[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ośmielony Smerda, związawszy rękę,poszedł na zwiady.Zrazu go Chwostek puszczać od siebie nie chciał, lecz drogi przed nocą szukać trzeba było.Mrok padać poczynał, gdy nareszcie Smerda wrócił i dał znak panu, aby z kryjówki wyszedł. Jesteśmy  rzekł  nieopodal od zagrody ubogiego kmiecia Koszyczki.Ma on tu kawał ziemi i lasu, barci pilnujeswoich, rzemiosło sprawia, człowiek spokojny.Syn tu pono teraz siedzi, a Piastunem go zowią.Do niego zajść i spocząćmożna, bo ni mnie, ni miłości waszj nie zna pono z twarzy.Inaczj z głodu pomrzemy i na gród się nie dostaniemy.Mniedużo krwi uszło.Chwost byłby słudze pewnie dał zdechnąć w lesie, a niewieleby się oń troszczył, gdyby mu nie był tak potrzebnym. Zachodzić do chaty! Paść kmieciowi w ręce!  zawołał  szalonymbym był.Idzmy wprost.Poszli tedy.Smerda prowadził, ale słaniał się, i choć na kiju podpierał, zesłabł tak, iż padł kilka razy. Chata o kilka kroków  rzekł  ubogi człek gościnny, nikogo o imię nie pyta.wnijdzmy i spocznijmy.Chwost się tż z głodu i znużenia ledwie wlókł.Między strachem a potrzebą wybierając, milczący dał się prowadzić.Na kraju lasu ubogi dwór bartnika widać było, przez otwarte jeszcze okno świecił ogień.Słychać było w podwórku konirżenie i bek owiec.Knez przyzostał sam, a Smerda poszedł kłamać i o gościnę prosić.Gospodarz sam siedział na przyzbie, synka kilkoletniegou nóg swych przypartego trzymając, gdy Smerda z ręką obwiniętą chustą pokrwawioną, z twarzą podartą się ukazał.Wlókł sięledwie.Zobaczywszy go Piastun wstał i podszedł ku niemu. Kmieciu dobry  odezwał się Smerda  o gościnę was proszę, na krótki czas.Jesteśmy i my kmiecie z Opola obok,zabłąkaliśmy się na łowach w lesie, błądzimy drugi dzień, nie jedząc nic.rękę padając złamałem.mój pan i towarzyszzmęczony leży niedaleko.dajcie u siebie spocząć.To mówiąc bacznie się rozglądał Smerda, we dworku nie było nikogo.Piastun tż przypatrywał mu się, jakby go gdzieświdział i poznawał. Ktowykolwiek jesteście  rzekł  jak skoro w imię starego obyczaju o gościnę prosicie, chodzcie.Wiecie to, że u nas sięjj i wrogowi nie odmawia. Myśmy nie wrogi!  zawołał Smerda  a zkądżebyśmy niemi być mogli?Stary skinął w milczeniu ukazując na drzwi dworu.Wrócił tedy Smerda po knezia, który z obawy, aby poznanym nie był,kołpak swój odarł, suknię pooszarpywał z naszywania, miecz schował pod odzież i oczy włosami zapuścił.Tak zmieniony a całydrżący wszedł Chwostek do dworu.Piastun go na ławie sadził i chleb przed nim położono.Gospodyni zaś wnet się zabrała do podania piwa i strawy, na jaką stał dzień powszedni.Ażeby knezia nie zdradzić, Smerda na skinienie jego siąść tż przy nim musiał na ławie.Nie mówiąc prawie słowa, coś tylkopomruczawszy, Chwostek siadł i ręką od ognia twarz sobie zakrywał.Piastun parę razy nań popatrzył, popróbował zagadnąć,otrzymał odpowiedz od Smerdy i nie badał więcj.Należało to do praw gościnności, aby z obcego człowieka więcj nie dobywać nad to, co on sam chciał dobrowolniepowiedzieć.Zgłodzeni goście poczęli jeść w milczeniu. Ośmielił ich nareszcie spokój dworu, cisza w okolicy, łagodna twarzgospodarza i jego niewiasty.Chłopak kilkoletni zdala stał, a ciekawemi oczyma przypatrywał się przybyłym.Gospodyni widząc jak Smerda cierpiał, przyszła mu szepnąć, że możeby potrafiła rękę mu lepij opatrzyć i zawinąć.Poszedłwięc z nią Smerda do ognia i ranę swą pokazał.Była ona tak widocznie pociskiem zadana, iż kłamstwo się wydało zaraz, leczstaruszka, popatrzywszy mu w oczy, nie powiedziała ni słowa.Chwostek nawykły do mocnego napoju, co mu podano wnet pochłonął, trochę odwagi wstąpiło weń.Popatrzył na Piastuna,który z niego nie spuszczał oczów. Kmieciem jesteście?  spytał naostatek Chwostek gospodarza. Jak mój ojciec i dziad  odparł syn Koszyczków spokojnie.  My to ztąd dalj trochę siedziemy  mówił niewyraznie Chwostek  niebardzo wiemy, co się u Gopła dzieje.niepokójpono między wami?.Piastun popatrzył nań długo. Jezli jaki jest  rzekł  myśmy nie winni. Mówią, że się kmiecie burzą? Przy swych prawach stoją  odparł Piastun.Chwostek zmilkł. Knez tż pewnie przy swoich obstaje. dodał z podełba patrzając.Gospodarz zdawał się namyślać z odpowiedzią. Jeżeli wy do kmieciów należycie  odezwał się  wiecie, że czasu wojny posłuszeństwo im należy, poszanowaniezawsze, a gdy pokój panuje, my po mirach samiśmy się rządzić nawykli z wieka.Tak było i tak będzie.a kto nasze wolnościnaruszy.Mimowolnie Chwostek rozśmiał się swym dzikim, szyderskim śmiechem.Smerda posłyszawszy go wzdrygnął się.Dosyć byłotego, by zdradzić Chwostka.Piastun nań popatrzył, ale bez najmniejszj trwogi.Zamilczeli oba, mierząc się ciągle oczyma. Rwać się słyszę chcą wasi kmiecie na gród i knezia?  spytał Chwostek. Rwał się knez nasz wprzódy na nas  odparł Piastun  sam wyzywa na rękę.yle czyni, gdy mu w pokoju siedzieć byłołatwo.Ród swój własny wygubił, naszych tam wielu przypłaciło życiem.Któż winien?.Z pod włosów kneziowi z oczów błysnęło [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum