[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Gdziem spojrzał, oczy na siebie zwrócone znajdowałem.Włosowski jak kamfora zniknął.Hrabia Thomatis też oddawszy mnie kobietom, wybiegł do drugiej sali.Obstępowano mniedokoła: wyśliznąć się nie było sposobu.Już mi o sobie rozpaczać przyszło, gdy raptem jednaniemłoda osoba, ale bogato jak cudowny obraz ubrylantowana, siedząca niedaleko, palcem namnie kiwnęła.Szedłem tedy ku niej.Naprzód mnie od stóp do głów zmierzyła oczyma. Hm? Jasieniecki?  zapytała  słyszę starościnej Motuńskiej siostrzeniec? tak? Tak, pani dobrodziejko  rzekłem.  Nazywaj mnie acan wojewodziną, bo mi się ten tytuł należy.A ja Motuńską znam, hm!nieprawda! dobra kobieta ale kozak? Uśmiechnęła się. No, słuchajże  dodała  co to tam o was prawią? awanturęś jakąś miał? Gadaj aprawdę! Nie miałem żadnej  odparłem  i gdybym chciał, nie mam co powiedzieć.Skrzywiła się wojewodzina, popatrzała na mnie: odwróciła się do sąsiadki i coś jejpowiedziała po francuzku, w którym języku ja, że mocny nie jestem, nie zrozumiałem comówiły, tylko zdało mi się, że się śmiały ze mnie.Wojewodzina mnie porzuciła, ale tu siedząca pani średnich lat, która niegdyś piękna byćmusiała, poczęła o obojętnych rzeczach rozmowę ze mną i zatrzymała przy sobie, bardzo misię przyglądając.Była może trochę starszą od strażnikowej, białą i delikatną, a oczy niebieskie, bardzowyraziste, tak śmiało zwracała jak i tamta.Z konwersacyi dowiedziałem się, że miała tytuł podstoliny, że wdową czy rozwódką była, żeposiadała dobra na Podolu, i że niewiele osób u niej bywało; ale gdybym sobie życzył u niejkiedy wieczór spędzić, rada by mi była, za co podziękowałem. Pamiętajże Waćpan, przyjdz, proszę  dodała.A że zaproszeniu wejrzenie bardzo zachęcające towarzyszyło, powiedziałem sobie: kto wie coz tego być może, jak strażnikowa da mi odprawę.Potem już inne panie próbowały mnie na spytki brać, a że miałem czas przyjść do siebie inabrać męztwa, oganiałem się jak mogłem pytaniom, do niczego nie przyznając.Młode istarsze przysuwały się, egzaminowały i uważałem, że więcej mojej osoby niż przygodyzdawały się być ciekawe.O ile zmiarkować mogłem, musiał je zawód spotkać, bo się pewnie spodziewały w bohaterzeawantury coś osobliwszego ode mnie.Słyszałem, gdy poza mną dwie po cichu mówiły: Jużci tam coś w nim musi być, kiedy pasyą taką potrafił obudzić.Mężczyzni, którzy nie grali, bo większa część w drugiej sali była około stolika, z ogromną,kupą złota w pośrodku, gdzie sam ów Thomatis ciągnął, zaczepiali mnie także.Rozglądałem się po salonach, bo w nich pełno było rarytnych osobliwości do widzenia zmarmurów, ze złota i z malowideł, aż do wieczerzy.Tu mi się dostało nie bez konniwencyisamej owej podstoliny z niebieskiemi oczyma, że mnie przy niej posadzono.Jak opanowałamnie od pierwszego dania, tak aż do wyjścia służyć i rękę jej podać musiałem.Nie inaczej, tylko że od innych musiała ciekawszą być.A gdy się rozjeżdżać zaczęły panie, skinęła na mnie, żebym znowu prowadził ją, i wziąwszydo powozu wiozła z sobą aż pod Orła, gdzie mnie wysadziła.Dowód był łaski nadzwyczajnej,bo i odchodzącego, gdym ją w rękę całował, ścisnęła za palce. Przychodzże wieczorem.Prawda, nie była pierwszej młodości, jednakże piękna cale i takiego coś pańskiego w sobiemiała do adorowania.Tedy powiedzieć mogę, że mnie szczęście spotkało.Nie bardzom ja wnie ufał, wszelako czyniło to pewną satysfakcyą.A tu księdzu kanonikowi wyznać muszę, że gdy do rachunku sumienia mojegoprzystępowałem, znajdowałem się tym pobytem w owej Kapui warszawskiej straszniezmieniony i zepsuty.Chociaż głąb serca pozostał czysty, bom się modlił, kajał i do kościołaregularnie uczęszczał, we dnie się nie tylko grzeszyło, ale grzeszyło z apetytem i fantazyąokrutną.Jużem był na tym punkcie, że po awanturze z Józką, gdy i strażnikowa okazywała pewiensentyment, a tu podstolina też do karety swej sadziła i przychodzić kazała, tak wzbity wdumę, żem sobie myślał: mniejsza o starostwo, gdy mogę się lada dzień ożenić, a po jednejczy drugiej jejmości nabrać majętności i stać się sobie panem bez pracy i mozołu. Z tego poszło, żem też do zwierciadła zaglądał, co dzień się golił, włosy olejem jakimśpachnącym maścił, i suknie sobie nową modą częścią porobić nowe, częścią poprzerabiaćkazałem, co też kosztowało sporo, bo w mieście zaczepić tylko o rachunki, umieją gowyciągnąć jak szewc skórę i z barana wołu zrobić.Tak mnie on zły duch powoli opętywaćzaczynał.Nazajutrz do strażnikowej na obiad poszedłszy, śmielej sobie poczynałem, myśląc: nie będzieta, będzie druga, a musiała jejmość poznać ze mnie, iż sobie z łaski jej mniej ważę, bo samatego dnia poczęła znowu serdeczną bardzo być, już mi mojej głupiej ucieczki niewypominając.Wśród dnia mnie wychodzącego od strażnikowej, w ulicy ułapił ten poczciwy Włosowski,któregom ja u Thomatisów pózniej szukając, nigdzie zobaczyć ni odkryć nie mógł.Cóż się to z asindziejem stało?  zapytałem widząc go  weszliśmy wczoraj, bodaj razemdo tych Thomatisów, a asindziej jak w wodę wpadłeś i u wieczerzy go nie było! Byłem, tylkoście mnie nie postrzegli  odparł Włosowski  chociaż na przód się niewyrywałem, bo tego nie lubię, a jako poufały w tym domu ze starszymi na uboczukonwersacyą się zabawiałem; najlepszym dowodem, żem tam był i widział wszystko, jest to,że dziś waszmości szukam jako przyjaciel jego, chcąc mu służyć informacjami, którezbytecznemi nie będą. Ex re czego?  spytałem. Naprzód co do hr.Thomatisa  począł  którego żona, gdyby chciała, wiele może inawet u króla ucho ma, choć nie tak już jak dawniej, zatem notuj to sobie asindziej; wtóraokoliczność ta jest, iż podstolina, słynna niegdy także piękność, a i dziś jeszcze kobieta caleprzystojna i wielkich parenteli, rzuciła na acindzieja oczkiem życzliwem.Nieprawdaż?Rozśmiałem się, potwierdzając. Otóż  mówił dalej Włosowski, prowadząc mnie  zawsze człek powinien wiedzieć, cona talerzu ma przed sobą i z kim zawiera konfidencyą [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum