[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. To są właśnie kłopoty z mówieniem nieprawdy, gdy przekraczaszczterdziestkę.Wszystko zapominasz".Oliver usiłował zachować swo-bodny ton. Nie-e, nie byłem z Osmondsonem.Miałem umówionąrandkę.Dzwoniłem też ze dwa razy do Hollywood.I może to wszystko cisię pomieszało.99RLT  Z kim? Zamknij się wreszcie, Marge!" Ach, z takim facetem o nazwisku Craig Barrows.Nie wspominałemci o nim? Nie. Taa, no więc pogadaliśmy sobie trochę przez telefon.Nic specjalne-go. Wiercił się niecierpliwie. Jesteś gotowa? Jestem gotowa. Marge zarzuciła torbę na ramię. Nie sądzę, że-by odniosła jakieś większe skaleczenia. Mówiła o tej kobiecie wBMW. To dobrze.Podała swoje nazwisko? Stacy Mills.Jest doradcą personalnym. Myślisz, że to się wiąże z Craytonem?Marge była zaskoczona. Nie wiem.A czemu by to się miało wiązać z tamtą sprawą? To nie był typowy wóz dla tych naszych porwań w układzie matka-dziecko. Nie wygląda na to, żeby się to miało wiązać ze sprawą Cray tona.Toporwanie było na wylotówce West Hills.Wyszli z komendy, znalezli hondę Marge i ruszyli.Wjechała w Devon-shire, główną arterię łączącą od północy wschodnią i zachodnią część do-liny San Fernando.Posterunek leżał na peryferiach, co dziwiło ze wzglę-du na ceny gruntów w otoczeniu.Wyglądało na to, że sąsiedzi się tu od-gradzają.Nie było to prawdą, może tylko działali z wyprzedzeniem.Wmiarę jak jechali na zachód, ulice były coraz szersze, a domy rzadsze.Fa-liste stoki wzgórz tworzyły malowniczy krajobraz: Los Angles jako ob-szar upraw rolnych.Patrząc wstecz, widziałeś tylko same sady i pola.Poprzejechaniu czterdziestu mil znalezli się w Oxnard, wciąż ten sam pej-zaż. Na tej rozległej, otwartej przestrzeni czerwony kabriolet BMW mo-że być łatwo widoczny, jak sądzisz?  odezwała się Marge. Samochód jest czerwony? Taa.Nie mówiłam ci?100RLT  Nie, nie mówiłaś.Conviene Cfaytona też był czerwony. Są tryliony takich wozów.Ale to interesujące. Spojrzała na swegopartnera.Wydawał się zaniepokojony. Jest coś na rzeczy, Scott? Nie. Opuścił głowę. Chyba jestem trochę zmęczony.Wyglą-dam na sfatygowanego? Cokolwiek.  Zmęczony i jakiś dziwny", pomyślała Marge.Alenie naciskała go.Z pewnej odległości mogła już dostrzec pierwsze da-chówki budowli w hiszpańskim stylu.Gdy honda Marge połknęła stromi-znę wzgórza, na horyzoncie rosło w oczach miasteczko handlowe.Mogłosię zdawać, że pojawiło się ono nagle w środku jakiejś pustyni.Ale jużparę mil stąd na północny wschód rozciągały się bogate obszary: polegolfowe i rozległe rancho przyciągały sportowców i łazików po górach,których wabiło surowe życie, oczywiście z nieodłącznym telefonem ko-mórkowym i notebookiem.Centrum handlowe tworzyło pół tuzina budynków w stylu śródziem-nomorskim, gdzie miały swe siedziby firmy i przedsiębiorstwa trudniącesię wyprzedażą z górnej półki, jak Off-Saks, Barneys, Donna Karan, St.John's Sports, Versace, Gucci i wiele innych włoskich nazwisk, rzeczywi-stych lub powymyślanych.Inwestor wybrał to miejsce z oczywistychwzględów: wielkiej obfitości ziemi, która pozwalała rozrastać się zarów-no centrom handlowym, jak i związanym z nimi parkingom.Oliver przebiegał wzrokiem bezkresne morze chromowanej blachy. Gdzież jest to miejsce przestępstwa? Zdaje się, że Korman wspominał coś o nowym parkingu. A jak miałbym zgadnąć, który z tych budynków jest no- wy?Wszystkie są nowe.To miejsce jest jednym wielkim labiryntem.Niena-widzę kupowania, naprawdę nie cierpię tych centrów handlowych.Towszystko, co najgorsze w tym naszym stadnym pędzie do wzajemnegoupodabniania się.Wyglądają kropka w kropkę tak samo, wszystkie mająte same sklepy. To ten system sprzedaży zniżkowej.101RLT  Nic nie jest już dzisiaj jednostkowe i niepowtarzalne  zajęczał [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum