[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie spuszczał go z oka poczciwy podstoli, który z każdą chwilą mocniejszegonabierał przekonania, iż Chełmowski zachwycił po nieboszce albo mu onaciepłą ręką dała, dosyć że kapitał miał.- Już ty sobie mów, co chcesz - szeptał Wyrzykowskiemu - pieniądze są jak Bógżyw.Ponieważ w %7łabiej Wólce u podstolego nocować było potrzeba, zniesionowszystkie rzeczy i tu się dopiero przekonano, że gospodarz mógł miećsłuszność, gdyż Chełmowski oddał mu do przechowania szkatułkę zamczystą,ciężką.Bóg wie, co tam w niej było.Wieczerza była prosta, ale obfita ismaczna.Podstoli w domu oszczędny był, sam na sam z żoną obchodził siękrupem z półgęska, lecz dla gościa spod serca nie żałował.Zabito twardąniewypowiedzianie kurę i kaszka była z malinowym sokiem.Czegóż chcieć?Wino kwaskowate podano, ale czyste, nie fabrykowane, za co ręczył gospodarz,i zdrowe.Nazajutrz wybierał się Chełmowski z sędzią, ale go tak molestował podstoli,żeby sobie wypoczął, iż pozostał.W sąsiedztwie były i posesyjki, i zastawy, i folwarczki na sprzedaż, okolicaznajoma i ludzie dobrzy.Od dnia do dnia.Szkatuła zamczysta pozostawała wdepozycie u podstolego, który z niej oka nie spuszczał.Był jednak taknieostrożny, iż się o niej wygadał przed podkomorzym.Zresztą i bez tegowszystkim już wiadomo było, że Chełmowski dzierżawy lub kupna poszukiwał,ale kuty był i trudny.Podstoli był za tym, ażeby się nie spieszyć, a nawet, w jego przekonaniu, lepszabyła lokata na cudzym majątku niż branie kłopotu na głowę.Chełmowski nicnie mówił.Nigdzie w świecie mu wygodniej być nie mogło jak u podstolego.Sługom przykazano jak największe rozkazom gościa posłuszeństwo, a nie, to posto batów każdemu odlewanych, bez remisji, żeby który plackiem u nóg leżał.Przyjechał do %7łabiej Wólki pan podkomorzy i przywitał Chełmowskiego jakstary przyjaciel.- Czemu bo asindziej kiedy, panie hrabio, do nas nie zajrzysz? A to by się czy wmariasza zagrało, czy jaką godzinę przebajdurzyło przy kieliszku.Podstoli był także za tym, aby się gość rozrywał, byle mu się nie wyrwał zeszkatułką.Pojechali tedy do podkomorzego, który ich przyjął serdecznie.Prawda, że panna Dorota nie zaraz wyszła i z ogromnymi rakami na twarzy,które nierychło jej przeszły.A była tego dnia dziwnie milcząca.A podkomorzy, który dobrze to obserwował, uważał, iż ani razu nie spojrzała nawet w tę stronę,gdzie młody wdowiec siedział.On też się do niej i nie zbliżał, i jeden raz niezagadał.Sama pani podkomorzyna, którą dawniej Chełmowski za nieprzyjaciółkęnajwiększą liczył, była dla niego wcale uprzejmą.Wszyscy go nazywali hrabią.Chełmowski rozpowiadał wiele takich rzeczy o królu i o dworze, o których niktw świecie, oprócz niego, wiedzieć nie mógł, niesłychanie ważnych i ciekawych,na przykład: że król nosił zegarek w guziku, że lubił tłustą baraninę, żewieczorem zawsze dla konkokcji śliwki jadał, że gdy mu z rana włosy trefiono,sekretarz "Gazetę Lejdejską" czytał.Słowem, mnóstwo takich rzeczyzajmujących, iż gdy usta tylko otworzył, w pokoju było jak mak siał.O panikrakowskiej wiedział, iż była sekretnie poślubioną staremu wojewodzieMakronowskiemu, który gdy umarł, pani krakowska zemdlała, i że po obiedziekładła się dla trawienia na kanapie; a dopóki czynności tej nie odbyła, nikomudo tego pokoju, choćby od króla z biletem, wchodzić nie było wolno.Różnepodobne rzeczy powiadał Chełmowski, a niekiedy puszczał się też w wielkąpolitykę o Porcie Ottomańskiej, aż słuchający głową kiwali.Nie skończyło się bowiem na tej pierwszej wizycie, uprzejmie zapraszałpodkomorzy, nie wzdragał się Chełmowski dlatego, ażeby nie okazać rankoru.Stare dzieje dawno były zapomniane.Wreszcie już przydługi pobyt u podstolego subiekcję czynił widać panuhrabiemu, gdyż kiedy niekiedy o wyjezdzie mówił.A naówczas oboje państwozaklinali go, aby ich dobrym sercem nie gardził i choćby rok, choć dwa sobie,jak w domu, pozostał w %7łabiej Wólce.Tymczasem, nie donosiwszy coś żałoby do roku, Tomko zrzucił ją, bo na wsi nato nikt nie zważał.Podstoli także był tego zdania, iż ją w sercu nosić potrzeba, a formy te, dla okaludzkiego, najmniejszej nie mają wagi.Nigdy może między podkomorstwem apodstolstwem ściślejszych stosunków jak teraz nie było.Raz wreszciepodkomorzy tak zjechał do %7łabiej Wólki, iż sam na sam został z gospodarzem.- Mój podstoli - rzekł - wiem to, że jesteś szczerym moim i domu mojegoprzyjacielem.Otwartym z tobą będę.Docia mi się starzeje, nikt jakoś taksłuszny się nie trafia.Co byś ty powiedział, żebyśmy do niej hrabiego trochępodegnali, hę? Co ty o nim trzymasz?Podstoli chciał przerwać, ale podkomorzy wstrzymując go:- Za pozwoleniem - mówił dalej - czy sądzicie, że on ma trochę grosza?Człowiek mi się, z bliska przypatrzywszy, dosyć podoba, stosunki w świeciema, a na stosunkach wszystko.Ręka rękę myje.Gdy u mnie był jako bakałarz,nic o jego procedencji nie wiedziałem.Goły też był.Dziś rzeczy stoją wcaleinaczej.Nie myślę się mu napraszać z Docią, bo ona sobie męża zawszeznajdzie, ale znowu dziewczyny wędzić nie chcę, a miała do niego inklinację.Więc cóż? - zapytał podkomorzy.- Jak ci się to zdaje?Podstoli miał czas się rozmyśleć, co się tyczy szkatułki. - Mój panie podkomorzy - odezwał się bardzo cicho - mówimy otwarcie, nietajmyż już nic.Ja przed tobą nie chcę nic kryć.Bodajem wskroś ziemi poszedł iprzepadł z kretesem.Byłem całe życie szczerym i otwartym, jestem i będę.Jakmnie widzisz, tak mnie pisz.Wziąłem, uważacie, kochany podkomorzy, tegoczłowieka do domu, aby go uratować, uchowaj Boże, od jakiego łotra, co by zjego dobroduszności skorzystał.Oddał mi do schowania szkatułkę.Ciężka jest inie bez tego, żeby tam w niej coś nie było.Ja potrzebuję kapitaliku na świętyJan, to się przyznaję, ale bym go zaraz intabulował.U mnie grosz nikomu nieprzepadnie.Mam do tego trochę prawa, co go oto dobry kawał czasu sustentuję,karmię i opieram.- Nie mam nic, przeciw temu, ażeby ci pożyczył - rzekł podkomorzy - jak skorooblig przed aktami zeznasz [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum