[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Może to z wiatru czy mrozu, ale twarz podróżnego pokraśniała, gdy te słowawymawiał, i jakieś pomięszanie dziwne można było dostrzec w jego wejrzeniu.Odwrócił się od lokaja, odprawił go żywo, a sam padł na sofkę, rozglądając siępo izdebce.Choć ruchem dobrze grał znużenie, w oczach widać byłoniecierpliwość, niepokój jakiś, coś jakby tęskne razem i gorące uczucie, którestarał się pokryć usilnie.  Ale idzże tam rób herbatę i nie kręć mi się już tutaj  zawołał na służącego,który jeszcze ustawiał krzesła i udawał, że porządkuje  wiesz, że nie lubięguzdralstwa.Po tych słowach wyrzeczonych żywo pan Artur, gdyż to imię piękne nosiłkołnierz niedzwiedzi, wysunął się pokornie i po cichu.Ale ta pokora imilczenie, które przybrał na rozkaz pana, wystarczyły mu tylko za próg i imuniżeniej zastosował się do woli podróżnego, tym większą dumą i hałasem starałsię to sobie wynagrodzić w sieni.Tu ofuknął się na stróża, który dla fajki w gębie odpowiedzieć mu nie mógł iklnął tylko w głębi serca, ruszając ustami, wszystkich w ogóle zajeżdżającychdo austerii, co dozę złego przypadającą na dzisiejszych przybyłych znaczniezmniejszyło  potem wszedł do szynkowni domagając się gospodarza zkrzykiem, tak że wszyscy umilkli i służąca oburzona tylko mu drzwi izbyukazała.Szwarc przywykły do niegrzeczności, które umiał znosić stoicko, powołanieimpetyczne, aby się stawił przed podróżnym, odepchnął milczącą pogardą,odwołał się do stróża i służącej, ale po chwili namyśliwszy się wyszedł żchustką od nosa, wcale nie spiesząc, ku izbie gościnnej. Kto tam przyjechał?  zapytał Basi po drodze, pewien będąc, żeszczegółową odbierze odpowiedz. Powóz śliczny i konie  żywo poczęła szczebiotka  jakiś mężczyzna samjeden. Stary? młody? Kto go tam wie, futro ma jak fura siana!Szwarc zamyślił się, pogładził czuprynę, pokręcił wąsa i poszedł.Z powagąsobie właściwą otworzył drzwi, przestąpił próg, ale przy bladym świetleświeczki ujrzawszy przybysza, stanął na chwilę jak wryty.Nagle rzucił się naprzód, zatrzasnął za sobą otwartą połowę i podbiegł do półpokoju.Podróżny wstał równie żywo, zbliżyli się ku sobie jak znajomi, więcejniż znajomi może, i młody człowiek upadł w rozwarte ręce pana Bartłomieja,który ze łkaniem ledwie mógł wymówić, ściskając go: Adolf! Adolf!.Psyt! psyt!  dodał zaraz zmieniając głos ostrożnie  naBoga żywego, niechże nikt nie wie, nie domyśli się.Ale skądże! ale cóż ulicha! A zdrów? Niechże cię uściskam jeszcze.a matka! otóż będzie rada!Tylko na Boga! sekret! a udawaj, że się mnie o co rozpytujesz, bo gotów ktosłuchać pode drzwiami i bajki, i głupstwo z tego urośnie.Młody człowiek był cały drżący i odezwać się nie umiał, ściskał tylko starego,który prawie rozpłakany, przejęty, w gorączce chwytał go, całował,przypatrywał mu się oczyma iskrzącymi.Wtem chód za drzwiami, zwiastujący przyjście Artura, rozpędził ich iBartłomiej skokiem cofnął się do drzwi, przy których stanął pokornie, Adolfudawał, że czegoś szuka między swymi drobnostkami na stoliku. No, a cóż tam z herbatą?  spytał Adolf przychodzącego.  Kazałem nastawić  odparł mrucząc sługa. Już ja widzę, że to się pociągnie nie wiedzieć jak długo; panie gospodarzu dodał  proszę cię, daj tam rozkaz od siebie. Natychmiast, jaśnie panie  zawołał Szwarc i wyniósł się co prędzej.Ale szedł przez szynkownię stary powracając do swej izby jak pijany inieprzytomny, wpadł do alkierza, w którym siedziała żona trzęsąc się, zbliżył doniej i szepnął jej na ucho: Jejmość! na miłego Boga, ostrożność! Adolf przyjechał! ale go tu nikt znaćnie powinien.Pani Szwarcowa zerwała się z krzesełka i w pierwszej chwili pobiegła kudrzwiom, aż ją mąż powstrzymywać musiał; potem opamiętawszy się, padła nasiedzenie zakrywając oczy, z których łzy wytrysnęły. Niechże go zobaczę! jegomościuniu!  i zaczęła męża całować po rękach niechże go zobaczę. Cicho! cicho! jak się ludzie uśpią! bądz tylko cierpliwą! Nie trzeba gozdradzać, będziesz go asani widziała.Ale ani mru! mru! ma z sobą ludzi. Ale kiedyż ja go zobaczę? Dziś, pózniej  rzekł Szwarc, kręcąc się niespokojny  tylko cicho i żebymi nikt nic nie zmiarkował, i ani słowa przed Basią, żeby się nie zdradziła!Basia wcale się w istocie nie domyślała, że dawny jej znajomy i bliski krewny,którego nie widziała od lat kilku, był tym tajemniczym podróżnym, jednakżeniewieścia ciekawość, jakkolwiek pohamowana nieprzyzwoitym znalezieniemsię pana Artura, mocno ją paliła, by coś więcej dowiedzieć się o przybyłym.Przechodziła kilka razy mimo jego drzwi na próżno, nic dostrzec nie mogąc,nastawiła ucha, gdy pan Bartłomiej powrócił do żony, aby coś uchwycić z jegoraportu, ale i tu się jej nie udało, bo ją zaledwie głuche doszły szepty; na ostatekdała za wygraną i powiedziała sobie, że nie warto tym sobie głowy zaprzątać.Tak stały rzeczy, gdy pani Szwarcowa, nie mogąca wziąć się do niczego zpowodu wzruszenia, powołała Basię, żeby ją wyręczyła, poszła do spiżarni iprzyniosła z niej głowę cukru, którą rozpocząć było potrzeba [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum