[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Używali łomów albo czegoś podobnego do łomów.Jaka jest szansa znale-zienia odcisków palców na samochodzie?  zapytała. Marna  przyznał. Chyba że któryś się poślizgnął i dotknął samochodu.Ale bez odcisków nie mamy zupełnie nic, równie dobrze możemy zapomniećo tym wydarzeniu.112  Tego właśnie chcę, detektywie Sturgis.Zapomnieć o tym.Milo podrapałsię po nosie. To znaczy, że nie chce pani wnieść sprawy? Lindo.- powiedziałem. Właśnie tak  odparła. Dzieci przeszły już wystarczająco wiele.Jakmy wszyscy.Nie potrzeba nam nowego strachu. Lindo, jeśli istnieje jakieś niebezpieczeństwo, nie sądzisz, że dzieci i ichrodzice powinni o tym wiedzieć?  spytałem. Nie ma żadnego niebezpieczeństwa, to po prostu dalszy ciąg tych wybry-ków, jakie mieliśmy od początku.Strzelanina znów ściągnęła na nas uwagę i po-jawił się jakiś następny karaluch.I będzie ich więcej  będą dzwonić, przysyłaćlisty.Do czasu, aż znajdą sobie kogoś innego, komu mogliby podokuczać.Więcpo co mielibyśmy to nagłaśniać? I tak nikogo nie złapiecie, a jeszcze więcej dziecizacznie się bać i opuszczać lekcje.O to im właśnie chodzi.Ta harda przemowa pod koniec zaczęła ją dławić.Oddychała szybko, z emocjiwbiła paznokcie w poręcze kanapy tak mocno, że usłyszałem tarcie o materiał.Spojrzałem na Mila. Zatrzymała pani któryś z tych listów?  spytał. Dlaczego pana to interesuje? W razie gdybyśmy kiedyś złapali tego gówniarza, który zniszczył pani sa-mochód, co jest mało prawdopodobne, może moglibyśmy dopasować jego odci-ski palców do widniejących na którymś z listów, i żeby mu nie było tak wesoło,wysunąć przeciwko niemu oskarżenie federalne.Nie wie pani nawet, jak okrutnipotrafią być ci inspektorzy pocztowi. Mówiłam panu, że nie chcę, żeby to się stało sprawą publiczną  powtó-rzyła.Milo westchnął. Rozumiem to i obiecuję, że nie podejmiemy oficjalnego dochodzenia.Wła-śnie dlatego powiedziałem:  co jest mało prawdopodobne. Niemal nieprawdo-podobne byłoby właściwszym określeniem.Ale powiedzmy, że ten wandal wróci rozzuchwalony, że uszło mu to na sucho.I powiedzmy, że ktoś go przyłapiena gorącym uczynku.Chyba pani nie powie, że powinniśmy go puścić wolno,prawda?Popatrzyła na niego, otworzyła z impetem szufladę biurka i wyciągnęła stertękopert przewiązanych sznurkiem. Proszę. Rzuciła pakiet w jego stronę. Cała moja kolekcja.Miałam jepodarować instytutowi Smithsonian, ale należą do pana.Przyjemnej lektury. Kto ich jeszcze dotykał poza panią i pani sekretarką? Tylko my.I doktor Delaware.Milo uśmiechnął się. Sadzę, że jego możemy wykluczyć.113 Nie odpowiedziała. Ma pani coś, w co mógłbym to włożyć? Zawsze do usług, detektywie. Otworzyła inną szufladę, znalazła dużąkopertę i wrzuciła do niej stertę listów. A co byś powiedział na jakieś zwiększone środki ochrony, Milo?  spyta-łem. Więcej patroli.Oboje odwrócili się w moją stronę i wymienili spojrzenia, jakby wiedzieli coś,czego ja nie wiem.Gliniarz i dziecko gliniarza.Poczułem się jak nowo przybyłyimigrant, który nie zna języka. Mogę kazać każdej zmianie patrolowej przejechać tędy raz, Alex, ale toraczej w niczym nie pomoże  powiedział. Przepraszam, że pana tutaj ściągnęliśmy.Gdybym to przemyślała racjonal-nie, nie kłopotałabym pana. %7ładen kłopot  odparł. Gdyby pani zmieniła zdanie albo chciała wy-pełnić raport na potrzeby ubezpieczenia, proszę dać mi znać.Mogę pani załatwićpewne formalności, może nawet przyśpieszyć załatwienie sprawy.A na razie od-holujmy pani samochód. Jeśli jest sprawny, sama pojadę nim do domu. Chyba żartujesz  powiedziałem. Czemu nie?  spytała. Uszkodzono prawdopodobnie tylko karoserię.Jeśli ruszy, zabieram go do domu.Jutro zadzwonię do swojej firmy ubezpiecze-niowej i zabiorą go stamtąd.Władze dzielnicowe zapłacą za wynajęcie drugiego,jedyny plus pracy w charakterze urzędniczki państwowej. Lindo, bez przedniej szyby zamarzniesz. Trochę świeżego powietrza dobrze mi zrobi.Pogrzebała w torebce i wyjęła kluczyki.Spojrzałem na Mila.Wzruszenie jego ramion oznaczało: Nolo contendere.We trójkę opuściliśmy gabinet.Linda szła kilka kroków przed nami.Nikt sięnie odzywał.Ulica na zewnątrz wciąż była cicha i zdawała się bardziej wilgotna.Mgła osia-dała.Escort wyglądał jak rzezba ze złomu.Linda wsiadła, wykorzystując drzwiod strony pasażera.Gdy je zamknęła, wydały niezdrowy, grzechoczący odgłos.Kilka kawałków szkła upadło na ulicę i zabrzęczało jak dzwoneczki na wietrze.Milo i ja staliśmy obok, a ona wepchnęła kluczyk do stacyjki.Samochód za-dławił się i zastękał.Przez chwilę sądziłem, że jest jakieś uszkodzenie mechanicz-ne, ale przypomniałem sobie, że gdy go słyszałem po raz pierwszy, wydawał takiesame odgłosy.Linda nie dawała za wygraną. Harda kobieta  powiedział Milo. Sądzisz, że to właściwy sposób załatwienia sprawy?  spytałem. To ona jest ofiarą.Jej wybór, Alex.114  Nie o to pytałem.Przesunął dłonią po twarzy. W gruncie rzeczy chyba ma rację.Wie, jak to się wszystko odbywa, wie,że nigdy nie złapiemy tych dupków.Zciągnęłaby tu jeszcze więcej kamer telewi-zyjnych i dziennikarzy.Escort zastartował, po czym zadławił się i zamarł. W porządku  powiedziałem. Przepraszam, że wezwałem cię w środkunocy na próżno. Nie szkodzi.I tak nie mogłem zasnąć.Przypomniałem sobie, jak sennie jego głos brzmiał przez telefon, ale nie sko-mentowałem tego.Wyjął łańcuszek od kluczy i zaczaj nim kręcić jak lassem.Spoj-rzał na swastykę i na rząd ciemnych domów. W cudownych czasach żyjemy, Alex.Narodowy Tydzień Braterstwa.To mi o czymś przypomniało. Jak poszło twoje spotkanie z panią Ferguson? Nic specjalnego.Zadzwoń do mnie jutro, to ci opowiem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum