[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Język wyschnięty miał na wiór, zaś w gardle tkwiła płonącażagiew.Powoli jego wzrok przyzwyczajał się do szarawego półmroku.Uświadomił sobie, że znajduje się włóżku.Wyczuwał skórą gładki atłas pościeli.Ponadwezgłowiem rozpościerał się baldachim, z któregozwisała koronka, delikatniejsza od pajęczej sieci.Oddychał powietrzem przesyconym zapachami kadzidełi perfum.Udało mu się odwrócić na bok głowę i spojrzeć w kierunku kominka.Zobaczył tańczący ogień, usłyszał" jego wesoły szum.Płomienie odbijały się ruchomymicieniami na ścianach.Na marmurowym gzymsie stałzegar, a ponad nim wisiała szabla o rękojeści zdobionej drogimi kamieniami.Nagle przykuł jegouwagę jakiś szmer,dochodzący z przeciwnej strony łóżka.Odwrócił głowę.To co zobaczył,wynagradzało z naddatkiem całe jego cierpienie.Jasny Nefryt wpółleżała na obitym aksamitem sze-zlongu i wtulała ramiona w ciepły wełniany pled.Jejczarne włosy, zwisając pasmami, całowały jej policzki.Miała podwinięte nogi i bose stopy.Oddychaławolno i rytmicznie.Zabiło mu serce w wezbranej radością piersi, tłocząc krew do odrętwiałych członków.Jasny Nefrytżyła i była bezpieczna.A tylko to w tej chwili posiadało dla niego znaczenie.Musiała wyczuć przez sen jego spojrzenie, gdyżobudziła się.Spuściła nogi i usiadła.Pled zsunął sięz jej ramion.Nevada zobaczył pokrwawioną szatę.- Jesteś.ranna? - wychrypiał bardziej, niż powiedział.Pochyliła się i ujęła jego twarz w swoje szczupłe,ciepłe i delikatne dłonie.- Nie.Może byłabym, gdyby nie twoja szalonaodwaga.Uratowałeś mnie.- A ta krew?- To twoja krew.Krwawiłeś, traciłeś siły, a ja nie chciałam, żebyś upadł.Zostałeś ciężko ranny.- Potrząsnęła głową.Przez chwilę szukała odpowiednichsłów.- To co uczyniłeś dla mnie, było śmiałe aż doszaleństwa.Zaryzykowałeś swoje życie, żeby ocalićmoje.- Moje trudno nazwać.prawdziwymżyciem.Położyła palec na jego spierzchniętych wargach.- Jak w ogóle możesz tak mówić? Kiedy wszyscyinni dali sterroryzować się Trentowi, ty stawiłeś muczoło.Zwilżył wargi językiem.Każde słowo rozrywałomu gardło.- Czy on uciekł?- Trent nie żyje.Zginął od twojej kuli.- A Lee Yin?- Wydobrzeje.Lekarz powiedział, że za tydzieńbędzie już mógł wrócić do pracy.- A ty? - Chwycił jej dłoń, ale z siłą porównywalną co najwyżej do siły siedmioletniego chłopca.- Powiedziałam ci.Nic mi się nie stało.A terazcicho-sza.Musisz oszczędzać siły.Kiedy wyzdrowiejesz, znajdę sposób, żeby wyrazić ci moją wdzięczność.- Czyje to łóżko?- Moje.Będziesz tu leżał do dnia całkowitego powrotu do zdrowia. Chciał zadać jej jeszcze tyle pytań.I o tylu rzekach chciał się od niej dowiedzieć.Ale Jasny Nefrytmiała rację.Musiał zadbać o siebie.Miał wyrazny celw życiu.Kobieta-dzieweczka żyła i miał się kim zaopiekować.Zamknął oczy.Zapadając w sen, pomyślał, że wygrał największą partię swojego życia.Zaryzykował,postawił na jedną kartę i zebrał całą pulę.Był prawdziwym szczęściarzem. ROZDZIAA CZTERNASTY- Wiem już od Lily, że pacjent przetrzymał noc.Czy jest przytomny? - zapytał lekarz, przechodząc zaJasnym Nefrytem z salonu do sypialni.- Co pewien czas się budzi i nawet rozmawia zemną - odparła, nerwowo splatając i rozplatając dłonie.- Zaraz jednak zapada w tę swoją ciemność, a janawet nie wiem, jak ją nazwać - snem czy utratąprzytomności?Lekarz dotknął rozpalonego czoła rannego.- Tego można było się spodziewać.Teraz musimyprzede wszystkim walczyć z gorączką.- Odwinąłopatrunek, obmył ranę i założył nowy.- Na szczęścierana nie ropieje.Proszę zadbać o to, żeby w ciągunajbliższych dni miał spokój.Może jeszcze bardzocierpieć.- Spojrzał na młodą kobietę i zauważyłciemne kręgi pod jej oczami.- Lily powiedziała mitakże, że poczuła się pani w obowiązku czuwać przyrannym.Jasny Nefryt zarumieniła się.- Uratował mi życie.- Rozumiem.- Na twarzy lekarza malowała się wyrazna sympatia.- Ale cóż warte jest życie bezzdrowia.Proszę z większą troską podchodzić do samej siebie.- Zapamiętam sobie pańską radę.Delikatnie poklepał ją po ramieniu.- To dobrze.Cóż, panno Jewel, pędzę do innychpacjentów.Mnóstwo cierpienia na tym świecie.- Dziękuję, doktorze - zawołała, kiedy był już zadrzwiami.- I jak się czuje twój obrońca? - Lily weszła z pokojówką, która niosła tacę przykrytą haftowaną serwetką.Dom tętnił zwyczajnym codziennym rytmem, każdy wypełniał swoje obowiązki, tylko Jasny Nefryt zamknęła się we własnym apartamencie, nie opuszczając Nevady ani na chwilę.Był już wieczór i z dołu dolatywały śmiechy i rozmowy towarzystwa.Od czasu do czasu rozlegało sięgłośne przekleństwo bardziej nieokrzesanego gościa.Słodki śpiew skrzypiec mieszał się z brzękiem szkła.Po prostu zwykła wieczorna muzyka w tym domu.- Cierpi, bardzo ten ból jest dotkliwy.Ale żyje.Ito jest najważniejsze.- Jasny Nefryt patrzyła na tacę,którą pokojówka zdążyła położyć już na stoliku.- Coto takiego?- Pomyślałam - odparła Lily Austin - że pewniebyś coś zjadła.- Nie jestem głodna.- Więc zrób to dla mnie, dla swojej przyszywanej ciotki, która martwi się o ciebie.- Lily gestem rękiodprawiła pokojówkę.- Dzisiaj jeszcze nie miałaśnic w ustach.Postanowiłaś opiekować się Nevadą,a co to za opiekunka, która nagle może zasłabnąć zgłodu i przemęczenia [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum