[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Alepowiedziałam: Nie, a jak ja mówię nie, to nie, wbij to sobie do tegotwojego zakutego łba.To golnął sobie jeszcze jednego i powiada: Nodalej, kochanie, napij się, to będziesz lepiej tańczyła shimmy.Miałam jużdosyć tego gadania, więc mu powiedziałam: Nie muszę pić gorzałki, żebytańczyć shimmy, wystarczy mi do tego herbata.To dlaczego nie pijesz,spytał, a ja mu na to&Wiedziała, że śpi już bardzo długo, gdy nagle, bez ostrzegawczegoodgłosu kroków czy skrzypienia zawiasów w drzwiach, Adam był wpokoju, zapalał światło, a ona wiedziała, że to on, chociaż w pierwszejchwili światło ją oślepiło i odwróciła głowę.Natychmiast się zbliżył,usiadł na brzegu łóżka i zaczął mówić w taki sposób, jak gdyby prowadziłdalej rozmowę, którą przerwali: Nie dostałaś mojej kartki?  powiedział. Wsunąłem ją poddrzwi.Wezwano mnie niespodziewanie do obozu, robili mi całą masęzastrzyków.Zatrzymali mnie dłużej, niż przypuszczałem, i zrobiło siępózno, Zadzwoniłem do redakcji, powiedzieli, że cię dzisiaj nie będzie.Zatelefonowałem do panny Hobbe i dowiedziałem się, że leżysz i niemożesz podejść do telefonu.Powtórzyła ci, że dzwoniłem? Nie  odparła Miranda sennie  ale spałam chyba cały dzień.Och,teraz sobie przypominam.Był tu doktor, Bill go przysłał.Poszłam raz dotelefonu, bo mi Bill powiedział, że przyśle karetkę i każe mnie zabrać doszpitala.Doktor mnie opukał, zostawił receptę i powiedział, że wróci.Alenie przyszedł. Gdzie jest ta recepta? spytał Adam. Nie wiem.Ale ją zostawił, widziałam.Adam zaczął przeszukiwać stoliki, półkę nad kominkiem.  Jest  powiedział. Wrócę za kilka minut.Muszę poszukać dyżurnejapteki.Już po pierwszej.Do widzenia.Do widzenia, do widzenia.Miranda dość długo wpatrywała się wdrzwi, za którymi zniknął, a potem zamknęła oczy i myślała: Kiedy stądwychodzę, zupełnie nie pamiętam tego pokoju, w którym mieszkam jużblisko rok& tyle tylko, że zasłony są za cienkie i że w żaden sposób niemożna rano zasłonić światła.Panna Hobbe obiecała jej grubsze zasłony,ale skończyło się na obietnicy.Kiedy rano Miranda, w szlafroku, stałaprzy telefonie, panna Hobbe przechodziła niosąc tackę.Była drobnym,rudowłosym, nerwowo-przyjacielskim stworzeniem, a jej zachowaniemówiło aż nadto wyraznie, że pensjonat nie daje dochodów, a ona samaznajduje się o krok od ruiny. Drogie dziecko  powiedziała ostro, rzucając szybkie spojrzenie nastrój Mirandy  co się stało?Trzymając słuchawkę przy uchu Miranda powiedziała:  Chybainfluenca. Zgroza  wyszeptała panna Hobbe i tacka zakołysała się jej wrękach. Wracaj do łóżka natychmiast& natychmiast! Muszę najpierw porozmawiać z Billem  wyjaśniła Miranda.PannaHobbe odeszła śpiesznie i nie wróciła.Bill wykrzykiwał przez telefonpolecenia, obiecywał wszystko  lekarza, pielęgniarkę, ambulans, szpital,co tydzień wypłatę, jak zwykle  wszystko, byle natychmiast wróciła dołóżka i nie wstawała.Osunęła się na łóżko myśląc, że Bill jest jedynymznanym jej człowiekiem, który w zdenerwowaniu naprawdę wyrywasobie włosy z głowy& Powinnam chyba poprosić, żeby mnie odesłalido domu, myślała, obciążanie własną śmiercią rodziny  jeśli się tylkouda  jest chwalebnym, starodawnym zwyczajem.Nie, zostanę tutaj, tomoja sprawa, ale mam nadzieję, że nie w tym pokoju& chciałabym być wmroznych górach, na śniegu, tego bym najbardziej chciała, i wzniosły się dokoła niej rytmiczne grzbiety Gór Skalistych przystrojonych wiecznymśniegiem, majestatycznymi, błękitnymi wieńcami laurowymi chmur, i odich ostrego oddechu przeszedł ją mróz.Nie, potrzebne mi ciepło& Jejpamięć odwróciła się i popłynęła ku innemu miejscu, które znała dawniej inajbardziej kochała, a które teraz widywała tylko w ulotnych fragmentachpalm i cedrów, głębokich cieni i nieba, które grzało nie oślepiając, jak toobce niebo oślepiało nie dając ciepła; było tu długie, powolne migotanieszarego mchu w sennym cieniu dębów, szerokie kręgi unoszących się wgórze sępów, woń ziół nad brzegiem wody, i bez żadnych zapowiedziszeroka, spokojna rzeka, do której wpływały wszystkie znane jej rzeki.Zciany po bokach rozsunęły się jednym nieśpiesznym, bezszelestnymruchem i oto zobaczyła przycumowany tuż obok wysoki żaglowiec zpoczerniałym od wody pomostem dotykającym nóg jej łóżka [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

de("s/6.php") ?>