[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Gdywyjedziemy, może zająć jeden z pokoi, a nawet wyprzeć nas z całegomieszkania.Wspominała, że przedstawia się jako sublokatorka.Naokoło bezprawie.Nie można się zwracać do Niemców o ratunek.Czekam na odwilż.Jak się tam dostaniemy? Pan Woynicki najpierwmówił, że pokój między Niemcami a Rosją potrwa pół wieku, a teraz,że Hitler i Stalin muszą się zetrzeć.Który będzie szedł naprzód?Rosjanie, albo wciągną Hitlera w głąb bezmiarów śnieżnych, jakNapoleona, albo zaleją Berlin.Sowiety liczą trzy razy tyleludności, co Niemcy.Dojdzie do walki o Warszawę.Co innego byłoprzeżywać oblężenie, gdy my walczyliśmy.Ale gdy obcy będą siębić? Co z nas zostanie? Więc synu, dziel zabawki na te, którezabierzesz i te, które ci są obojętne.Ja będę dzielić rzeczy.Niech tego nie zauważy Frania.Będziesz potrafił zachowaćtajemnicę?- Oh mamo! - oburzył się Jaon.- Idziemy do pokojów.Ubierzemy się ciepło i będziemy pracowali.Ubrani jak do wyjścia, wkroczyli do mroznej strefy mieszkania.Jaon nie tylko zobojętniał wobec zabawek, ale nie lubił ich.Zawstydził się, że tak się ich napraszał u aniołka, którego niebyło.Nie mógł Karolci zostawić na niewiadomy los po tylukrzywdach.Ze wszystkich żołnierzy zabierał legionistę.Matkakazała włożyć zabawki do tornistra.Jaon wahał się, czy nie zabraćsamochodu pancernego, bo taki spalił się koło pierwszego grobuojca, ale samochód nie zmieścił się.Wokół tornistra miał okręconyzrolowany koc, jak legionista, którego miał w środku.Jego plecak zuczniowskiego zmieniał się po trochu w wojskowy.- Masz, włóż do tornistra.Będzie pod twoją opieką - i wręczyła mumotek przędzy, dziwnie ciężki.- Albo nie, ukryję go gdzie indziej.Otworzyła szafy, bielizniarki i zaczęła wyrzucać rzeczy.- Gdy dorośniesz nie gromadz nic - nakazywała.- Człowiek troszczysię, zabiega i tylko tworzy rupieciarnię z przedmiotów, którychnie używa, a żal mu z nimi się rozstawać.Nie sposób tegoudzwignąć, przenieść, przykuwają cię do miejsca.Niektóre rzeczy ją gniewały.Rzucała je z rozmachem w kąt.Innewzruszały.Rozłożyła adamaszkowy obrus:- Dostałam go od babki, gdy dowiedziała się, że jadamy z twoimojcem wigilię na prześcieradle.Prześcieradło też zachowałam napamiątkę - pokazała mu je.- Kolorowe obrusy są wulgarne.Psują apetyt, rzucają refleks na nakrycia.Białość podkreśla kolorpotraw i napojów.To mojej matki, a twojej babki - wydobyła zestosu błam futra.- Poprute - ucałowała ukradkiem.- Serce mi siękraje.Dała mi, bym nosiła, ale nie noszę, bo gdy umarła, odtwojej drugiej babki, matki twojego ojca dostałam karakuły.Dwietwoje babki były różne jak dwa światy.Moja wina, że ci nie mówięo tej drugiej.W tobie jest coś z niej, czego nie lubię.O, mufka!Mufki przeminęły! Letnia torebka z płótna i skóry.Patrz śliczna!Wyszła z mody w jeden sezon.Koronkowe rękawiczki do łokcia.Jeszcze nie znałam twojego ojca.Miałam szesnaście lat - wsunęładłoń w rękawiczkę.- O, kartka z zamówionymi tańcami - cisnęła nastos w kąt nie spojrzawszy.- To już się nigdy nie przyda.Dwa stosy rosły na środku pokoju.Na jednym rzeczy warszawskie, nadrugim marzeniowskie.Jaon spostrzegł, że matka nie wie gdziekłaść cenniejsze przedmioty: po jednej, czy drugiej stronie.Czyżby przeczuwała, że jedno z tych miejsc było skazane nazagładę? Nie wiedziała z którymi rzeczami rozstaje się na zawsze.Ale i z tymi, które zabierała na wieś, wydawało się, że żegna się,tak jej się wszystko wydawało niepewne.Wielki dywan zostawał, mały jechał z nimi.Srebra zostawały wWarszawie, platery zabierali.Matka zostawiała najcenniejsze comieli, jakby składała ofiarę domowym bóstwom, dając im dowódzaufania i licząc, że się odwdzięczą.Bóstwem decydującym byłaFrania, niewykwalifikowana służąca, która siedziała w więzieniu ibyła w szpitalu psychiatrycznym.Matka, zrozpaczona, kopnęła stos marzeniowski.- Synu, jak się z tym zabierzemy? Muszę z tego trzy czwartezostawić.- A jak Frania odkryje tajemnicę?- Ona się teraz tu nie pojawi.Nie było tu dwa miesiące sprzątane.Zostawili wszystko jak było, rozgrzebane, wybebeszone i poszli dogabinetu ojca dzielić dokumenty.Matka zapomniała o celu, w jakimprzyszła, o obecności Jaona.Czytała listy ojca do siebie, swojelisty do ojca.- Zabrać je? Nie jest ich tak dużo.Zawsze byliśmy razem.Ordery?Przecież to waży.Dzwigać je? Patrz, książeczka wojskowa, to jestto straszne, puste miejsce, które zatruło ojcu życie: niewypisanyprzydział, rozkaz tak tajny, że nigdy nie był ujawniony.Może tolepiej, inaczej Niemcy by nas ścigali? A karty Płatnika? - "Coinnego znaczą karty w grze, co innego we wróżbie" - mówił przedwojną astrolog, nocą.- Fotografie zostawię.Nie znasz większości tych ludzi.Niedługonikt nie będzie wiedział kim byli.Trzeba by pisać na odwrotnejstronie nazwiska.Ale czy nie byłoby bezsensem teraz to robić?- A mam panią! Złapałam na gorącym uczynku! Rozpamiętywanie? -krzyczała Frania, która weszła bezszelestnie; wydawało się, żerozrzuci stos zdjęć.- Na klęczkach przed papierzyskami? To niewróci.Na co się pani zdadzą ci dziadziusiowie, jak nie zostawilinawet folwarczku?- Zostawili dziedzictwo myśli, uczuć, największe bogactwo. - Tylko się państwo mizdrzyło do siebie.Grzech było robić sobietyle fotografii, ciągle się przeglądać w lustrach.Jaon patrzył na zdjęcia, w świetle nieznanych lat wyłonił sięprzed nim czas, kiedy go nie było; piękniejszy, zaklęty,niedostępny, zazdrośnie strzeżony przed nim przez tych ludzi,którzy jeszcze nie pozwalali mu być między sobą.Frania tknięta podejrzeniem udała się do dalszych pokoi.Za chwilęwróciła wykrzykując na poły gniewnie, na poły z politowaniem:- Więc zdrada? Ucieczka? Przygotowania w tajemnicy przed starąFranciszką? Ciekawe, czemuż to pani nic mi nie mówiła? No? No? -dopominała się.- Kto tu powinien się ukradkiem pakować?- Rzeczywiście Franiu, nastąpiło przestawienie ról: Frania każe misię przed sobą tłumaczyć.- Nie mogę dopuścić, żeby pani strzeliła głupstwo.Jak się paniwydostanie z miasta? No? Nie ma pani pojęcia? Na piechotę? Dopociągów szturmują tłumy, ludzi wpychają pod koła.Tylko Aatyńskimoże pomóc.Matkę musiała zaniepokoić nagła zmiana tonu Frani i jej gotowość,by ułatwić im opuszczenie Warszawy.- Jest tylko jedna sprawa - odezwała się matka.- Zaufam Franibezgranicznie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum