[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Zmieszne  Karen uśmiechnęła się szeroko. Spaliłeś cały" dom, żebypogonić szczury?!Clyde patrzył, jak Słonko przygląda się uśmiechowi Karen, i myślał sobie: No tak, ten kawałek o szczurach nie był specjalnie śmieszny, co? Ale tenuśmiech to pierwszy taki prawdziwy na jej twarzy od czasu, kiedy zginął jej tata.Ja to wiem, kochana, i ty też.I chyba wiem, czemu tak się cieszy, i choć toświetnie, że jest szczęśliwa, i wiem, że chciałabyś, żeby zawsze była szczęśliwa,to jeśli mam rację, to jest szczęśliwa ze złego powodu, bo to tylko dziecko, aWsiowy.Wsiowy łże jak pies.Och, taka duża, piękna, rudowłosa dziewucha, inic nie podejrzewasz? Niczego nie zauważyłaś?.Pewnie, że nie.Jeśli chodzi otego sukinsyna, jesteś równie ślepa, jak Karen.Jasny gwint, czuję, jak obie sięgrzejecie, jak się do niego palicie.Obie rozgrzane, wilgotne i chętne, a ja siedzętu, pragnę ciebie, kocham cię, a ty mnie nawet nie widzisz.A może to ja mam nie po kolei w głowie? Może między nim i Karen nic sięnie dzieje, no, chyba że jest dla niej jak drugi tata, i po prostu wybrali się,psiakrew, na spacer w ciemny las, i tyle, a ja po prostu jestem zazdrosny o to, żeWsiowy z tobą kręci, o to, co do niego czujesz.No tak, pewnie tak po części jest.Jasne.Jak cholera".14Duża ciężarówka toczyła się z warkotem, co i raz kaszląc czarnym dymem.Maska grzechotała głośno, bo klapa osłony silnika trzymała się na pętli drutu dobelowania siana, a cała karoseria przechylała się na jedną stronę, bo amortyzatorybyły już zupełnie wyrobione.Na pace, osłoniętej wysokimi burtami z desek,siedziało pięciu mężczyzn, trzy kobiety i jeden chłopak, może trzynastoletni.Zakierownicą siedział mężczyzna o nabiegłej krwią twarzy i cygarze niemalwrośniętym w zęby.Poza nim w szoferce nie było nikogo, i nikogo nie zamierzałtam wpuścić, nawet choćby jednej z tych wymęczonych kobiet.Całą grupę zabrał z rana spod przędzalni bawełny w Holiday.Regularniezbierali się tam ludzie szukający pracy, przeważnie na próżno, a kierowcawiedział, że bez problemu znajdzie sobie parobków do roboty jeśli tylko podjedzie tam i obieca dolara dziennie za pracę na swoichpolach, z dala od miasta, na podmokłej nizinie wśród drzew.Kiedy już dzisiejsza ekipa skończyła robotę, kiedy się zgrzali, wypocili izmęczyli, miał ich zawiezć do osady Rapture, żeby mogli się dowiedzieć, czy jestdla nich robota w tartaku, i tam zapłacić im za pracę.%7łeby podjechać pod górkę, wysprzęglił i zredukował bieg, ale me dodał gazu,więc ciężarówka zrobiła parę żabek i silnik zgasł.Kierowca zaciągnął ręczny iwysiadł z szoferki, podszedł do paki. Mam problem  zawołał.Ci na skrzyni jęknęli głucho, a jeden, ubrany w starą marynarkę, tak wytartą,że prawie prześwitywały przez nią zielone prążki koszuli, podniósł się nieco,złapał za deski burty i wyjrzał pomiędzy nimi na kierowcę.Duży był z niego facet i z wyglądu silny, choć nieco otłuszczony.Jego włosymiały tę szczególną barwę, znaną wszystkim siwiejącym rudzielcom. Bo żeś sprzęgło zle włączył  powiedział. No, to też, ale coś mi szwankuje w tym gracie.Już nie pierwszy raz cośtakiego się zdarzyło.Więc zejdzcie wszyscy, popchniecie, to może uda mi sięznów włączyć sprzęgło i pojedziemy dalej. Wsiadaj i zapal jeszcze raz.Ruszy. E, nie, tak się wam tylko wydaje, ale tak nie da rady.Coś w tym silniku niegra jak trzeba.To nie pierwszy raz.Wysiadajcie, no,popchniecie. A kiedy dostaniemy wypłatę? Jak dojedziemy do osady Rapture. A czemu nie teraz? Nie rozumiem, czemu mamy tam jechać, żebyś namzapłacił.Chcemy tam dotrzeć, żeby szukać pracy.Nie musimy się tam tłuc zawypłatą.Wez nam zapłać tu i teraz. Podoba mi się ten pomysł  odezwał się inny mężczyzna. Jasna sprawa  przyznał kierowca  ale najpierw musimy uruchomićciężarówkę.To taki wielki dramat? Muszę dotrzeć do osady, żeby mieć dla waspieniądze. Czemu?  spytał ten w marynarce. Bo jak nie, to nie będę miał z czego wam zapłacić.Tam mampieniądze. W takiej dziurze mają nawet bank? Banku nie.Ale w tamtejszym sklepie można zostawić pieniądze naprzechowanie.Nie jak w banku.Oni są lepsi niż bank.Przechowa- ją pieniądze i trzeba za to trochę od nich kupić, ale nie zbankrutują jak bank inie ściągają odsetek, tylko właśnie trzeba coś czasem kupić, a przecież i taktrzeba czasem zrobić zakupy.Mąkę kupić, czy coś. Jak tam dojedziemy, to już i tak będzie zamknięte. Myślę, że nie, a nawet jeśli, to i tak znam właściciela.To akurat nieproblem.Powoli wszyscy wysiedli z ciężarówki.Mordziasty kierowca przerzucił cygarow drugi kącik ust i polecił:  Dobra, ustawcie się z tyłu, a jak dam znak,zacznijcie pchać.Tylko stańcie tak więcej po bokach, żebym was nie rozjechał,jakby się zaczęła toczyć w tył. To może ja spróbuję  powiedział ten postawny w marynarce. Nikomu innemu nie pozwalam prowadzić tej ciężarówki. Może jednak powinieneś pan  rzucił chłopak  jak pan tak koślawojezdzisz.Dzieciak wyglądał na takiego, co to nie da sobie w kaszę dmuchać.Spodtweedowej czapki sterczały rozwichrzone, płowe włosy. A ty nie pyskuj do starszych.Bo będzie po gębie. Wcale nie będzie  uświadomił mu ten w marynarce. Słuchajcie, ludzie, pomóżcie mi po prostu odpalić tego grata.Dojedziemydo osady i będę mógł wam wszystkim zapłacić. Dobra, zróbmy to i cześć  powiedziała jedna z kobiet.Była wymęczona,ciężarna, a przepracowała cały bity dzień.Od pracy w polu miała kurz wewłosach, a między zębami pojawiły się już szczerby.Wyglądała, jakby ladachwila miała ze szczętem wyschnąć tak, że zabrałby ją wiatr, zostawiając tylkopękaty brzuch z ukrytym w nim dzieckiem. No dobra  uległ ten w marynarce [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum