[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Ze swoimi kwalifikacjami powinnaś zająć siępucowaniem wozów w garażu.Ann znów się uśmiechnęła.Kiedy Lund wychodził, widziała w jego oczach desperację.Haver spojrzał na Ann. Dlaczego?  spytał tylko. Chciałam go sprowokować  powiedziała Ann.Była bardziej wstrząśnięta, niż chciała pokazać.To była jej pierwsza poważna sprzeczka z kolegą.Zkolegą, który przepracował w policji wiele lat, i podobnie jak wielu innych był sfrustrowany.Dlategoposłużył się znanym argumentem: tylko mundurowi wiedzą, jak naprawdę wygląda sytuacja na ulicachmiasta. To było niepotrzebne  stwierdził Haver. Musimy dowiedzieć się, co tam się stało  nie odpuszczała Ann. Na miejscu był patrol.Musielizobaczyć albo usłyszeć coś, co spowodowało, że odjechali.Jeśli dowiemy się, co to było, pewnieotrzymamy odpowiedz na pytanie, dlaczego zginął Sebastian Holmberg.Zadowoliłeś się tym, że Marcuswziął winę na siebie, ale ja mam wrażenie, że sprawa jest bardziej skomplikowana. Więc co według ciebie tam się wydarzyło? Nie wiem  powiedziała Ann.Nagle jakby straciła zainteresowanie, powiodła wzrokiem po kawiarni, uśmiechnęła się do Havera iruszyła do drzwi, na progu jeszcze raz się odwróciła i znów uśmiechnęła się do kolegi. Podejrzewam, że Lund i Andersson czegoś się przestraszyli.Dlaczego odjechali z miejsca zbrodni?Widok Marcusa tak ich przeraził? Wątpię.Wyszła, zanim Haver w ogóle zdążył zareagowaćć.Patrzył za nią.Kiedy odwrócił się, uświadomiłsobie, że oczy wszystkich kolegów są zwrócone na niego.Nie było w nich wrogości, jedynie ciekawość.Wybuch Ann nie mógł przejść niezauważony.Wszyscy słyszeli, jak Ottosson chwalił Havera i Beatrice,wiedzieli też, że kiedy oni przesłuchiwali Marcusa, Ann siedziała zamknięta w swoim pokoju, a potemszalała na mieście.A teraz zapewne pobiegnie do szefa, przedłoży mu swoją nową teorię i będzie się starała go do niejprzekonać. 38Zroda, 14 maja, 10.35Może pan się tu zatrzymać?Ali zorientował się, że byłby przegapił drogę, prowadzącą do gospodarstwa.Kierowca autobusuzerknął na niego spod oka.Nie wyglądał na szczególnie zadowolonego, ale zatrzymał autobus. Chyba trzeba będzie zrobić tu dodatkowy przystanek, dla ciebie i twojego dziadka  rzucił. Przepraszam, ale muszę tu wysiąść. W porządku  odpowiedział kierowca i tym razem nawet się uśmiechnął. Wyświadczy mi pan przysługę?  spytał nagle Ali. Proszę zostać tu chwilę i zaczekać, aż odejdękawałek.Ten biały samochód za nami nie wróży niczego dobrego. Ten, który cały czas za nami jedzie?Ali pokiwał głową. Mam dać ci fory?Kolejne skinienie głową.Kierowca zawahał się chwilę, spojrzał w lusterko, a potem na Alego. Czego on od ciebie chce? Nie wiem  odpowiedział Ali po sekundzie wahania. Proszę. Zrobiłeś jakieś głupstwo?Ali pokręcił głową. Ten facet to&Niewiele brakowało, a powiedziałby wszystko kierowcy. Długo będziemy tak tu stać?  denerwował się pasażer, ostatni, który jeszcze został w autobusie.Drzwi się otworzyły, Ali wyskoczył i nie rozglądając się na boki, ruszył pod górę do leżącego nawzgórzu gospodarstwa.Widział je za drzewami.Kiedy przeszedł jakieś pięćdziesiąt metrów, usłyszał,jak autobus rusza.Zaczął biec, ile sił w nogach.Do furtki zostało mu jeszcze sto metrów.Pomyślał oMitrze.Przeskoczył białe ogrodzenie, potknął się o kępę traw, upadł.Leżał chwilę sparaliżowanystrachem, znów się poderwał i po raz pierwszy od wyjścia z autobusu, rozejrzał się dookoła.Samochód, biały samochód mordercy, był już blisko, tak blisko, że Ali widział twarz kierowcy.To byłposadzkarz.Znów zaczął biec, minął jakieś drzewa, poczuł w powietrzu słodkawy zapach.Gospodarstwo było na wyciągnięcie ręki.Czuł żwir pod stopami.Przestraszony kot umknął wpobliskie krzaki.Ali dotarł do drzwi w tym samym momencie, w którym na podwórze wjechał samochód.Zapukał do drzwi, chwycił za klamkę.Drzwi były zamknięte.Przyglądał się im zdziwiony.To nie może być prawda, pomyślał.Ktoś musi być w domu.Podbiegł do okna, zajrzał do środka, do kuchni, w której on i dziadek kilka dni temu gawędzili miło zgospodarzami.Na stole stał dzbanek z czerwonym napojem, pewnie sokiem, obok stała filiżanka z kawą italerz z grzankami.Poszedł za róg domu, mając nadzieję, że znajdzie tam Arnolda i Beatę, ale zobaczył jedynie stado srok,które na jego widok zerwały się z krzykiem i uciekły na pobliską jabłoń.I w tym momencie przypomniałsobie, że zostawił w domu swoją komórkę.Położył ją na stoliku w holu, żeby się naładowała, izapomniał o niej.Ruszył dalej, nie bardzo wiedząc, co robić.Przed oczami miał wąski skrawek lasu, ciągnący się tuż zapolem niedaleko domu.Sroki śmiały się z niego.Przed oczami stanęli mu nagle matka i dziadek. Przeklinał Mehrdada, który go w to wszystko wciągnął.Ruszył przez pole i znów się rozejrzał.Wśród drzew zobaczył posadzkarza, zaczepił spodniami oogrodzenie z drutu kolczastego, kiedy próbował je przeskoczyć.Las był iglasty, ale w rowie rosły potężne olchy, i to właśnie wśród nich Ali postanowił się ukryć.Czuł, jak gałęzie biją go po twarzy, ale nie zwracając uwagi na ból, szedł dalej.Przeskoczył przezspróchniały pień drzewa i pokryty mchem kamień, skupił się, żeby nie wpaść w dziurę.Oddychał szybko, musiał się na chwilę zatrzymać.Ukrył się za jednym z głazów, oparł głowę o miękkimech.Poczuł w nozdrzach jego zapach i niemal zakręciło mu się w głowie.Kiedyś w szkole brał udziałw biegu na orientację w lesie, który przypominał ten, w którym teraz był.Pamiętał, jak się bał, że możesię zgubić.Teraz był przerażony.Bo tutaj nie było nauczycieli, którzy w razie czego mogli ruszyć naposzukiwanie.Był sam z mordercą.Z człowiekiem, który zapewne nie zawaha się, żeby znów zabić.Pomyślał o Konradzie, swoim trenerze.Zastanawiał się, co by zrobił w takiej sytuacji.Przedewszystkim zachowałby spokój.Konrad starał się nigdy nie denerwować.Ali postanowił uspokoićoddech, otarł pot z czoła i zaczerpnął powietrza.Obejrzał się za siebie.Nikogo nie dostrzegł, alewiedział, że posadzkarz jest niedaleko.Może też się za nim rozgląda? A może nawet już go dostrzegł itylko czeka na właściwy moment, żeby się na niego rzucić?Postanowił iść dalej.Miękki zielony mech tłumił jego kroki.Rozsunął gałęzie i wszedł do niewielkiejgroty.Zastanawiał się, czy się w niej nie ukryć? A może raczej powinien wspiąć się na drzewo ischować się w gęstych gałęziach? Chwycił się konara, który był niemal tak gruby jak jego ręka.Kilkazwinnych ruchów i już był na górze.%7ływica lepiła mu się do dłoni, spojrzał w dół i zakręciło mu się wgłowie.Doszedł go odgłos kroków.Ktoś się skradał.Morderca musiał być bardzo blisko.Ali był ledwie wstanie oddychać, wciągnął powietrze nosem i wypuścił je ostrożnie.Jego prześladowca się zatrzymał, Ali słyszał, jak coś do siebie mamrocze.Zamknął oczy.ZapachniałoBożym Narodzeniem.Dopiero niedawno pojawiła się u nich w domu choinka.Dziadek początkowosprzeciwiał się obcej tradycji, ale potem zawsze wybierał największe i najpiękniejsze drzewko.Potrafiłtydzień chodzić od jednego punktu sprzedaży do drugiego, zanim znalazł takie, które mu odpowiadało.Morderca zakasłał.Ali przestraszył się, bał się, że straci równowagę i spadnie.Ze strachu zaczął drżeć. Już ja ci pokażę, czym się kończy wsadzanie nosa w nie swoje sprawy  doszedł go głos mordercy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

lude("s/6.php") ?>