[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Schował twarz wdłoniach.- Gdy cię zobaczyłem& Zrozumiałem, że coś nas łączy, ale ty nie jesteś szalona,nie ćpasz& Obserwowałem cię, myśląc, że zrozumiem.Nie chciałem pytać, mieszać ci wgłowie& Bałem się, że to tak naprawdę nie istnieje, tylko ja to tak widzę, bo coś ze mną jestnie tak&- Czy kiedy cię dotykałam, czułeś coś?- Aaskotanie, jakby moja skóra odpowiadała na twoje dotknięcie, bardzo miłe.-Uśmiechnął się.- Nie żartowałem, kiedy mówiłem, że lubię, jak mnie dotykasz.Pogłaskałam go po policzku, fiolet na chwilę przeskoczył na moją skórę i pełzł po niej,zabarwiając ją na lekko lawendowy kolor, potem przepłynął z powrotem na jego twarz.Uśmiechałam się, to było tak zaskakujące, że sama nie wiedziałam, co myśleć.- Pomogę ci,Witkacy.Nie jesteś wariatem.Znam mądrzejsze ode mnie wiedzmy, możesz być po prostu zinnego systemu albo możesz być wystarczająco egzotycznym stworzeniem, że po prostu niespotkałam nikogo takiego jak ty.Może być wiele powodów.- Dziękuję - wyszeptał.Opadł niżej, opierał czoło o moje kolana i drżał, chyba płakał.Nie wyobrażam sobie, jakwytrzymał trzydzieści pięć lat bez wiedzy, kim jest.Pamiętam, jak bolesne było dorastanie wtym obezwładniającym poczuciu wyobcowania, niezrozumienia, braku miłości.Zmaganie sięz darami, których nie mogłam kontrolować.On pewnie kontrolował je jakoś narkotykami,jego dary były najprawdopodobniej czysto psychiczne, może wiązały się z wizjami.Jeszczedziś zamierzałam skontaktować się z Darnią, nauczycielką magii z Trójprzymierza.Tą samą, która rozpoznała mnie na plaży w Sopocie, a pózniej szkoliła.Nie mogłam pozwolić, byzadręczał się dłużej.Naprawdę mógł oszaleć, jeśli nie nauczy się własnej mocy.Głaskałamgo po głowie uspokajająco.Czułam, że uaktywnia się we mnie ta odrobina energii, którapochodzi od Joshui.Z moich palców spływał spokój, Witkacy nie płakał, rozluznił się.Gdypodniósł twarz, widziałam, że się uśmiecha.- %7łałuję tylko, że nie powiedziałem ci wcześniej.Dziś musiałem, bałem się, żewyjedziesz i już nigdy nie poznam odpowiedzi - mówił cichym, bardzo spokojnym głosem.-Oj, Witkacy, byłoby nam łatwiej, gdybyśmy wiedzieli, ale nie martw się.Odchodzę z pracy,ale nie znaczy to, że nie będziemy się widywać.Dowiesz się wszystkiego, nie mogę nicwięcej ci powiedzieć, nie przed szkoleniem, przed rozpoznaniem twojej energii, ale będziedobrze, przysięgam.- Nigdy nie łamiesz słowa, prawda?- Nigdy.- Uśmiechałam się, wciąż dotykając jego policzka.- Jutro na tej nieszczęsnejimprezie pożegnalnej będę już mogła powiedzieć ci coś więcej, dobrze?Przytaknął.- Nie wiedziałem, kim jestem, tyle lat, wytrzymam jeszcze trochę.Uśmiechnął się blado, ale pierwszy raz nie był to uśmiech faceta w depresji.Coś miałosię zmienić w życiu Witkacego i będą to zmiany na lepsze.Cieszyłam się, że mam w tymswój udział.Pożegnałam się z nim, uścisnęłam go mocno i ruszyłam na tramwaj.Nieoglądałam się na budynek komendy.Ten rozdział był już zamknięty.Czułam zmęczenie.Nowe moce, zaskoczenie tajemnicą Witkacego, ślady wizji%7łukrowskiego wciąż tlące się w tyle głowy.Wystarczyło jednak, że skoncentrowałam się na chwilę i poczułam obecność Joshui iMirona w moim mieszkaniu.Czy wcześniej było to możliwe? Gdzieśw głębi ciała czułam ich pulsy, jakby mój rozbrzmiewał z podwójnym echem.Chciałamjak najszybciej być blisko nich.Nie wyobrażałam sobie, bym mogła teraz odejść.Co dziwne,nie przerażało mnie to, przeciwnie, byłam szczęśliwa.Nie przestawałam zadziwiać, nie tylkowszystkich dookoła, ale też samej siebie. Rozdział dwudziesty drugiZmierzchało, kiedy dotarłam do domu.Byłam zmęczona, ale niecierpliwie i z radościączekałam na to, co miało jeszcze dziś nastąpić.Usłyszałam, że są w mieszkaniu, gdy tylkoweszłam do budynku.Akustyka na klatce plus dobre nagłośnienie.Sąsiedzi pewnie myśleli,że wprowadziła się rodzina z nastolatkami.Większość z nich znała już pewnie tekstyMetalliki na pamięć, jeśli to Joshua miał dziś prawo wybierać kolejność odsłuchiwania płyt.Przekręciłam klucz w zamku i weszłam.Nawet tego nie zauważyli. Czy oni naprawdę mająwięcej niż osiemnaście lat? - pomyślałam, widząc, jak podrygują i kręcą młynki włosami.Poszłam do sypialni przebrać się w coś wygodniejszego.Ta marynarka zawsze już będzie misię kojarzyć z wydziałem wewnętrznym i wizjami, jakie miałam, dotykając %7łukrowskiego.Odłożyłam ją na bok, pozbędę się jej jeszcze przed przeprowadzką.Pojemnik PCK stał naparkingu przed blokiem.Nadal niezauważona zdjęłam ubrania i weszłam do łazienki, zmyłammakijaż i rozpuściłam włosy.W szlafroku wróciłam do sypialni.Przez chwilę stałam nagaprzed lustrem toaletki.Coś nie dawało mi spokoju, intuicja łaskotała tył głowy, więcprzyglądałam się swojemu odbiciu.Nie zdziwiło mnie, że zniknął durisaz od Katarzyny,przecież prosiłam, by zdjęła czar.Dopiero po chwili zauważyłam, że hagal, moja tajemniczaruna na lewej piersi, jest już niemal niewidoczna.Blada blizna zdawała się wchłaniać, jutromogło nie być po niej śladu.A więc tak, dokonało się.Zmiany nadeszły, a ja zdołałam puścićpalce.Uśmiechnęłam się do odbicia, blada i zmęczona, ale jednak szczęśliwa.Wyciągnęłamulubione dżinsy i zieloną bluzę z koniczynką, pamiątkę po pewnym hucznie obchodzonym wtowarzystwie skrzatów dniu świętego Patryka.Kopertę od Kaspiana, który czekał na mnieprzed domem, włożyłam do kieszeni.Będzie czas, kiedy ją odpieczętuję.Cieszyłam się naniespodziankę.Boso weszłam do saloniku.Joshua klęczał przy regale z płytami, przeglądającmoją kolekcję.Odwrócił się, słysząc moje kroki.- Hej, masz całą dyskografię Led Zeppelin! Wieki tego nie słyszałem!Uśmiechał się.Był taki rozluzniony, że nie mogłam uwierzyć, jak wiele zmieniło sięprzez zaledwie kilkanaście godzin.- Hej, słonko, i jak tam? Wszystko w porządku?Miron leżał na podłodze, bose stopy opierał o kanapę.Jego włosy rozrzucone dookołagłowy wyglądały na dywanie jak czarna aureola.Przez chwilę nie wiedziałam, coodpowiedzieć.Jednocześnie było dobrze i bardzo zle, coś się bezpowrotnie kończyło, ale teżudało mi się zamknąć dwie sprawy, posadzić bardzo złego kolesia za kratki [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum