[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przestrzenią! Boże! Jak brakowało jejprzestrzeni w Anglii.Korytarze ATA były tak wąskie, że dostarczającsamolot przeciskała się jak wąż przez labirynt, za to Kalifornia budziłaekstazę lśniącej, bezkresnej, płynnej przestrzeni, tej przestrzeni, któraponownie należała do niej.Jak mogła żyć tak długo bez widokuhoryzontu? Jak wytrzymała, jak wmówiła sobie, że coś jest w staniezastąpić wzniosłe zadziwienie niebem?Gdziekolwiek dostrzegała zabudowania w sercu olbrzymiej farmy,kręciła kilka widowiskowych pętli, dodawała parę zawrotów i mrożącychkrew w żyłach świec, oznajmiając własne przybycie, potem eleganckolądowała na zapełnionym do połowy parkingu albo, gdy było toniemożliwe, na polu, w warunkach które każdy z pilotów ATA uznałby za śmiesznie łatwe.Idąc lekko kołyszącym krokiem do biura w poszukiwaniu szefa,brała ze sobą notatnik o bardzo urzędowym wyglądzie i piękne, nowepióro Parkera z solidną złotą stalówką.Nosiła uniform złożony z częścidawnego umundurowania: schludnej spódniczki ATA i niebieskiej koszuliRAF-u, wkładanej bez krawata i rozpiętej prawie po stanik.Nad prawąpiersią na koszuli miała naszyte dziesięciocentymetrowe skrzydła.Aatwopalne włosy zaczesywała wygodnie do tyłu i z oszukańcząnobliwością ściągała na karku, gdzie wymykały się jak mogły spodcałkiem do nich niestosownej aksamitnej kokardy.Skróciła spódnicę ozwracające uwagę dziesięć centymetrów i ściągnęła ją ciasno czerwonym,skórzanym pasem.Sznurowane buty ATA i czarne pończochy zamieniłana nylony i parę czerwonych pantofli na najwyższym obcasie, jaki mogłaznalezć w Los Angeles.Jeśli zdarzyło się, że szefa nie było w biurze,zjawiał się bardzo szybko, zaalarmowany wieścią o gościu.Przez cztery dni zdołała wzbudzić ciepłe uczucia i podziwnajwiększych ekspedytorów ziemiopłodów w najważniejszym rolniczoregionie świata.Oznajmiała im, starając się mijać z prawdą w możliwiedelikatny sposób, że powstała znacząca firma transportowa.Rozsądnie iczęsto powoływała się przy tym na kadry, rekrutujące się głównie zpilotów amerykańskiej eskadry  Orzeł , co do jednego bohaterskichNielicznych, którym Wszyscy zawdzięczali Tak Wiele. Orły mogąprzetransportować całą produkcję farm, mówiła zainteresowanymmężczyznom, pochylając się do przodu tak, że materiał koszuli opinał sięna piersiach, a zapał przekonywania omal nie sadzał jej na kolanachrozmówcy.Notatnik zaczynał pęcznieć od potencjalnych zamówień, zapisków o cennych faktach i ważnych osobistościach, a także odinformacji o hurtownikach w największych miastach całego kraju, którzyhałaśliwie domagają się kalifornijskich owoców, warzyw i kwiatównadających się do sprzedaży po słonych cenach, dość wyśrubowanych, bypokryć nisko skalkulowany koszt transportu samolotem.Po nawiązaniu przez  Orły odpowiednich kontaktów sam tylkowygłodzony rynek kwiatowy Nowego Jorku, uzależniony od szklarni,może wchłonąć co tydzień nieprzeliczone tony świeżych ciętych kwiatów,stwierdziła Freddy, siedząc w kawiarni na lotnisku w Santa Paula przedostatnim, krótkim etapem lotu, który miał się skończyć w domu.Medytowała nad dwoma kawałkami ciasta brzoskwiniowego, ile tonświeżych brzoskwiń udałoby się sprzedać w Chicago.A gdyby naprzykład Van de Kamp przerobił je tutaj na ciasta, to ile zapłaciłaby za takitowar w środku zimy sieć piekarni na wschodnim wybrzeżu? Ile ciastbrzoskwiniowych można załadować do samolotu, nie uszkadzając ich? Dajspokój wszystkiemu, co pieczone, ty tępa babo! - zreflektowała się.Kiedysię tego nauczysz? Ale wobec tego, jak załadować brzoskwinie nieobijając ich? Jak ładować winogrona, truskawki, delikatną sałatę,świeżego łososia z zatoki Monterrey? Jak ładować storczyki?  Orły miaływszelkie szanse zmienić wygląd bukiecików, przypinanych do sukien nabalach w college'ach.To są wszystko wtórne problemy, powiedziała sobie radośnie,wyciągając od właściciela kawiarni przepis na ciasto.Niech Tony i Jockmartwią się o szczegóły.Powinni być bardzo rozemocjonowani, kiedywróci z mnóstwem informacji.bezwzględnie jednak musiała polecieć natę wyprawę sama.Jej mąż latał przez całą bitwę o Anglię, prawda, ale czcigodny Antony Wilmot Alistair Longbridge nie miał w sobie nic zJankesa.Jock był amerykański jak całonocna partia kości, ale akurat wbitwie o Anglię prawie nie latał, toteż mieszałoby jej szyki, gdybymusiała.wszak tylko odrobinę.koloryzować zasługi wspaniałych kadrpilotujących samoloty  Orłów , mając tych dwóch jako słuchaczy.A jużnie daj Boże, żeby próbowali się odezwać.* * *- Gdzie jest nowa Brenda? - krzyknął zdesperowany Jock,przyciskając do piersi dwie słuchawki telefoniczne, żeby nie usłyszał gożaden z właścicieli winnic, którzy jednocześnie próbowali z nimrozmawiać.- Potrzebuję tu pomocy, szybko!Freddy, uwięziona za własnym biurkiem, skąd tłumaczyła trzemrozczarowanym, choć jeszcze chętnym byłym pilotom bombowym, żedwieście pięćdziesiąt dolarów miesięcznie stanowi tymczasem szczytmożliwości  Orłów , odkrzyknęła ponad ich głowami:- Wczoraj wymówiła.Nie miałam jeszcze czasu znalezć następnej.-Poirytowana zastanawiała się, dlaczego właśnie ona ma czuć się wobowiązku wynajdywania raz po raz nowej Brendy.Odkąd oryginałzłamał ostatni paznokieć i wyniósł się rozszlochany i wściekły na wrogi,spiskujący los, kierownik biura zmieniał się cztery razy.Brendy nieznajdowały nic twórczego w histerii, Brendy nie umiały opanować paniki,a tymczasem wyprawa Freddy ściągnęła lawinę przedwczesnych życzeńod klientów, których powinno obsługiwać pół tuzina kompetentnychurzędników.- Kto przyjmuje telefony w poczekalni? Dochodzą stamtąd dzwiękizabawy sylwestrowej - powiedział Jock z obłędem w oczach.- Przysiągłbym, że słyszałem głos Annie.- Zwięta prawda, panie pułkowniku.Helga odbiera, a Annie jejpomaga.- Gdzie jest Tony, na miłość Boską? - wrzasnął Jock.- Pan pułkownik znajduje się w drodze powrotnej z Newark.Dostarczył tam trzy i pół tony gozdzików.Pułkownicy Levine i Carlettidostawili truskawki i pomidory do Detroit i Chicago.Także lecą zpowrotem.- Coś radosnego? - spytał Jock słowami, których piloci RAF-uużywali po ataku, dowiadując się od kolegów, czy zestrzelili samolotnieprzyjaciela.- Nic - odparła zwięzle Freddy, co oznaczało, iż żaden z trzechpilotów nie zdołał wynalezć ładunku na drogę powrotną.Było topodstawowe zadanie, którego niespełnienie pochłaniało zysk z dostawy.Do Los Angeles wracało trzech  luzaków.Poza  katastrofą nie było wtym interesie gorszego słowa [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum