[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Najwyraz-niej nie miał ochoty iść za stryjem.Zdenerwowany pchnął kuchenne drzwi, nieprzygotowany na odrażający widok, który zastałwśrodku.Tiggy leżała skulona na środku podłogi, w oto-czeniu czegoś, co wyglądało na zawartość kubła naśmieci.Miała na sobie przejrzystą suknię domowązabrudzoną wymiocinami.Kwaśny, ostry smródzaczął Jona przyprawiać o mdłości. Tiggy!Kiedy wymówił jej imię, popatrzyła na niego,ale widać było, że go nie rozpoznaje.Miaławzrok dzikiego zwierzątka.Kiedy Jon przyjrzałsię jej bliżej, dostrzegł ze wstrętem, że ubrudzo-ną miała nie tylko suknię, ale także włosyi twarz.Jon musiał zacisnąć zęby, by powstrzymać mdło-ści.Gdy się jej przyglądał, Tiggy, niezdolna zro-zumieć, co się wokół niej dzieje, poczęła sięodczołgiwać, kulić w kącie niczym śmiertelnieprzerażone zwierzę.Nie spuszczała z niego wzroku,uniosła dłoń, w której ściskała coś, co wyglądało nanie dojedzony kawałek ciasta.Wstrząśnięty patrzył,jak zaczyna wpychać jedzenie to ust.Dobry Boże! Co się dzieje? Co ona sobie zrobiła?Jon instynktownie pojął, że nie jest to odosobnionyprzypadek, pojedyncze szaleństwo lub reakcja nastres po zawale serca Davida.Zrozumiał, że ataki zdarzały się już wcześniej.Po raz drugi w życiupoczuł litość dla brata.Po raz pierwszy zdarzyło się to w noc narodzinHarry ego, gdy dostąpił zaszczytu współuczestni-czenia i przeżywania cudu narodzin.Czuł, jakogarnia go miłość dla tego maleńkiego, bezbron-nego istnienia, które właśnie przyszło na świati które witał razem z Jenny.No tak, wtedy czuł litość do brata, jednakodmienną niż ta, która ogarnęła go dzisiaj. Tiggy! To na nic.Ona nie słyszy.kiedy jest w takimstanie, nic do niej nie dociera.Jon odwrócił się na głos bratanka.Dobry Boże,żadne dziecko nie powinno widzieć czegoś takodrażającego, a jednak Jack wydawał się tak opano-wany, tak wyrozumiały.taki dorosły.Przypomniałsobie, jak chłopiec ociągał się z wejściem dokuchni. Tiggy. spróbował ponownie, lecz ona zno-wu wpychała do ust jedzenie, najwyrazniej niesłysząc jego słów. Musi zjeść wszystko  poinformował go bez-namiętnie Jack  a potem.potem wróci do normy.dopóki. Urwał i popatrzył na Jona. Niekiedy tonie wystarcza, musi mieć więcej, a wtedy.Buzia chłopca wykrzywiła się, jakby mały usiło-wał zapanować na swymi emocjami.Jon odrucho-wo przygarnął go do siebie i delikatnie ukołysał. Dobry Boże, Jack wydawał się taki szczuplutki.O wiele, wiele chudszy od Jossa.Na usta cisnęło mu się setki pytań, pragnąłdowiedzieć się tak wielu rzeczy.Nie miał najmniej-szego pojęcia, jak ma postąpić.Kątem oka do-strzegł, że Tiggy zaczyna czołgać się po podłodze.W dłoni trzymała nóż.Serce Jona zabiło gwałtow-nie.Ile w tym wszystkim było jego winy? Na ile to onbył odpowiedzialny?Widział, że sam sobie nie poradzi.Potrzebujepomocy, potrzebuje.Wyprowadził Jacka z kuchni.W holu podniósłsłuchawkę telefonu i wystukał numer. Do kogo dzwonisz?  spytał niespokojnieJack.Jon uspokajająco przytulił chłopca, kiedy podrugiej stronie usłyszał znajomy głos. Jenny  powiedział ochryple. Jenny, to ja,Jon.Na dzwięk głosu męża Jenny przymknęła oczyi oparła się o ścianę, by nie wybuchnąć płaczem. Słucham, Jon  odezwała się. O co chodzi? Jestem u Davida i Tiggy  wyjaśnił.Usłyszał,jak wstrzymała oddech, więc szybko dodał:  Nie,Jenny, proszę, nie odkładaj słuchawki.To nie to.Tonie to, o czym myślisz.Proszę, wysłuchaj mnie błagał.Jenny kurczowo ścisnęła słuchawkę.Dobry Bo-że, co on chce jej powiedzieć? Dlaczego do niej zadzwonił? By powiadomić ją, że wprowadza się doTiggy? Jenny.ja.potrzebuję twojej pomocy.Czymożesz tutaj przyjechać? Natychmiast.proszę! Jon popatrzył w dół na stojącego sztywno przyjego boku Jacka. Chodzi o Tiggy  usłyszał swójgłos. Ona.ona.ma poważne kłopoty  tłuma-czył. Błagam, Jen, przyjedz.natychmiast. Dobrze, zaraz tam będę  obiecała Jenny.Znużona Olivia w drodze do domu wyminęłakaretkę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum