[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.XVTrudno wypowiedzieć, co się działo w duszy biednej dziewczyny, gdy samazostała po tej rozmowie z prezesem; pobiegła na ławkę w altanie, siąść na niej nie mogła, rzuciła się na kolana, głowę zakryła rękami i płakała, płakała gorzkoi długo.Ciężka ręka boleści i rozpaczy na chwilę, uciskując ją, odjęłaprzytomność, czucie, pamięć, wszystko.nie wiem, jak długo byłaby takpozostała, gdyby szukający jej Aleksy, którego Julian sam wysłał, niespokojniesię czegoś domyślając, a wstrzymany będąc przez prezesa, nie nadbiegł i nieprzebudził.Podniosła głowę, była prawie nie do poznania: oczy nabrzękłe,zaognione, twarz cała w płomieniach.na nogach utrzymać się jej było trudno,słaniała się nieprzytomna i osłabła.Aleksy sądził, że nowa jaka scena zJulianem była temu przyczyną, ale unikał zwierzeń i zmięszany, udał, że siędomyślił tylko choroby. Co to pani jest?  spytał  głowa? Chora jestem, zgadłeś pan  odpowiedziała Pola  chora.Nie wiem, comi jest, mam jakieś dreszcze.I rozśmiała się zza łez, podając mu rączkę białą. A! nie śmiej się ze mnie  zawołała  i ty, i ty.mężny rycerzu, co sweserce przykrywasz stalą, żeby bicia jego dostrzec nie było można; i ty wkrótcemoże tak jak ja zachorujesz.Oboje, oboje wpadliśmy w świat nie nasz, międzyludzi, co niby są nam równi, których uśmiech pociąga, słodycz ośmiela, rękadrży, dusza mówić się zdaje.a którzy z obłoków tylko mówią do nasśmiertelnych i w uścisku rozpływają się.w kroplę błota! Oboje pokochaliśmyzłote posągi! A! potrzeba nam było pozostać w naszej zagrodzie i tam szukaćserca i ludzi! Ja pani nie rozumiem  rzekł Aleksy  chodzmy, odprowadzę. Chodzmy, ale pan mnie rozumiesz, o! nie myśl, żeby przed okiem kobietytaka tajemnica, jak twoja, ukryć się miała! Ja także wiem wszystko, ale milczećumiem. Niestety! to wszystko jest  niczym. Niczym! bo któż by rachował nasze cierpienie! Słusznie, po cośmy się darlido nich i podnieśli tak wysoko!.Zasługujemy, by nas odepchnięto ze wzgardą;słudzy, powinniśmy byli zostać sługami, sieroty, pamiętać na sieroctwo nasze.Czyż między sobą nie natrafilibyśmy na serca i ludzi? Co się to stało? na Boga?  spytał zatrwożony Aleksy. To, co jutro będzie z tobą  odparła Pola  jeżeli nie uciekniesz, nieujdziesz.nie zabijesz w sobie uczucia, które karmisz. Zdaje mi się, że moje uczucia są tak niewinne. Niewinne! od nas dla nich wszystko jest winą! zbytek przywiązania nawet,nawet ciche poświęcenia.Myśmy powinni być zimną lalką, na ich skinienieposłuszną; ale mieć serce, ale kochać, ale się zbliżyć! o! to grzech, to grzechniedarowany! My i oni! Bogowie ziemscy i prości śmiertelnicy!Tak ciągle i żywo rozprawiającą Polę Aleksy odprowadził do jej pokoju, dokądAnna, dowiedziawszy się o jej słabości, zaraz pobiec chciała, ale ją wstrzymaliprezes i matka.Julian, domyślając się czegoś, pozostał jak na żarzącychwęglach. Prezes postanowił udawać, że nie wie o niczym, i nie mówić mu ani słowa.Ledwie wstali od stołu, Julian, który przez cały czas siedział milczący,pochwycił Aleksego i odprowadził go na bok. Co jej jest?  zapytał. Nie wiem, skarży się, że chora. Prezes nic z tobą nie mówił.? Ani słowa. Widzę po nim, że coś wie, czuję, że mi będzie przeszkadzał, alem gotów. Zbierz siły i obrachuj, mój Julianie  rzekł Aleksy  życzę ci ich, choć nieufam w nie. W tych, co się wam słabymi wydają, więcej jest niż w silnych, którzy padająjak dęby od burzy.zegnę się, ale mnie nie złamią.Aleksy nic nie odpowiedział, prezes zażądał szachów, zawołał Juliana i wesołosię bawiąc, od siebie go nie puścił na chwilę.XVINazajutrz dopiero ukazała się Pola; Julian na twarzy jej szukał rozwiązaniatajemnicy, którą niespokojnie przeczuwał.Spojrzeli na nią ciekawie Julian iAleksy, ale pomimo zmęczonych trochę oczów, bladości i wyrazu cierpienia, cowszystko z wczorajszej choroby pochodzić mogło, nie można było po niejpoznać wstrząśnienia, jakiego doznała.Zdawała się być panią siebie iwyznaczywszy sobie drogę, którą postępować miała, z rezygnacją bohaterskąpoczynała krwawą ekspiację za szał, który trwał tak krótko, a taką się miałopłacić boleścią.Julian nie mógł się domyśleć niczego; Pola przyzwyczaiła gobyła do dziwactw, do smutków bezprzyczynnych, do łez gorzkichzatruwających często krótkie szczęścia godziny, do kaprysów wyobraznimiotającej sercem  sądził więc, że wczorajsza słabość i dzisiejsze smutkuślady spowodowało przybycie prezesa i ostrożność, na którą ją kilkudniowazapowiedziana bytność w Karlinie skazywała.Zebrała się nawet biednadziewczyna na żarcik jakiś i śmieszek, prędko przerwany tłumionymwestchnieniem, które jeden tylko Aleksy zrozumiał. On nic wiedzieć nie powinien  mówiła sobie w duchu  spełnię sama tęofiarę wielką całkowicie, tak żeby mu żalu w sercu i zgryzot nie zostawić, żebywina była moją, a on swobodnym i wolnym.Będę dlań jeszcze, czym byłam,dopóty tylko, dopóki los nie zeszle tu kogo.na którego bym przez pozornąpłochość, miłość moją przelać mogła.Zdradzę go, on mnie zapomni.Leczżebym się go wyrzekła, trzeba ubarwić odstępstwo, pokochać kogoś, kogośwyznaczonego od losu na ofiarę, wmięszać w tę intrygę i zabić może! Pierwszy,co mi się nawinie.znośny, będzie moim kochankiem! A! to szkaradnie! tookropnie! ale jedna wina ciągnie ich cały szereg za sobą  a to dla niego,któremu bym i siebie, i świat poświęciła cały! Takie było postanowienie Poli, oblane łzami, ale niezłomne: nie zmienić nic wswoich stosunkach z Julianem, nie dać ofierze pozoru nakazanej i wymuszonej,potem udać płochość, obudzić zazdrość, nareszcie pogardę i największą z ofiar oswobodzić tego, którego nad życie kochała.Było to poświęcenie nad siłysłabej kobiety, ale wielka miłość jest zawsze czymś bohaterskim; bez tej cechyszał to tylko poziomy.Upokorzona w oczach ludzi, sierota chciała się podnieśćtą ofiarą; szczęście jej wisiało na włosku tylko [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum