[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.RLT Znowu dwie myszy zostały zaproszone do tego, co mogło okazać się ichostatnim posiłkiem, ale zdechła tylko jedna; ta, która zjadła smakołyk wyjęty zmałej bombonierki.- Widać czarno na białym - westchnął aptekarz, przecierając okulary.- Cu-kierki zawierają skopolaminę, alkaloid, którego farmaceuci nigdy nie używają.Ktoś musiał jej tam dodać.yle się czujesz?Aldo nagle zbladł jak papier i musiał usiąść.Nie odpowiadając, ujął głowę wdłonie, aby ukryć łzy.Pomimo niejasnych obaw, które odczuwał do tej pory, wgłębi duszy nie wierzył, że ktoś mógłby zle życzyć jego matce.Buntował się ca-łym swoim jestestwem przeciwko tej oczywistości.Dlaczego ktoś chciałby zgła-dzić niewinną i dobrą kobietę? W udręczonym sercu syna smutek mieszał się zprzerażeniem i złością.Franco, szanując ból przyjaciela, nie odzywał się.Po chwili Morosini opuścił dłonie, bez wstydu ukazując zaczerwienione oczy.- To znaczy, że została zamordowana, czy tak?- Bez wątpienia.Zresztą, mogę ci to teraz powiedzieć: zdziwiło mnie nagłezatrzymanie akcji serca zdiagnozowane przez lekarza.Ponieważ znalem dobrzejej stan zdrowia, było to dla mnie niewytłumaczalne, chociaż natura sprawia cza-sem jeszcze większe niespodzianki.Nie rozumiem jednego - powodu tak ohyd-nego czynu.- Bałbym się poznać ten powód; zamordowano moją matkę, aby ją okraść.Chodzi o sekret rodzinny, który teraz został odkryty.Aldo opowiedział o historii cennego szafiru, dodając, że miał nadzieję, iżdzięki niemu uda mu się wyjść z kłopotów finansowych, i o tym, jak zauważyłzniknięcie klejnotu.- Oto wyjaśnienie, ale ono prowadzi do innego pytania: kto?RLT - Naprawdę nie mam pojęcia.Od mojego wyjazdu do wojska matka nie wy-chodziła z domu i poza kilkoma zaufanymi osobami również nie przyjmowałanikogo.- Czy już rozmawiałeś o tym z kuzynką?- Nie, jeszcze się z nią nie widziałem.Kiedy powiadomiłem o moim powro-cie, wysyłając telegram do Ceciny, prosiłem ją, żeby nikogo nie informowała.Nie miałem ochoty odbierać kondolencji na dworcu.Co prawda Mas-saria spadłmi na głowę już dziś rano, ale dlatego, że widział, jak wysiadam z pociągu.Wra-cając do tego, o czym mówiliśmy, nie mam pojęcia, kto mógł popełnić morder-stwo i kradzież, gdyż sądzę, że te dwie zbrodnie są ze sobą związane.Wokółmatki byli sami zaufani ludzie i z wyjątkiem dwóch dziewcząt przyjętych przezCecinę, nie mamy więcej służby.- Podczas twojej nieobecności donna Izabela mogła spotkać ludzi, których tynie znasz.Tak długo cię nie było.- Spytam Zachariasza w zupełnej tajemnicy.Gdybym powiedział Cecinie onaszym odkryciu, wypełniłaby całą Wenecję lamentem, a nie mam ochoty roz-głaszać tej tragedii.- Czy nie zamierzasz zawiadomić policji?Morosini wyciągnął papierosa, zapalił go i wypuścił kilka obłoków dymu, poczym odparł:- Nie.Obawiam się, że nasze odkrycie zwiera za mało szczegółów.- A czy skradziony klejnot to drobny szczegół?- Przecież nie mam żadnego dowodu kradzieży.Mogliby powiedzieć, że mat-ka sprzedała go, nie wspominając o tym notariuszowi.Należał do niej, mogłanim dysponować.Tylko jedna rzecz byłaby przekonująca dla policji: autopsja.ale nie mogę się na nią zdecydować.Nie chcę, żeby zakłócano jej spokój.nie,nie zniósłbym tej myśli!RLT - Mogę cię zrozumieć.A jednak, chyba masz ochotę dowiedzieć się, kto byłzabójcą?- Oczywiście, ale wolę sam go szukać.Jeśli wydaje mu się, że popełniłzbrodnię doskonałą, będzie mniej ostrożny.- A dlaczego nie zabójczyni? Trucizna jest ulubionym narzędziem kobiet.- Być może.W każdym razie on lub ona przestanie się strzec.A wtedy,wcześniej czy pózniej, szafir ujrzy światło dzienne.Jest to klejnot wyjątkowejurody i jeśli wpadł w ręce kobiety, ta na pewno zechce pokazać go światu.Tak,jestem tego pewny: znajdę go, a on doprowadzi mnie do zbrodniarza, a wtedy.- Czy sam chcesz wymierzyć sprawiedliwość?- Bez chwili wahania! Dziękuję ci za pomoc, Franco.Będę cię informował opostępach w tej sprawie.Po powrocie do domu Aldo zabrał Zachariasza do swego pokoju pod pretek-stem, że potrzebuje pomocy przy zmianie ubrania.Wyjawienie tego, czego ksią-żę właśnie się dowiedział, było prawdziwym szokiem dla wiernego sługi.Odrzu-cił maskę spokoju, a z jego oczu popłynęły gorzkie łzy.- Na miłość boską, opanuj się! Jeśli Cecina zauważy, że płakałeś, zasypie ciępytaniami, a ja nie chcę, żeby się dowiedziała.- Słusznie, ma pan rację.A czy ma pan jakieś podejrzenia, kto mógł to zro-bić?- Nie, najmniejszych, i w tym celu potrzebuję twojej pomocy.Kto odwiedza!mamę ostatnimi czasy?Zachariasz zebra! myśli i stwierdził, że nikt specjalny nie gościł w pałacu.Wymienił kilka nazwisk starych weneckich przyjaciół, z którymi księżna Izabelagrała w karty lub w szachy, rozmawiała o muzyce i malarstwie.Pod koniec lataregularnie odwiedzała ją markiza de Sommieres, która była matką chrzestną Iza-beli.Siedemdziesięcioletnia kobieta dobrze się trzymała i przez prawie okrągłyRLT rok, z wyjątkiem trzech zimowych miesięcy spędzanych w swoim paryskim pa-łacu, podróżowała od rodzinnego zamku do dworu przyjaciół, w towarzystwiedalekiej kuzynki, starej panny, praktycznie niewolnicy markizy, która jednak zanic w świecie nie zaniechałaby tego wygodnego życia.Markiza natomiast długoby nie zniosła jej towarzystwa, gdyby kuzynka nie udowodniła, że natura wypo-sażyła ją w węch psa myśliwskiego w zdobywaniu ploteczek i wieści o drobnychskandalach, którymi leciwa dama się delektowała, popijając szampana, co nale-żało do jej niewinnych słabostek.Nie, w żadnym razie nie można było podejrze-wać tego raczej komicznego duetu: pani de Sommieres uwielbiała swoją chrze-śnicę i nie przestawała jej rozpieszczać jak w czasach, kiedy Izabela była małądziewczynką.- Ach! - krzyknął nagle Zachariasz.- Przychodził też lord Killrenan!- Dobry Boże! A ten skąd się wziął?- Z Indii czy jakoś tak.Sam nie wiem.Stary wilk morski, mierzący niewiele ponad sto sześćdziesiąt centymetrówwzrostu, bardziej niż do swoich prastarych rodzinnych dóbr przywiązany był doswojego statku zwanego  Robert-Bruce" i mieszkał na nim częściej niż w zamkuw Szkocji.Powszechnie było wiadomo, że ten niepoprawny egoista ma tylkojedną słabość: uwielbiał księżnę Izabelę.Kiedy się dowiedział, że została wdo-wą, przybył, aby złożyć u jej stóp swoje stare nazwisko, statek i miliony, alematka Alda odmówiła, wierna pamięci męża, którego kochała do ostatnich dni.- Nie przerabia się życia, tak jak nie przerabia się sukni, powiadała [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum