[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Z dnia pierwszym promykiem musiałspieszyć naprzeciw, żony.Konia dlań siodłano.Czerwieniało na wschodzie, gdy siadł i okiem rzuciwszy po podwórcu popędziłku bramie.Na drodze do niej leżały kwiaty pogniecione, które z trumny Ulinkiwypadły.Nie było jeszcze południa, słońce letnie żarem paliło, gdy dzwony kościołówodzywać się zaczęły.W ulicach stało pełno ludu, na podwórcu czekało duchowieństwo u drzwi kościelnych, w progu dworu stary Janusz, urzędnicy,czeladzie, dwór, z boku, na złość braciom, książę Henryk, we zbroi i przymieczu, w hełmie na skroni, w boki się trzymając.Wiedział on dobrze, iż przykrości im większej wyrządzić nie potrafi, jak na tendzień strojąc się rycersko i wypierając sukni duchownej.Zmiał się złośliwie, zukosa patrząc na Janusza, który widzieć go nie chciał.Orszak państwa młodych otaczający zwolna się posuwał przy odgłosie trąb,piszczałek i dosyć dziko brzmiącej muzyki.Semko jechał we zbroi i hełmie zpiórami, blady i poważny a obok niego Olga jak łania, dzielnie na koniusiedząca, dumnie wokoło wodziła wesołymi niebieskimi oczyma.Wszystko sięw niej śmiało i radowało, wejrzenie, usta, postać cała, fałdy sukni szkarłatnej zezłotem: i czapka z piórkiem na główce rzucona od niechcenia, spod której włosyw puklach dobywały się jasne.Czuła się tu panią i królową, a ile razy wzrok jej padł na młodego męża,otwierały się wargi różowe i ząbki perłowe bielały.Zdała się mówić:  Radujsię, ciesz się!.wiozę szczęście w mojej dłoni!! Z taką dziewiczą śmiałością, zbutą książęcą, pierwsza wjechała w podwórce.Stanęli u kościoła.Semko skoczywszy z konia zsadził ją i podawszy rękę wiódł dobłogosławieństwa.Z chlebem i solą, ruskim obyczajem, stał Janusz w progu.Olga szła ku niemu nie strwożona, śmiejąc się, i gdy się jej pokłonił, rzuciła sięstaremu na szyję z pocałunkiem serdecznym.Młoda pani przestąpiła próg beztrwogi, a zwróciwszy do męża, objęła go zarumieniona.Henryk patrzał z dala, ale się nie zbliżył do niej i ona zdawała się o nimzapominać.Na młodych państwa zastawione już czekały stoły, a przy nich dwa miejscaosobne na podwyższeniu i obok dwa dla braci.Kanclerz je modlitwą błogosławił.Piękna Olga tymczasem rzucała oczymaprzypatrując się miejscu i ludziom tak śmiało, tak siebie pewna, jakby jużpanowanie nad dworem i mężem objęła.Bartoszowi z Odolanowa dość było popatrzeć na nią, aby sobie powiedzieć wduchu toż, co Janusz pomyślał. Księciem ona tu będzie, nie księżną.Zaledwie kapłan dokończył modlitwę, gdy wesoły jej glos zabrzmiał w sali. Mnie tu dziś nie gospodarzyć jeszcze  odezwała się  ale jutro!! ja wamstół zastawię i przyjmować będę! Mówiła z ruska łamiąc się, aby mowę swą dopolskiej uczynić podobną i śmiała się sama ze swych omyłek.Semko wskazał jej w tej chwili przybliżającego się do stołu Henryka.Spojrzałanań zdziwiona. Czyż tak u was księża się noszą?  zapytała ciekawa. Ja też księdzem być nie chcę, choć mnie do tego zmuszają  rzekł siadającHenryk. Janusz spojrzał nań ostro, Semko coś szepnął jej na ucho; zaśmiała się ipopatrzyła na Henryka. Aadne chłopię!  rzekła cicho - szkoda go w księżąodziać sutannę; taki młody.Henryk śmiałymi oczyma piękną mierzył bratowę. Znajdzcie mi taką drugą jak wy  rzekł do niej  a wnet się żenię! Olgaodparła mu skinieniem głowy; obaj bracia grozno i namarszczeni patrzyli.Henryk uradował się, zdawało mu się że znalazł sprzymierzeńca.Tymczasem wnoszono misy, a piękna księżna ochoczo się do nich brała,niekiedy tylko wyrażając podziwienie, gdy potrawa dla niej była nową.Naówczas ostrożnie do ust ją niosła.próbowała patrząc na męża, i złą czydobrą się jej wydała, wybuchała śmiechem dziecinnym.Cały dwór tę chichotkę pożerał oczyma.Zmiałość jej, obejście się niecodziecinne a pełne wdzięku, wszystkich za serca chwytały.Czuć w niej byłodziecię pieszczone, otwarte, ku życiu wesoło wyciągające ramiona; ale razem iprzyszłą panią, która temu, co ją spotkać mogło w życiu, śmiało czoło stawićbyła gotowa.Semko siedział milczący, Janusz słuchał, Olga coraz to wybuchałaśmiechem i słowem, a Henryk ośmielony jej wtórował.Nie w smak to było pewno bratu, o czym nie mogła wiedzieć żona, a Henrykwłaśnie, iż o tym był przekonany, wyciągał ją na słowa i drażnił zapytaniami.Ona też o wiele rzeczy i obyczajów zapytywała odważnie, mówiąc, jak toinaczej było na Litwie.A wspominając Litwę swą wzdychała.Tam, jużby się biesiada taka bez pieśninie obeszła, bo pieśnią zaczynało i kończyło się wszystko.Tu jeden lutnistanieosobliwy, podstarzały, miał zawodzić, a i temu coraz głośniejsze rozmowy iokrzyki dać się słyszeć nie dozwalały.W miarę jak kubki spełniano, zapał dlamłodej księżny rósł coraz.Semko też pił, aby gorycz z serca i czarneprzepędzić myśli, ale napój gniew tylko jakiś w nim obudzał.Przeciągnęło się biesiadowanie długo.i dopiero gdy wieczór zapadał, Semkosię z żoną wysunął od stołu, dając znak biesiadnikom, aby pozostali w miejscu.Księżnie młodej pilno było dworce swoje opatrzeć, poznać to państwo, nadktórym królować miała i objąć nad nim rządy.Chciała wszędzie być, oglądać wszystko aż do stajen i psiarni.Nad mężem już w podróży zapanowała wszechwładnie, a kierowała nim, jakchciała, razno mu było jej słuchać, wiódł ją więc posłuszny teraz po zamku,komnatach, podwórcach i wałach, myśląc tylko, jak widoku tej izdebki jejoszczędzić, w której stara Błachowa płakała.Gdy w mrokach zapadającego wieczora piękny widok z murów odsłonił się nalśniącą srebrem Wisłę, klasnęła w ręce uradowana wołając. Wilija! I Semkowi ręce zarzuciła na szyję, pierwszy raz posmutniawszynagle [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum