[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.zimieniem Florence nie powinna może.wyjść za pana Florsheima.- India nie potrafiła opanowaćchichotu.- Musiała się śmiertelnie zadurzyć albo to jej panieńskie nazwisko.- Pytałaś ją kiedyś?- Ona rzadko odpowiada na pytania.Zresztą jest w tej sprawie bardzo konwencjonalna.- Mój psychoanalityk odpowiada na pytania.- Zatem nie jest freudystą - orzekła z miną pełną wyższości.- Mówił mi, że jak wszyscy inni korzysta z teorii Freuda, ale odrzucił to, w co nie wierzył.jeśli twierdzisz, że nie znosisz swojej matki, on zakłada, że ze starszej pani musiał być niezłynumer, dopóki nie udowodnią czegoś innego, a nie że w wieku trzech lat chciałeś się z nią kochać.- To mi się podoba.Ale muszę się trzymać doktor Florsheim.bo za dużo wie - tajemniczoodpowiedziała India.- Cudzy psychoanalityk zawsze sprawia lepsze wrażenie niż własny.To pierwsza zasadaanalizy.Zgadzam się jednak, że masz nie bardzo pełne życie.Co z mężem i z dziećmi?- Nie mam.A ty?- Nieżonaty, bezdzietny.- Brak zainteresowania czy czasu? - zapytała India ostrożnie.Coś musi być nie w porządku.Jak zawsze.- Na razie nieżonaty, ale tylko na razie.Tymczasem jestem do dyspozycji, bezwstydnie osiągalny, i chciałbym się wynieść z tego piekła, a ciebie zabrać na obiad.Pójdziemy?- O tak - odparła India.- India! Co ty tu robisz? - Maxi aż pisnęła ze zdziwienia.- Jak się masz, moja droga.Pózniej ci powiem.Teraz muszę iść na obiad - rzekła z całąstanowczością India, usiłując jednym spojrzeniem wyrazić miłość, upór i stanowczą prośbę, abyMaxi pozwoliła jej się urwać z tym mężczyzną, tym absolutnie boskim mężczyzną, zanim upłyniesekunda i ktoś - może ta osoba, której niósł drinka - zjawi się i spróbuje go zabrać.India nie chce,nie może tak ryzykować.- Ależ, Toby, nie możesz po prostu ulotnić się z Indią - jęknęła Maxi rozwścieczona.- Tomoja przyjaciółka, u licha, nie twoja, i nikt mi nawet nie powiedział, że tu jest.- Toby? - szepnęła India głosem pełnym zdumienia, zaszokowana, ale już dokonującawyboru.- India? Ta przyjaciółka? Najpiękniejsza dziewczyna na świecie? - Toby urwał, a na jegotwarzy odmalowały się różne uczucia, po pierwsze wahanie.- Och, zamknij się! - India wyzbyła się nieśmiałości.- Powiedziałeś cztery razy, że ci siępodobam.Więc nie zachowuj się jak.dureń.Zresztą już jest za pózno, prawda?- No, no - gruchała Maxi.- Chyba będzie to wasza pierwsza kłótnia.Och, jak dobrze! Mogęposłuchać? 19.Cutter Amberville przechadzał się po dywanie od okna do biurka, starając się nie zboczyć zdrogi, co przypominało chodzenie po własnych śladach na wilgotnej plaży.Założone z tyłu ręcezaciskał tak mocno, że hamował krążenie, wskutek czego czubki palców były znacznie czerwieńszeniż one same.Maxi obserwowała go przycupnięta na poręczy fotela, który sobie wybrała.KiedyCutter wskazał jej inny, niski, nieśpiesznie przyciągnęła ten z dość szerokimi poręczami na miejsce,gdzie chciała się znajdować, zbyt odległe od biurka, aby stryj czuł się swobodnie.Machała nogami w wyglansowanych sztylpach i brązowych welwetowych bryczesachsznurowanych do kolan.Bawiła się żabotem koronkowej wiktoriańskiej bluzki noszonej podbrązowym aksamitnym żakietem z szalowym kołnierzem i zaszewkami w pasie, fantazyjnymtworem Chantal Thomass, nie przeznaczonym do konnej jazdy.- Cutter - powiedziała przerywając jego wściekłe milczenie - mój kierowca zastawił kogośna dole.Może zechcesz wyrzucić z siebie to, o czym mnie chciałeś tak pilnie poinformować, zanimwlepią mu mandat?Cutter obrócił się i wreszcie przystanął, obiema rękami wsparty o blat olbrzymiego biurka.- Widzę, że cię nie doceniałem, Maxi.- Nie mogłeś mi tego zakomunikować przez telefon? Jestem zapracowana, a przez tęwyprawę do miasta zmarnowałam cały ranek.Czas to pieniądz, Cutter, czas to pieniądz!Rocco ukończył cudowną makietę przed wielu tygodniami, dziesiątki drogich osóbfigurowały na liście płac Maxi, praca nad skompletowaniem pierwszego numeru i przygotowaniemnastępnych posuwała się w błyskawicznym tempie, a wszystko to rozkręcała Maxi, w przypływieenergii pracująca bez wytchnienia.Drzwi jej gabinetu zawsze stały otworem, gdyż zgodnie z jej instrukcją w ogóle nie byłotam drzwi ani biurka.Na dużym stole pośrodku pokoju, obok skrzynek z zimnymi napojamibezalkoholowymi i dzbanków kawy, herbaty i Sanka, zawsze pełnych, nad czym czuwała specjalniewynajęta kobieta, leżały na tacach ciasteczka zwykłe i czekoladowe z orzechami oraz góry grubych,pysznych kanapek, ciągle dokładanych.Dokoła rozmieszczono parę wysokich okrągłych stolików zzachęcającymi stołkami barowymi.Stoliki łatwo dawały się zesunąć, gdy zebrało się więcej osób.Jej biuro, możliwie najbardziej zbliżone do osiemnastowiecznej kawiarni, w jakiej czułby siędobrze Samuel Johnson, zgodnie z zamiarem przyciągało inteligentnych, młodych, corazliczniejszych, dobrze płatnych pracowników, którzy wstępowali tu przynajmniej raz albo dwa razydziennie ze świadomością, że zawsze są mile widziani i zostaną po królewsku nakarmieni.Ludzieze wszystkich działów kręcili się tutaj, rozmawiali o  G&K i poznawali się nawzajem; a z tychciągłych kontaktów najbardziej utalentowanych przedstawicieli branży wydawniczej, z tychpełnych podniecenia okrzyków  czemu nie, u licha? rodziły się nowe pomysły i nie ginęły, wszystkie bowiem spisywała Maxi, dyskretnie przycupnięta na którymś ze stołków.Kiedy byłazajęta lub rozmawiała przez telefon, na zmianę zastępowały ją trzy sekretarki.Maxi tylko dlategozgodziła się przyjechać do Cuttera, że nie chciała, aby on zobaczył jej redakcję.Byłby ją splugawił.- Nigdy bym nie uwierzył, że cię na to stać - ciągnął Cutter.- Nie, nawet ciebie.- Nie widziałeś przecież pierwszych makiet - odparła Maxi z irytacją.Czy ktoś mu jepokazał? Czy nasłał jej szpiega?- Nie mówię o magazynie, Maxi, obojętne, jaki jest.- Cutter spojrzał jej w twarz i pojęła, żejest czerwony, niemal purpurowy z tłumionej wściekłości.- Podsunął jej plik papierów.- Mówię otym, o tym! O rachunkach na miliony dolarów, rachunkach, które ci głupi księgowi regulowaliodruchowo, bo podpisał je ktoś z rodziny Amberville'ów, regulowali nie pytając mnie, niekwestionując ich, o rachunkach za papier, wynajem lokalu, umeblowanie, o pensjach, honorariachza artykuły, zdjęcia, o pokrywaniu wydatków i.- Jedzeniu - przerwała Maxi.- Na początku płaci się zawsze więcej, niż człowiekprzewidywał - dodała z opanowaniem.- Koszty zmaleją po ukazaniu się  G&K , a gdy zaczniemyzarabiać, cały obraz oczywiście się zmieni.- Nie, nie ze mną te sztuczki.Wiem, i ty, Maxi, wiesz, na co się zgodziliśmy. Guziki iKokardy ! Tego pisma chciałaś i to dostałaś.Magazyn poświęcony przybraniom, prawie bezbudżetu.To coś, te  G&K , czymkolwiek są, nie mają absolutnie nic wspólnego z naszą transakcją.- Przeciwnie - chłodno odparła Maxi.- Są tak samo  Guzikami i Kokardami , jak  Guziki iKokardy były miesięcznikiem  Przybrania.Jest to nawet zaznaczone w nagłówku.Nigdy niemówiłeś, że nie mogę magazynu uwspółcześnić, Cutter [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum