[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Skoncentrowali się na sobie nawzajem, zapominając o całym świecie.Znów zatańczyli, a efemeryczna więź między nimi rozwinęła się i wzmocniła.James dostrzegał w niej coś znajomego, choć na innympoziomie wydawała mu się całkowicie nowym zjawiskiem.Znajoma, a jednak nie.Oczekiwana, lecz jednocześnieznacznie przekraczająca wszelkie jego wyobrażenia.Tak podsumowałby swoją reakcję na Henriettę.Reakcję, która z ciekawości eskalowała w coraz silniejsze pożądanie.Zaryzykowali trzeci taniec, lecz nawet on nie wystarczył.Woczach Henrietty James czytał, że myślą podobnie.Rozejrzała się, a później popatrzyła na niego.– Okropnie tu duszno.Wyjdziemy na taras?Tam na pewno mieli spore szanse znaleźć nieco prywatności.Spojrzawszy ponad głowami obecnych, James przekonał się, że drzwi na taras stoją otworem.– Doskonały pomysł.– Podał jej ramię.– Chodźmy.Pokierował nią przez tłum gawędzących gości.Dotarli dodrzwi i mieli właśnie wyjść, kiedy dogoniła ich młoda dama w karmazynowej sukni.– Panno Cynster.– Nieznajoma popatrzyła na Henriettę,przywitała się z Jamesem skinieniem głowy, po czym znów zwróciła się do jego towarzyszki.– Jestem panna Fotherby, poznałyśmy się u lady Hamilton kilka tygodni temu.– Ach, tak.– Henrietta delikatnie ścisnęła palce damy.–Pamiętam.– Dokonała prezentacji, dodając na koniec: – Panna Fotherby jest siostrzenicą lady Martin.James się ukłonił, panna Fotherby dygnęła.– Chciałabym porozmawiać z państwem na osobności –powiedziała, wskazując na taras.– Na zewnątrz byłoby chyba najlepiej.James spojrzał na Henriettę, odnotował jej zdziwienie.Panna Fotherby obejrzała się na tłum na sali, a później znów popatrzyła na nich dwoje.– Bardzo proszę – dodała i przestąpiła próg.Zafrapowany James gestem zaprosił Henriettę, żeby szłapierwsza, i podążył za nią.Panna Fotherby czekała na nich kilka kroków od drzwi,nerwowo zaciskając dłonie.Odwróciła się plecami do sali, kiedy się zbliżyli.Ponieważ była niższa od nich obojga, Henrietta i James wzięli ją między siebie i w takim szyku zagłębili się w mrok dalej na tarasie.– Mam nadzieję, że wybaczą mi państwo tę bezpośredniość, ale.– Panna Fotherby urwała i z trudem zaczerpnęła tchu.–Muszę wyjść za mąż.Mieszkam z matką i ojczymem, lecz zróżnych względów pragnę opuścić ten dom.Ciotka okazała się tak uprzejma, że, jak państwo wiedzą, patronuje mi w towarzystwie.Przy moich dwudziestu pięciu latach znalezienie męża nie jest takie proste.Mam przyzwoity posag, ale.– Ponownie zrobiła przerwę, by zaczerpnąć tchu, nim, wykręcając palce, podjęła: –Otrzymałam jedną propozycję, a choć wszyscy wkoło sązachwyceni i namawiają mnie do jej przyjęcia, dżentelmen, który ją złożył, po prostu nie wzbudza mojego zaufania.Dotarli tymczasem do końca tarasu.Panna Fotherby wsparła dłoń na balustradzie i odwróciła się do nich dwojga.Popatrzyła na Henriettę.– Nie, nie proszę, by go pani sprawdziła.Sama wiem, że nie należy ufać mężczyznom jego pokroju.Jednakowoż – przeniosła spojrzenie na Jamesa – doszły mnie słuchy, panie Glossup, że poszukuje pan żony.Zdaję sobie sprawę, że analizuje pan różne kandydatury, i chciałabym prosić, by umieścił pan wśród nich moje nazwisko.Zerknęła na Henriettę i uśmiechnęła się blado.– Panna Cynster bez trudu zbierze na mój temat wszelkieinformacje, na których mogłoby panu zależeć.– Popatrzyła Henrietcie w oczy.– Podobno wszyscy Cynsterowie pobierają się z miłości, lecz w moim wypadku.Wiem, że więcej szczęścia przyniesie mi inna taktyka.Ponownie spojrzała na Jamesa.– Nie ufam dżentelmenom, którzy zbyt łatwo wyznająmiłość, panie Glossup, stąd nieskończenie wolę pana i pańskie uczciwe stawianie sprawy.– Skłoniła głowę.– Będę wdzięczna, jeśli zechce pan rozważyć moją kandydaturę.– Przesunęła wzrokiem po tarasie, utkwiła go w otwartych drzwiach sali balowej, zawahała się i dodała: – Byłabym też zobowiązana, gdyby w miarę możliwości odpowiedział mi pan w ciągu kilku najbliższych dni.To rzekłszy, skinieniem głowy pożegnała Henriettę i szybko odeszła, podczas gdy oni dwoje gapili się w ślad za nią.„Cynsterowie pobierają się z miłości”.„Nie ufam dżentelmenom, którzy zbyt łatwo wyznająmiłość”.James czuł się ogłuszony, jakby otrzymał nie jeden, lecz dwa ciosy pięścią, z których żadnego się nie spodziewał.W myślach jeszcze nawet nie dotarł do tego momentu.Spojrzał na Henriettę.Jej twarz tonęła w cieniu, nie widział, co się na niej maluje, ani tym bardziej nie potrafił wyczytać niczego z jej oczu.– Aaa.– Wybrał tchórzliwe rozwiązanie.– Co o tymsądzisz?Milczała długą chwilę.– O ile wiem, byłaby doskonałą kandydatką – odezwała sięwreszcie dziwnym, z lekka napiętym głosem.Zrobiła przerwę.–Naturalnie, będę musiała to sprawdzić, ale już teraz przypuszczam, że uplasuje się na szczycie listy poznanych przez ciebie dotąd dam.Czyli.według Henrietty on nadal rozglądał się za żoną?Jamesowi wirowało w głowie, kiedy usiłował odtworzyć wszystko, co powiedzieli do siebie tego wieczoru, co dawali dozrozumienia.Czy po prostu to sobie wymyślił? Poniosła go wyobraźnia?Zwyczajnie nie wiedział.Czy gdyby głośno wyjawił swe myśli – co dotąd zakładał, na co liczył – Henrietta by się roześmiała, a potem zrobiła unik i odwróciła się od niego?– Jeśli możesz.popytaj o nią.– Dzięki temu przynajmniej James znów ją zobaczy, wkrótce, a do tego czasu być może ustali, o co tu chodzi.O co naprawdę chodzi między nimi dwojgiem.Henrietta zmusiła się, by skinąć głową, niewypowiedzianie wdzięczna, że jej twarz tonie w cieniu.Surowo poskromiła zranione – i jakże, jakże głupie – serce.– Zrozumiałe – odezwała się spokojnie – że zależy jej na szybkiej odpowiedzi.Od razu porozmawiam z obecnymi tu dziś dostojnymi damami.– Zwlekała z odejściem jeszcze tylko na tyle długo, by powiedzieć: – Spotkajmy się jutro w parku, o jedenastej mama, Mary i ja wybieramy się na przejażdżkę powozem.Wtedy będę mogła ci przekazać, czego się dowiedziałam.– W parku, pośród tłumów.Żadnych więcej samotnych przechadzek w jegotowarzystwie, żadnych okazji do kolejnego pocałunku, który pogłębiłby ból jej serca.Poczekała, aż James skinieniem głowy potwierdzi termin, po czym ruszyła ku wejściu na salę.James zmusił się, by pozostać na miejscu, odprowadzając ją wzrokiem.Chłonął wiele mówiące znaki – kąt, pod jakim unosiła głowę, sztywny krok, wyprostowane plecy.Pomylił się, prawda?Kiedy, nie obejrzawszy się za siebie, przekroczyła próg izniknęła mu z oczu, odwrócił się, wpatrzył w noc i zaklął.Rozdział 5Zgodnie z instrukcjami kolejnego ranka James stawił się w parku i zlokalizował powóz lady Louise Cynster w ciągu stojących wzdłuż alei eleganckich pojazdów.Henrietta i jej młodsza siostra Mary siedziały tyłem do kierunku jazdy.Osłaniały się parasolkami przed łagodnymi promieniami słońca i leniwie przeczesywały wzrokiem spacerujące po trawnikach wytworne tłumy, podczas gdy na siedzeniu naprzeciw ich matka z ożywieniemkonwersowała z wiekową lady Cowper.Zbliżając się do Henrietty od tyłu, nadal w odległościkilkunastu metrów, James przystanął pod wiązem, żeby ocenić sytuację.Miał co nieco do nadrobienia, dlatego właśnie się tu zjawił, ale nie wypracował dotąd sposobu na zdobycie Henrietty.Nadal potrzebował żony, to się nie zmieniło, jednak opracowana przez niego i Henriettę kampania nie znajdowała dłużejzastosowania [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum