[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.To właśnie zwykli ludzie robią każdego dnia.Dzieńza dniem, zwykłe życie.Mówi, że jest zmęczona, i znika w sypialni.Wiem, żejest smutna.Rozmawiamy o przyszłości, jednak Chloew głębi duszy jest przekonana, że dla nas nic takiego nieistnieje.Zbieram nasze rzeczy, starając się robić to po cichu.Kładę na blacie notatnik i ołówki, ostatnie pieniądze.Ze-branie najważniejszych przedmiotów zajmuje raptem dwieminuty.To Chloe jest wszystkim, co mam i czego po-trzebuję.Potem z nudów wydłubuję nożem w blacie napis: Byliśmy tutaj.Wychodzi krzywo i byle jak, nie wygląda to na dziełomistrza kaligrafii.Przykrywam go kurtką, żeby Chloe gozobaczyła dopiero wtedy, kiedy będziemy odjeżdżać.Przypominam sobie pierwszą noc w chacie.Pamiętamstrach w jej oczach. Byliśmy tutaj. Tak, myślę, byliśmy tutaj, ale odchodzimy jako inniludzie.Oglądam zachód słońca.Temperatura w domku spada.Dorzucam drew do ognia.Zerkam na zegarek i obserwujęmijające minuty.Kiedy czuję, że zaraz umrę z nudów,siadam do kolacji.Jem rosół z kluskami.Po raz ostatniw życiu, mówię sobie, jem przeklęty rosół z kluskami.Wtedy słyszę ten dzwięk. EVEPOMia natychmiast pojmuje, że zna to miejsce.Była tu-taj.Mówi, że stała tu choinka, ale zniknęła.%7łe w piecykunieustannie palił się ogień, po którym został tylko popiół.%7łe wnętrze wypełniał inny zapach, teraz czuć jedyniegryzącą woń środków dezynfekujących.Mówi, że widzi urywki scen, przebłyski zdarzeń.Puszki zupy na pustym blacie.Szum wody płynącejz kranu.Ciężkie kroki na drewnianej podłodze.Stoimy bezruchu przyklejeni do ściany z bali i obserwujemy Mię jakjastrząb ofiarę. Słyszę szum deszczu na dachu  mówi. Widzę, jakKanu gania po pokoju. Oczami rysuje niewidzialną trasęz kuchni do sypialni, jak gdyby rzeczywiście widziała kota,który, jak wiemy, znajduje się pod opieką Ayanny i jejsynka.Mówi, że słyszy swoje imię. Mia?  pytam ledwie słyszalnym głosem.Ale ona kręci głową, zaprzecza. Chloe  przypomina mi, dotykając małżowiny ucha.Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu wygląda narozluznioną.Uśmiecha się.Uśmiech szybko znika. COLINWIGILIA BO%7łEGO NARODZENIAMama zawsze mówiła, że mam słuch jak nietoperz,zawsze usłyszę najdrobniejszy szmer.Nie wiem, co to zadzwięk, ale stawia mnie na baczność.Wyłączam światło,ciemność połyka domek, a Chloe wierci się w sypialni,wytęża wzrok.Woła mnie po imieniu.Kiedy nie odpo-wiadam, powtarza wezwanie.Boi się.Odsuwam zasłony.Blady blask księżyca pomaga mizorientować się w sytuacji.Radiowozy.Sześć aut.Dwarazy tyle gliniarzy. Cholera. Zasłaniam okno i pędzę do sypialni.Chloe, Chloe  syczę.Wyskakuje z łóżka, walczy z sennością, w czym po-maga jej gwałtowne uderzenie adrenaliny.Biorę ją za rękęi prowadzę do pozbawionej okna niszy w korytarzu.Zciska moją dłoń, wbija mi paznokcie.Czuję, że siętrzęsie. Co się dzieje?  pyta drżącym głosem.Azy płyną jejpo policzkach.Przecież już wie, co się dzieje. Przyjechali  mówię. O mój Boże&  Zabrzmiało to jak rozpaczliwezawodzenie. Musimy uciekać!  Wyrywa mi się i biegniedo łazienki.Myśli, że uda nam się wymknąć oknemi wystawić ich do wiatru.  Chloe, nie damy rady. Okno jest zamknięte naamen, nie chce się otworzyć, ale ona i tak próbuje.Od-ciągam ją i mówię opanowanym głosem:  Nie ucieknie-my.Nie mamy dokąd. W takim razie będziemy walczyć. Wychodziz łazienki, przeciskając się obok mnie.Staram się trzymaćz dala od okien, choć myślę, że panująca w chacie ciem-ność skutecznie kryje nas przed wzrokiem policjantów.Chloe płacze i mówi, że nie chce umierać.Próbuję jejpowiedzieć, że to gliny, cholerne gliny, ale ona mnie niesłucha.W kółko powtarza, że nie chce umierać.Płaczerzewnymi łzami.Myśli, że Dalmar nas odnalazł.Mam mętlik w głowie, z trudem zbieram myśli, alejednak je zebrałem.Narzucam sobie spokój [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum