[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Po prostu Kane.- Nie mogłabym.To.nie byłoby właściwe.- Niewłaściwe? Przypominam, że otrzymałempozwolenie starania się o pani rękę.Znów te słowa.Słowa, które za każdym razem wprawiałyją w popłoch.- Czy przynajmniej rozważy to pani? - Nie dawał zawygraną.- Tak, milordzie.145 Znów ten przeklęty tytuł, pomyślał.Zdaje się, że niepotrafi zapomnieć o nim ani na chwilę.Mimo to lekkim tonempowiedział:- Ponieważ obie panie spędziłyście ranek nazwiedzaniu domu, myślę, że pomysł zwiedzenia posiadłościrównież przypadnie paniom do gustu.- Nie zastanawiając siędłużej, zadzwonił na Huntleya.- Każ Richmondowi, żebyprzygotował konia i otwarty powóz.- Konia i otwarty powóz, milordzie? - Huntleyzreflektował się i skinął głową.- Naturalnie, milordzie.Po odejściu lokaja Kane dopił herbatę.- Czy jesteście panie gotowe?Winnie oderwała uwagę od niekończącego się korowodusłużących, który tak ją fascynował.Wszyscy troje udali się nadziedziniec, gdzie już stał chłopiec stajenny, trzymając lejcekonia zaprzęgniętego do małego powozu.- Pomyślałem, że obędziemy się bez karety.- Kanepomógł obydwu paniom ulokować się na siedzeniu, a potemwsiadł sam i wziął lejce od chłopca.Storm natychmiast zająłmiejsce obok swego pana.- W ten sposób zobaczą panie owiele więcej.Kiedy tak niespiesznie przemierzali okolicę, Bethany wduchu przyznała mu słuszność.Chłonęła wzrokiem barwneróżane ogrody, strzyżone żywopłoty i starannie utrzymane,ciągnące się bez końca trawniki.Przejechali przez ziemiezamieszkane przez dzierżawców, upstrzone tu i ówdzieporządnymi chatami i starannie utrzymanymi ogrodamiwarzywnymi.Minęli zielone wzgórza, które wydawały sięprzechodzić jedno w drugie, i falujące stadaprzemieszczających się powoli owiec.Niebo miało kolorolśniewającego błękitu, a znad Atlantyku napływały puszyste,białe chmurki.Bethany odgarnęła kosmyk włosów, który wyśliznął się zciasnego węzła na jej karku.146 - Gdzie pan mieszka, kiedy nie ma pana tu, wKonwalii?Zwolnił i zapatrzył się na jej włosy, w których słońcezapalało złote błyski.Miał wielką ochotę ich dotknąć.- Mam posiadłość pod Londynem.Zabawnie zmarszczyła nos.- Pewnie po Londynie oglądanie tutejszych widokówchwyta za serce.- To prawda.Rozumiem, że była pani w Londynie?- Raz czy dwa.- Nie podobał się pani?- Wydał mi się.interesujący.- Wystawiła twarz kusłońcu.- Ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym mieszkaćgdziekolwiek indziej niż tutaj.Kane przyglądał się uważnie Bethany, oczarowany grąświata słonecznego na jej twarzy.Miała wspaniałą cerę.Nieprzypominała chłodnych, bladych angielskich piękności, doktórych przywykł, a całowana słońcem skóra nadawała jejwygląd smagłego anioła.- Muszę przyznać, że ja też wolę mieszkać tutaj, ale niezawsze mogę postępować tak, jak bym chciał.Mój tytułnakłada na mnie wielką odpowiedzialność.Zwróciła ku niemu twarz.- Jak się zdaje, ma pan wiele zobowiązań.- Ubolewanie nie było moim zamiarem.- Zciągnąłlejce i koń przeszedł teraz w trucht.- Zdaję sobie sprawę, żemam więcej szczęścia niż wielu mieszkańców tej ziemi.Nazwisko i tytuł ojca otworzyły przede mną drzwi, które winnym przypadku pozostałyby zamknięte.Ale za tym idzieciężka praca, przy czym administrowanie jest dość monotonne,toteż nieraz marzę, by się od tego uwolnić.- Czy pańscy bankierzy i prawnicy nie mogliby sięzająć tymi wszystkimi księgami?147 - Mogliby, ale kto by wówczas ich kontrolował? Wmoim interesie leży, bym wszystkiego dopilnował osobiście,bo w przeciwnym razie inni szybko uszczupliliby mój majątek.Bethany przyszły na myśl przygody, które ona i siostryprzeżyły na pokładzie  Nieustraszonego.Nie zamieniłaby ichna żadne bogactwo, poczucie bezpieczeństwa i nudneobowiązki, które się z tym wiązały.- No i - ciągnął Kane - choć wiele drzwi stoi przedemną otworem ze względu na mój tytuł, inne z tego samegopowodu są zamknięte.Gdy tylko ludzie dowiedzą się, kimjestem, przyjmują mnie albo odrzucają z niewłaściwychpowodów.Osądzają mnie nie po tym, co robię i jak żyję, ale napodstawie tego, jak rozległe są moje włości i jak pękatasakiewka.Bethany przygryzła wargi, głęboko zamyślona.Czyż nietak właśnie postąpiła? Jeszcze zanim go poznała, poczuła doniego niechęć.- Myślę, że jak na jeden dzień wystarczy zwiedzania.-Zawrócił konia, zręcznie manipulując lejcami.Bethany obserwowała go kątem oka.W jego głosiedawało się wyczuć smutek [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum