[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Stało się tak ze mną.Stara sługa mojej matki, która mnienosiła na rękach, a teraz, wyszedłszy za mąż, mieszkała w Berlinie,której mąż był portierem hotelu, wypadkiem spotkała się ze mną naulicy, gdym sama szła po lepsze mleko dla dziecka, bo mi pokarmubraknąć zaczynało i ten przy zmartwieniu i łzach widocznie szkodziłElwirce.Ja o niej, ona nie wiedziała o mnie, ani nawet o ostatnimnieszczęściu; przeraziła się, rozpłakała, dowiadując o wszystkim.Poczciwa kobieta poszła ze mną i do mnie, przesiedziałyśmy całydzień z sobą.Chciała mi co poradzić, w czymś dopomóc, nie umiała.Poszła z mężem naradzić się, wróciła nazajutrz, przyniosła projektówmnóstwo.Niestety! wszystkie one były dla mnie niedostępne.Lecz największym dobrodziejstwem było to, żem choć serce litościwe, choćprzyjaciółkę znalazła.Nie byłam samą.Jednego ranka siedziałyśmy tak u kolebki śpiącej dzieciny.Starejmojej Anusi nieustannie coś przychodziło do głowy, co mniewyratować było powinno.Tego dnia odezwała się wreszcie: Widzi pani, w takim dopuście bożym żadnej poczciwej pracywstydzić się nie ma czego. Ja się też nie wstydzę pracować, ale czymże, z igłą? Ale, gdzie tam  odparła Anna  najlepsza szwaczka to niezarobi więcej na żaden sposób nad dwa złote na dzień.Roboty dladomów nie znajdzie, a kupcy tanio płacą, bo na biednym człowiekunajwięcej zarabiają, ale ja mam myśl  dodała  bardzo dobrą myśl,i taką, że byłby z niej pożytek, tylko (nazywała mnie po staremu)Zuzia się na to nie zgodzi, bo Zuzia córka obywatelska.Po najuroczystszych zapewnieniach, że się ani obrażę, ani sprzeciwiaćnie będę, wyznała mi Anna, iż z porady męża i znajomych chciałamnie namówić na założenie magazynu mód i ubiorów.Zaręczała, żenawet ryzykując kapitalik mój, mogłam być pewną, iżby się tosowicie opłaciło. Proszę pani  dodała  cóż by już lepiej pani mogła i umiała nadto? Nawykłyście się stroić, ubierać, macie gust, znacie się na tychrzeczach, toć przecie lepiej to potraficie, jak jaka madama francuska.Zresztą, ja powiem Zuzi, na to nie potrzeba wiele, ja mówiłam zmężem, niech pani da połowę, my dostarczymy pół kapitału, a jeśli siępani wstydzi, niech magazyn będzie pod firmą moją.W chwili, gdy pani Damska tych wyrazów domawiała, Jaworkowska,która słuchała z niezmiernym zajęciem, załamała ręce tragicznie. Jak to?  zawołała  ona śmiała ci uczynić taką propozycję,magazyn mód założyć.a ty!! Co gorzej, moja Mario, żem ja tę propozycję przyjęła.Nastąpiła chwila długiego milczenia, chora zwróciła się twarzą całądo dawnej przyjaciółki.Znać ten dramat dni powszednich zaczynał jącoraz więcej zajmować, ale zarazem rozwiązanie tak prozaiczne, a takdla obywatelskiej córki ciężkie i upokarzające, obudzało w niejuczucie, które w rysach Marii odmalowało się jakby odcieniem chłodui obawy.Domska spuściła oczy, spodziewała się więc i lękała, żeprzyjaciółkę przyznaniem się do winy ostudzi dla siebie, a jednak raz rozpocząwszy opowiadanie, po krótkiej chwili namysłu ciągnęła jedalej. Przyjęłaś  i  i co?  zawołała Jaworkowska, wlepiając w niąoczy przestraszone. Posłuchaj już cierpliwie do końca.potrzeba było żyć mnie idziecku; od tych ludzi, którzy dla mnie serca nie mieli, nic przyjąć niemogłam, praca więc tylko mi zostawała, a z prac ta jedna, ta smutna,jeśli chcesz, modystki.Wspomnienie ojca, rodziny, dostatków,dziecinnych marzeń, pozycji społecznej ustąpiło miłości dla mojejElwirki, uczuciu obrażonej dumy.Chciałam tym ludziom pokazać, żejakkolwiek słaba, uboga, opuszczona, potrafię o własnych siłachwyjść z upadku, którego byli przyczyną.Uściskałam Annę. Dobrze  odpowiedziałam  myśl złota, chwytam ją, ofiarytwojego męża ani twojej nie przyjmuję, boby mnie ona paraliżowała,rodząc obawę, żeby wasz ubogi grosz w moich rękach nie przepadł.Pomóżcie mi tylko do najęcia sklepu i mieszkania, ułatwijcie otwarciehandlu, może znacie jaką uczciwą pomocnicę, która by mi wpierwszych chwilach dać mogła jakie skazówki, bomniedoświadczona! Co się tyczy firmy, położę moją, choćby dlatego,ażeby dokuczyć panu radcy tym, że jego ozłocone imię będzie świecićna szyldzie modniarki. Moja paniunciu  całując mnie po rękach zawołała Anna  jaktylko się zgadzacie, wszystko się znajdzie; mam Niemkę, starą pannę,która prowadziła lat dwadzieścia dom podobny.Jest właśnie bezzajęcia, a sama nic założyć nie może.Miejsce na magazyn wie mójmąż, na rogu ulicy, która Pod Lipy wychodzi, reszta się znajdzie.Przez następne dni trwały gorączkowe przygotowania, przyszła pannaLiza do mnie, poczęłyśmy rachować, rachować i okazało się, że mi napierwsze zakładziny starczyło.Wprawdzie musiałam wszystko ważyć,bo wydatki były ogromne, począwszy od szaf, od zwierciadeł, odmebli, aż do kosztownego materiału, w który magazyn opatrzonymbyć musiał.Trochę mebli musiałam nająć, wiele rzeczy na zaręczenieLizy dostałam na kredyt, przyjęłam dwie robotnice i jednego dniaukazały się ogłoszenia w dziennikach, plakaty na murach, szyldskromny, ale piękny, czarny ze złotem, między oknami pierwszegopiętra.Musiałam bowiem zająć piętro i przystroić je z jak największąwytwornością i smakiem.Chcąc pozyskać zamożną i dobrego tonuklientelę, trzeba się było stosownie do jej wymagań urządzić; przestrach mnie ogarniał czasem, patrząc na te przygotowaniazbytkowne, na lokaja w liberii, którego wziąć było potrzeba, na salonyi gabinety poprzystrajane po pańsku! Serce się ściskało, bom wszystkostawiła na jedną kartę, alem ufała, jeśli nie własnej, gwiazdzieniewinnego dziecięcia, dla któregom pracowała, i mojej gorliwejpracy.Pierwszych dni ledwie się ktoś ukazał, było pusto, jam drżała, z wolnajednak z rekomendacji męża Anny, który miał zręczność jako portierpolecać mnie przybywającym do hotelu, przez stosunki Lizy mojej,zaczęli płynąć goście i zamówienia.Razem z nimi wpadł jednego dniaczerwonosiny z gniewu pan radca i z furią żądał rozmówienia się naosobności [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum