[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ani tu moje leki aptekarskie mogły być skuteczne.Rzekłemwięc, aby w sobie spokój starała się utrzymać i dobrą myśl, rozrywki szukała,muzyki zaniechała.Ziółko też usypiające i uspokajające przysłać obiecałem. - Aacno odkryć tej choroby przyczynę - przerwał pan Boner.- We dworze jużwiedzą wszyscy, bo i stara królowa języka utrzymać nie umie nigdy, że królmłody się żeni.Stąd kochanicy troska sroga, bo że była i jest Augustowąmiłośnicą, o tym na dworze nie wątpi nikt.Królowa stara obsypuje ją łaskami, aprzez nią syna przy sobie trzyma i zachować go się spodziewa.- Niewątpliwa, iż plan taki jest osnuty - przerwał Maciejowski - łacno go ipodpatrzeć, i odgadnąć, aliści nie wiem, czy równie będzie lekko przywieść doskutku.Zamilkli wszyscy.- Na to królowa stara wcześnie obmyśla sposoby - odezwał się Górka - czasuma dosyć.Rozsiewają już wieści, że przyszła żona chorobę jakąś wiezie z sobą, nie dlaczego innego, tylko aby do niej zrazili.Będzie to dobry powód, aby oddalićAugusta, którego Dżemma pocieszać nie zaniedba.Westchnął biskup Samuel, ale wtem marszałek dworu otworzył drzwi jadalni ioznajmił, że wieczerza podaną była, i jakby dla niej wszedł też, śmiejąc się, bratbiskupa - a wszyscy razem, oprócz Strusia, który za chleb wieczornypodziękował, ruszyli do sąsiedniej sali.Rozdział IVOd dawna dwór biskupi krakowski, choć na nim siedział Oleśnicki i kardynałJagiellończyk, takiego przepychu i świetności nie zaznał, jak pod ten czas zaGamrata.Stara to i udowodniona prawda jest, iż ten, co od kolebki nawykł dodobrego bytu, do dostatków, mniej do chlubienia się nim jest pochopnym.O Gamracie mówiono, że w łapciach przyszedł z Podgórza, tak jak o Ciołku, żekarczmarza czy szewca synem był, a oba oni bez wielkich zbytków się obejśćnie mogli.Nadworne straże, liczni komornicy, służba aż do najmniejszego pachołka, jeżelinie na co dzień, to na uroczystości Gamratowi w takich strojach, zbrojach iprzyborach towarzyszyli, że gasili barwą swą i rynsztunkiem najmożniejszychdomów poczty.Prawda, iż arcybiskupstwo gnieznieńskie i biskupstwo krakowskie dzierżąc,dwa książęce beneficja, mógł Gamrat starczyć na przepych książęcy i sprostaćTarnowskiemu, Górkom, Zebrzydowskim i najmajętniejszym magnatom.Gdy u innych wspaniałość z wytwornym smakiem połączoną była, Gamrat sięszczególniej w tym kochał, co oczy pospólstwa zachwycało i połyskiem jepociągało.Więc od złotych bramowań były barwy, kapy na konie, złotem świeciły iszkarłatem kolebki, a liczba pocztów dostojności odpowiadała.Dwór jegowięcej na świeckiego pana orszak, niż na duchownego drużynę, wyglądał, ale ion sam też, mimo najwyższego dostojeństwa w hierarchii kościelnej, okapłańską mniej stał powagę. Panem przede wszystkim chciał być, przeto i dobroczynnym bywał po pańsku,bo gdy w podróż się puszczał po dobrach swych, szły za nim wozy odzieżą ichlebem dla ubogich naładowane.Sypał tak hojnie, jak mu zbierać łatwo było.Nie poskąpiła natura szczęśliwemu dziecku wyposażenia, dając mu obliczepiękne, choć się ono już w tych leciech jego znacznie było rozlało i zgrubiałyrysy, postawę przy tym miał wspaniałą, wzrost i tuszę pańską.Z oczów tryskałrozum i przebiegłość, jako też umysłu był prędkiego i odgadywał łatwo tonawet, czego się nigdy nie uczył.Głębokiej nauki Maciejowskich i Tomickich nie miał nigdy, ale dowcip żywy igiętki, słowo łatwe i rodzaj wymowy bujny i kwiecisty, który stał za mądrość.Zludzmi, których sobie pozyskać chciał, był tak miłym, a tak się szczerymzdawał, choć nim nie był, że za serce łatwo chwytał.W środkach wcale nieprzebierał, i życiu jego jawnie wiele zarzucić było można, lecz o to nie dbał.Namiętności swych poskromić nie umiejąc, gdyby nawet cnotliwego udawał,nikogo by nie oszukał.Gdy z jednej strony obyczajów jego uniewinnić niepodobna było, miał jednakten srom jakiś w sobie, że za nie płacić usiłował głośnymi czyny.Sypał pełną garścią na ubogich, szczególniej tam, gdzie nie tylko lewica, aletysiące oczów z prawej i lewej strony widzieć to mogło.Młodzieży do naukipomagał chętnie, grosza na to nie żałując, dla przyjaciół hojnym był, a imgłośniej mógł co sprawić, tym ochotniej robił.Ale tak samo, jak się z dobrym chwalił, tak złego nie ukrywał, i miłośnica jegoz Sobockich Dzierzgowska, a jej rodzina niemal na dworcu arcybiskupimzamieszkiwała.Wizerunek pięknej pani wisiał w pokoju na ścianie, a gdy sięarcybiskup w podróż puszczał, szła za nim kolebka tej, którą żoną arcybiskupiąpublicznie zwano.Ona się też nie sromała być ulubienicą Gamratową, a ośmielać ją musiało to, żeu królowej Bony na pokojach także włoskiego pędzla wizerunek jej widzieliwszyscy i stara pani mówiła o miłości arcybiskupa dla niej, jako o rzeczygodziwej i uprawnionej.Zżymało się na to duchowieństwo, bo od Pawła z Przemankowa zgorszeniapodobnego na stolicy krakowskiej nie widziano.Rozwiązłe życie wiódłkardynał Jagiellończyk, ale osłaniano je przecie, aby w oczy nie biło.Gamrat się z niego prawie chlubił, a zwano to z przekąsem "włoskimobyczajem".Pospolicie, gdy królowa stara na zamku krakowskim mieszkała, Gamrat jejnieustannie bywał potrzebnym.Obejść się bez niego nie umiała, i do rady, i dowykonania służyć musiał, więc znaczniejszą część dnia spędzał na Wawelu ipózno powracał.Ale rzadki dzień się obszedł potem bez nocnej biesiady, bo biskup jeść dobrze, ipić lepiej jeszcze lubił, a gdy jadł lub pił, nigdy sam nie siadł do stołu,towarzystwem się otaczając wesołym ludzi, co by go zabawić mogli i dobrejmyśli przyczynić [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum