnym formalnościom.- Zwrócił się do Devesa: - Jest panwłaścicielem tego nowego konta, prawo bankowe nakazuje sprawdzićpańską tożsamość.Byłby pan tak uprzejmy i pokazał mi jakikolwiekurzędowy dokument potwierdzający ją?Nastąpiła chwila niepewności.- To bardzo osobista sprawa - przyznał pełnomocnik tonemszczerości, co miało bezsprzecznie dowieść, że doskonale rozumiewahania Devesa.- Ale może pan być pewien, że te informacje nigdynie wyjdą poza mury tego banku.- Czy to naprawdę konieczne? - zaniepokoiła się Maria.- Niezbędne, proszę pani.Michael położył rękę na ramieniu Marii, aby ją uspokoić, i podałswój szwajcarski paszport.Pełnomocnik bankowy wziął go z poważnąi skupioną miną, otworzył jak książeczkę do nabożeństwa, przepisałpotrzebne dane na kartkę papieru, zwrócił paszport, a kartkę wsunąłdo wewnętrznej kieszeni marynarki.Miał na ustach wymuszonyuśmieszek.Był to dla wszystkich trudny moment i pełnomocnik sta-rał się, aby trwał jak najkrócej.Odwrócił się w stronę komputera i rzekł:- Proszę pana, mam zadać panu jedno pytanie.Muszę zaznaczyć,że działam zgodnie z instrukcjami, jakie bank otrzymał w sprawietej.operacji.Rozumie pan chyba? - Michael potwierdził ruchemgłowy.- To pytanie, czy raczej pańska odpowiedz ma potwierdzić, żeto właśnie pan jest wierzycielem pańskiego depozytariusza.Ja tylkostosuję się do instrukcji.- Rozumiem - rzekł Michael, gestem prosząc pełnomocnika, abymówił dalej.Chciał już z tym skończyć, wydawało mu się, że sprawyzbyt długo się ciągną, o wiele za długo, jakby umyślnie wszystkoprzeciągano.Był coraz bardziej zaniepokojony, lecz i zaciekawiony.422 - Pytanie jest następujące: jak nazywa się dziecko klasztorne?Michael zadrżał w duchu.Czuł, że Maria uważnie mu się przy-gląda.- Zofia.- Doskonale - rzekł pełnomocnik, wyraznie usatysfakcjonowany.- Nie pozostaje nam nic innego, jak zapoznać się z warunkamipańskiego kredytu.Pozwoli pan?Wziął słuchawkę telefonu i poprosił o przyniesienie akt dotyczą-cych konta, którego numer podał, a także prywatnego sejfu; numertego sejfu wyczytał przedtem z ekranu komputera.- Proszę bardzo - powiedział z uśmiechem, odkładając słuchawkę- niebawem zakończymy wszystkie formalności.A może tymczasemchciałby pan dowiedzieć się, jaka jest wysokość wierzytelności?Michael podejrzliwie spojrzał na pełnomocnika.Jak długo to je-szcze potrwa? Maria położyła rękę na ramieniu Michaela; popatrzyłna nią, uśmiechnął się na znak, że wszystko w porządku, że nie po-winna się denerwować.- Proszę bardzo - rzekł pełnomocnik.Znowu przycisnął klawisze komputera, przeczytał odpowiedz naekranie.Nagły, krótki skurcz przebiegł mu po policzkach.- Wysokość tej sumy, proszę pana - powiedział głośno przełknąwszy ślinę - to dokładnie dwa miliony dolarów.Michael nie od razu poczuł, że Maria mocno ściska jego ramię.Nie słyszał pukania do drzwi.Drgnął na widok wchodzącego do salo-niku młodego człowieka, którego widział już wcześniej, za nim zaśdrugiego, w samej koszuli.Ten drugi postawił na stole, na podu-szeczce z zielonego aksamitu, jak relikwię - prywatny sejf.Po ich wyjściu pełnomocnik złamał pieczęć z krwistoczerwonegowosku na kopercie, którą wyjął z leżących przed sobą akt.Znalazł wniej kluczyk, delikatnie położył go na sejfie; wyjął też formularz, pod-sunął Devesowi, tak jak i dwa inne dokumenty:- Musi pan złożyć swój podpis na wszystkich trzech dokumentach- powiedział znowu uśmiechnięty.- Wtedy pańskie konto na wyżejwymienioną sumę zostanie uznane.Pierwszy dokument było to pełnomocnictwo na korzystanie z sej-fu.Drugi - zgoda na to, aby w razie przedwczesnej śmierci dyspo-nenta suma została przekazana na rachunek jednej z fundacji423 francuskiego Czerwonego Krzyża.Trzeci - to po prostu poświadcze-nie, że zapoznał się z zawartością sejfu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum