[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.— Tata uruchamia zegar!' — zawołał Serek, który był najbliżej drzwi.— Czy akurat musiał postawić go koło pianina?! Będzie mi zgrzytał i walił nad głową! —rozzłościł się półgłosem Kastor.— Ty to będziesz miał raz na tydzień, prawda? A co my mamy powiedzieć? — Marek wychylił sięzza komody.Miał smugę kurzu na policzku i pajęczynę za uchem.CZY WSZYSTKO SIĘ ROZWALI?Już przy pierwszym przesuwaniu mebli wybuchały co chwila sprzeczki — a to Serek odłamałkawałek dolnej listwy przy szafie, to Marek za mocno pociągnął stolik i blat został mu w rękach, to znów Roma zarysowała politurę na jedynym świeższym fragmencie biureczka.Jedno zwalało nadrugie, mama próbowała rozładować sytuację humorem, ale nie wychodziło, bo tata powczorajszym wieczornym wstępnym spotkaniu z sołtysem w sprawie polecenia najlepszegostolarza w okolicy narzekał, na ból głowy i szybko się107denerwował.Ktoś oberwał w ucho, ktoś po tyłku, inny po łapach i Kandydatka wymaszerowała na nie zaplanowany spacer,4 mrucząc pod nosem, że przy niedzieli nie musi wysłuchiwać awantur.— Zobaczycie, że się wszystko rozwali! Prędzej czypóźniej! —: powiedziała w sieni do Marka i Romy.__Powtarzam: wszystko! — energicznie otwarła za progiem parasolkę, wiatr wywinął ją na drugąstronę, po-mocowała się więc z nim przez chwilę, zanim znikła z pola widzenia.- Czasami jej nie lubię stwierdziła Roma.— A ty?— Czasami ją lubiłem — mruknął Marek.— Ostatnio mniej, bo kracze i kracze! Może chiałaby, żeby u nas wreszcie się coś stało?— E, chyba nie! Tak myślisz?— Przecież nie cierpi Sawanów.Mężczyzn zwłaszcza.Tylko mama i Nika obchodzą ją naprawdę.— Marek! Tata potrzebuje twoich bicepsów! zawołał Serek z kuchni.— Gdzie się zadekowałeś?— Nie dekuję się tak jak ty między zwierzakami! Pooddychać świeżym powietrzem nie możnaprzez kilka sekund?__warczał Marek odchodząc.— Kastorek nie może służyć ramieniem?— Nie może, bo ty jesteś najsilniejszy — powiedziała na pociechę Roma.Zamykając drzwidostrzegła na środku podwórza panią Baran walczącą z wiatrem.Właśnie też wywinęła jej sięparasolka, z którą miała więcej kłopotu niż Kandydatka ze swoją.— Mamo! Goście idą! —zawołała wpadając do pokoju.— "Ojej! — wyrwało się mamie.— Trudno! Podtrzymaj to tacie.— oparła szafkę na ramieniu Kastora i poszła umyć ręce.A Roma wróciła do sieni i kazała pani Baran zapukać trzy razy.— Dzień dobry, Romciu! Czy zastałam mamusię w do-108mu? — spytała radośnie pani Baran, strzepując wodę z parasolki na schodki.— Owszem — odpowiedziała uprzejmie Roma.— Proszę.— O, witam, witam! — mama wkroczyła do sieni, uśmiechnięta towarzysko.— Co cię z domuwygnało na taką wstrętną pogodę, Halinko? Dawnośmy się nie widziały.— Właśnie, ciebie coraz trudniej spotkać w Lipkach!— I сток, сток, сток, gdzieś koło ucha, jedna drugą, a głównie to powietrze! — pomałpowała Roma w pokoju dzieci.— Uwielbiam to!- Z rodziną tego nie lubię, co dopiero z obcymi! —109kiwnął głową Cypis.— Będzie teraz siedziała i siedziała, a przecież chyba widzi, co się tu dzieje?— Owszem, zauważyła: „O, przestawiacie meble?"— Roma, Cypis — westchnęła Pola.— Dobra, nie musisz kończyć! Pani Bee nas lubi jak własną rodzinę, bo jest samotna.Tyle korzyści, że tata zmienił ton, słyszycie? Już nie ryczy, tylko rozmawia z Markiem i Kastorem.O, nawet coś jakby zanucił! — powiedziała cicho Roma.— „Gąski za wodą, kaczki za wodą, uciekaj, Marysiu, bo cię pobodą" — zachrypiała żałośnie Nika.— To są te wspaniałe teksty, których was uczą w teatrze? — spytał z przekąsem Cypis.— Roma, przydasz się tutaj! — zawołał Marek [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum