[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Cajus natychmiast obwołany został następcą.nikt nie wątpił, że senat musi mudać władzę, syn Germanika miał w ręku pretoryanów i wojska.Nigdy śmierćmoże tak zgodną nie była powitana radością.XXIV.Rzym znał tylko Caligulę z jego uwielbianego ojca i nieszczęśliwej matki; synrodziców z któremi walczyć nie mogąc Tyberyusz pozbyć się ich musiałzdradliwemi środkami  odziedziczył po nich miłość tak serdeczną jakby byłazasłużoną.Przykładała się do zwiększenia jej i skryta nienawiść kuTyberyuszowi, którego dwudziestokilkoletnie rządy tyle krwi rozlały i takspodliły Rym stary.Wieść o zgonie starca natychmiast wyniosła Cajusa, na którym wszystkiespoczęły nadzieje. Niedowierzano wprawdzie z razu, sądząc że Cezar jeszczeprobuje rozgłosu śmierci, aby nim zbadał kto jest jego nieprzyjacielem, ale gdyjedni za drugiemi gońce przybywać zaczęli do Rzymu, zapewniając, że martwewidzieli zwłoki, niesłychanym wybuchem objawiła się radość ludu rzymskiego.Ulice i rynki napełniały się tłumami, które ściskając się ze łzami winszowałysobie oswobodzenia Rzymu, jak gdyby grozny nieprzyjaciel odszedł od wrótjego, lub płomień niszczący co go miał pożreć, zagasł stłumiony.Nocą spotykalisię ludzie u drzwi zamkniętych świątyń, niosąc ofiary dziękczynne.W jednej chwili zmieniła się postać Rzymu, przed kilką godzinami milczącego igłuchego: krzyki radości rozległy się po Forum, powrozy zarzucone na szyjęposągów walą je i kruszą, błotem zacierają imię tyrana w napisach; przewódzcygminu wołają by trupa Tyberyusza do Tybru rzucić, wlec go hakiem doGemonij.modlą się by ziemia matka nie przyjęła do swego łona cieniów jego,zsyłając je w miejsce pokuty bezbożnych. Rzym ucztuje i święci wielki dzień, który nowe rozpoczyna rządy, nie wiedzącjaką wita jutrzenkę.W Misenie głucho,  trup siny, rzucon samotnie spoczywa na łożu zasłanempurpurą; Cajus, którego już wszędzie okrzykują pretoryanie, myśli i naradza sięz Macronem.Niespokojny, chciałby co prędzej pochwycić władzę, a wrzask ludu,rozradowanego śmiercią Tyberyusza, każe mu rozmyślać jak ją ująć i sprawiać.Z dnia na dzień, z tego posłusznego niewolnika jakim był przy Cezarze, Cajusstał się człowiekiem.Nie zapomniał, że Tyberyusz był jego przybranym ojcem, a choć dla pozyskaniaserc ludu chciałby się połączyć z temi co nań miotają przekleństwa  czuje, żewinien choć pozorną oznakę czci zmarłemu.Zabierał się więc, mimo krzykużołdactwa, które w mieścinie Atella, między Capuą a Neapolem chciało spalićTyberyusza zwłoki  wieść je na stos do Rzymu i w liście do Senatu prosił byzmarłemu przyznano cześć boską.Choć przez Macrona władał pretoryanami i w Rzymie wszystkich miał Cajus posobie, w istocie jednak nie był niczem jeszcze, tylko wątpliwym spadkobiercąTyberyusza.Dwa testamenta zostały po Cezarze, ale władzy swej przekazać niemógł, bo Senat tylko nią rozporządzał, w ciągu ostatniego panowaniaprzetrzebiony i rozbity, spełniający rozkazy pokornie i z między siebie nawetdający ofiary panu.Słabość jego nie mogła w jednej chwili się zmienić: było nawyknienieposłuszeństwa i niewoli, użył więc chwilowej władzy i znaczenia, z których byłdumny i zdziwiony, by na żądanie Macrona, na pokorny list Cajusa,przypominający mu że był synem Germanika,  odpowiedzieć uznaniemCaliguli jedynym spadkobiercą czci, władzy i dostojeństw po Tyberyuszu.Cajus, udając smutek i pobożność, z ciałem zmarłego wyszedł uroczyście doRzymu, a tłumy wszędzie wybiegały przeciwko niemu, witając w nim ukochanedziecię nadziei, najpieszczotliwszemi zowiąc go imiony.Caligula zdawał im sięmieć wszystkie cnoty, których brakło Tyberyuszowi, a pierwsze jego kroki takbyły zręcznie obliczone, aby cień swobód dawnych i gorliwą troskę o dobroludu naprzód oczom ukazać. Chciał się wzmocnić nim miał dać poznać.W nocy wniesiono do Rzymu trup starca; nazajutrz rano Cajus, płacząc,powiedział mowę, w której skąpemi, ostróżnemi pochwałami uczcił zmarłegoojca i dziada, szerzej się rozwodząc nad cnotami Augusta i Germanika,skromnie coś dodawszy o sobie. W Kuryi Senatu wyrzeczona mowa ta pełnabyła pokory i nieśmiałości,  ale nim ją dokończył, tłum, sam ku temu skłonnyi przez pretoryanów Macrona poduszczony, wpadł nagle, wielkiemi krzykiobwołując go imperatorem.Rzecz była przygotowana.Dano mu natychmiast wszystkie tytuły Augusta, których Tyberyusz przyjmowaćnie chciał,  aż do ojca ojczyzny  Cajus ich skromnie odmówił.Azy ciągle miał na oczach, a stawił się im z taką pokorą, że Senat omamiony, sądził iżłatwo nim owładnie.Czuł Cajus, że w społeczeństwie, w którem jedne i to już potargane związkikrwi jeszcze jakiś ostatni węzeł szanowany stanowiły  długie latazobojętnienia jego dla rodziny, chłód z jakim patrzał na śmierć matki i brata itych, których zgonem się podniósł odjąć mu mogły miłość i wiarę ludu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum