[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Czy w ogóle cię obchodzi, co to dla mnie znaczy?- Ależ tak, oczywiście że tak.Chcę tego dla twojego dobra.- Paulurwał.Nie był w stanie mówić dalej.Usłyszał własne słowa i zorientowałsię, jak mało przekonują.Zastanawiał się, co musiałby ofiarować chłopcu,żeby zastąpić to wszystko, co Bruno już ma, a miał wszystko z wyjątkiemojca, którego najwyrazniej nigdy mu nie brakowało.Wyrwałby go zjedynego miejsca, do którego chłopiec należał, odciął od jedynegosposobu życia, jaki Bruno znał, od wszystkich więzi, wartości i przekonań,do jakich doszedł w dotychczasowym życiu, od świata, który nie istnieje wżadnym innym miejscu na kuli ziemskiej.Zupełnie jakby Paul chciał zabrać zwierzątko z zoo i wypuścić je na swobodę.Bruno byłby bardzonieszczęśliwy, nie mając wokół siebie swoistej atmosfery SiódmejDzielnicy.- Bruno, nie będziemy teraz dłużej o tym rozmawiać.Przemyślęwszystko, co powiedziałeś.Ale tego lata musisz przyjechać i nasodwiedzić, przynajmniej na miesiąc.Od tego nie odstąpię.Może ci się unas spodoba, kto wie?- Oczywiście, ojcze - wymamrotał Bruno, nagle spokorniały.- Dobrze - powiedział Paul.Miesiąc rodzinnego życia mógł wszystkozmienić.Trzeba było od tego zacząć.W żadnym wypadku nie powinienszokować chłopca nieoczekiwanym pomysłem.Trzeba było.trzebabyło.- Ojcze, tutaj mieszkam.Czy zechcesz wstąpić na herbatę? Dziadekjest w domu.- Dziękuję, Bruno, ale muszę teraz wracać do hotelu.Przyjdę jutro,jeśli można.- Oczywiście, że można.Gdybyś miał ochotę, zabrałbym cię nalekcję szermierki.- O tak, bardzo chętnie - powiedział smutno Paul.* * *- No i? - spytał markiz de Saint-Fraycourt, kiedy chłopiec wszedł dosalonu.- Miałeś rację, dziadku.- Jak poszło?- Mniej więcej tak, jak się spodziewałeś.Powiedziałem wszystkozgodnie z tym, co postanowiliśmy.Chciał, żebym obejrzał fotografię tej osoby.tego jednego nie oczekiwałem.Nigdy nie pomyślałbym, żeodważy się pokazać mi jej fotografię.Ale dałem mu do zrozumienia.Mówiłem ci, że sobie poradzę.Nie było się czego obawiać.- Jestem z ciebie dumny, chłopcze.Idz powiedzieć babce, że możewstać i przyłączyć się do nas.Nie wiedzieliśmy, czy Lancel nie zechcewstąpić na herbatę, więc woleliśmy tymczasem nie ryzykować.Aha,Bruno.- Tak, dziadku?- Czy nie sądzisz, że skoro planujesz przewodniczyć temu krajowi, topowinieneś bardziej przyłożyć się do nauki w szkole?- Francji przewodzą gryzipiórki i biurokraci - odparł Brunopogardliwie.- Nie arystokraci.Czy nie to zawsze mi powtarzałeś?- Bo tak jest, chłopcze.- Ale w jezdzieckiej drużynie olimpijskiej chcę się znalezć naprawdę- powiedział Bruno z przymilnym uśmiechem na małych, pełnych ustach.-Miałem nadzieję, że może pomyślisz o podarowaniu mi konia.Wszyscymoi kuzyni mają konie.- Owszem, myślałem o czymś takim.- Dziękuję, dziadku. 6- Pomyśl, kochanie, że mogli nas przenieść do Ułan Bator -powiedział Paul, chcąc oderwać Eve od widoku nie kończącej się pustyniza oknem przedziału.Jechali najlepszym pociągiem, jaki istniał w tymkraju w roku 1930, ale jego postępy zdawały się niezauważalne.- Ułan Bator? - spytała, odwracając ku niemu wzrok od okna.-Stolica Mongolii Zewnętrznej.- Zewnętrznej czy Wewnętrznej? Wszystko jedno, nie musiszodpowiadać.Mogłoby też być Godthaab -stwierdziła Eve.- Grenlandia? Nie, tego nie spodziewałbym się w żadnym wypadku.o wiele za blisko Europy - odparł Paul z sardonicznym humorem.- A co sądzisz o Fidżi? - spytała.- Nie podobałoby ci się? Tam jesttyle zieleni, szczególnie w porównaniu z tym, co tutaj.- Machnęła ręką,odsuwając od siebie widok pustynnych piasków.- Suva ma sprzyjającyklimat, to prawda, ale z kulturalnego punktu widzenia miejsce przedstawiasobą pewne ograniczenia.- A jednak jest stolicą.Mógłbyś być panemambasadorem.- Ależ mam dopiero czterdzieści pięć lat.Jeszcze jestem za młody,nie sądzisz?- Zdecydowanie za młody.I za przystojny.Postąpiono by nie fairwobec mieszkanek Fidżi.Podobno nie mogą się oprzeć żadnemuFrancuzowi - odparła Eve, ściskając jego dłoń.- Co to znaczy  nie mogąsię oprzeć żadnemu Francuzowi ? - spytała nagle Freddy, a jej oczy, którezamknęły się ze zmęczenia zaledwie kilka minut wcześniej, rozwarły sięszeroko z ciekawości.- Och.to znaczy, że ich zdaniem Francuzi sąuroczy, więc mieszkanki Fidżi, no, zrobią wszystko, czego Francuz od nich zażąda - powiedział Paul, ze śmiechem spoglądając na Eve.- Na przykład co? - nalegała Freddy.- Na przykład.posłuchaj, jestem Francuzem i właśnie dlatego ty,jako grzeczna dziewczynka, robisz wszystko, co ci mówię.- Tato - powiedziała Freddy chichocząc - nie wygłupiaj się.- To nie był dobry przykład - stwierdziła zasadniczo Delphine.Freddy nigdy nie robi niczego jak należy, tato.To ja się nie mogę oprzećFrancuzowi.- Obdarzyła Paula uśmiechem kobiety urodzonej, byczarować wdziękami.- Właśnie że robię, jeśli jest co - odpaliła Freddy.-Pamiętasz, jak pozwoliłeś mi zanurkować z tej wysokiej trampoliny wklubie, a ja skoczyłam i czysto weszłam do wody? Pamiętasz, jak mówiłeś,że nie wsiądę na nowego kuca, a ja wsiadłam i jezdziłam na nim bezsiodła, a on nawet nie próbował mnie ugryzć? Pamiętasz, jak się założyłeś,że nie wygram na pięści z tym dużym Jimmym Albrightem, który zawszezaczepia młodsze dzieci, a ja wskoczyłam na niego i go zbiłam?Pamiętasz, jak pozwoliłeś mi prowadzić samochód, a.- Freddy! Delphine! Przestańcie natychmiast! - powiedziałaostrzegawczo Eve.- Zaraz dojedziemy.Będzie nas witać parę osób.Freddy, musisz umyć ręce i twarz, i kolana też.ojej, spójrz na łokcie! Jakci się udało tak je zabrudzić w pociągu? Dobry Boże, co się porobiło ztwoją sukienką? Dlaczego jest taka wymięta? Nie, lepiej mi nie mów.Niechcę tego wiedzieć.A twoimi włosami zajmę się sama.Delphine, terazkolej na ciebie.No cóż, myślę, że mogłabyś umyć ręce, chociaż nie jest toabsolutnie konieczne.- Są czyste.- To właśnie miałam na myśli.W jaki sposób udało ci się utrzymać je w takiej czystości przez całe popołudnie w pociągu? Nie masz co mówić,już wiem.- Delphine potrafiła godzinami tkwić w bezruchu, zadowolona zżycia, śniła wtedy na jawie.Freddy natomiast rzadko była w stanieusiedzieć spokojnie dłużej niż minutę.Eve spojrzała na Paula, mrugnęła iwestchnęła.Podróż z Cape Town na nową placówkę Paula biegła przez więcejniż połowę świata.Podczas ostatniego etapu tygodniowej podróży Eve iPaul siedzieli ściśnięci w przedziale kolejowym, mając więcej kontaktu zcórkami niż zdarzyło im się od czasu,, gdy dziewczynki były maleńkie.Zdaje się, że prawa natury nie przewidują, iż rodzice i dwie małedziewczynki, jedna z nich mająca dwanaście lat, druga dziesięć i pół,mogą być nierozłączni przez trzy pełne dni [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum