[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale dlaczego wybrała jego, a nie Dela albo któregoś zpozostałych dwóch?To pytanie nie dawało mu spokoju, nie wiedział jednak, jak je zadać,żeby nie wyjść na zarozumialca.– A zatem – odwróciła się do niego, opierając się plecami o nadburcie –czym planuje się pan zająć po skończeniu misji, wróciwszy do Anglii?Spojrzał na nią.– W zasadzie jeszcze o tym nie myślałem.– W ogóle o tym nie myślał.Powinien mieć teraz pustkę w głowie, lecz ku swemu zdumieniu odkrył, żejego mózg pracuje pilnie, wytwarzając rozmaite przyjemne wizje.przy czymw każdej z nich występowała ona.Zamrugał i odwrócił się bokiem.–Powinienem zrobić obchód.Pełnię wartę.Skrzywiła się, ale tak nieznacznie, że zobaczył to bardziej w jej oczachniż na twarzy.– Przecież słyszałby pan, gdyby podpłynęła do nas jakaś łódź.– Nie dałbym głowy, że nie radzą sobie w wpław.– Dobrze, pójdę więc z panem.TL R– Nie! – To było ostatnie, czego by sobie życzył.Nie tylko jego mózgreagował na bliskość Emily.Gareth spiesznie poszukał wyjaśnienia dla swegowybuchu.– Robi się coraz jaśniej, a pani nie ma na sobie przebrania.My zaśwkrótce dogonimy te statki.– Wskazał grupę wolniejszych jednostek, doktórych miarowo się zbliżali.– Członkowie kultu mogą być przed nami.Popatrzyła na żaglowce w oddali – nieomal spiorunowała je wzrokiem.Potem zacisnęła wargi, nadąsana.Krnąbrny mózg zasugerował, żeby Gareth scałował ten grymas z jejust.– Och, w porządku – powiedziała.62Dzięki Bogu.Odwróciła w stronę zejściówki, na pożegnanie posyłając Garethowiostre spojrzenie.– Nadrobimy to później.Uprzejmie skłonił głowę.Kiedy tylko Emily postawiła stopę naschodku, ruszył na obchód szkunera, rad z zapewnianego mu przez nowy strójkamuflażu.Przynajmniej tym problemem nie musiał się przejmować.Na horyzoncie majaczyło już wszakże wiele innych.Znajdowali się w pełnej niebezpieczeństw podróży, przy czym im bliżejAnglii, tym groźnych sytuacji przypuszczalnie pojawi się więcej, a jednakGareth nie miał innego wyboru, jak tylko trzymać Emily przy sobie.Bezwzględu na narastającą w nim fascynację jej osobą, nie zaryzykowałbypozostawienia jej gdzieś bez ochrony.Niestety, wspomniana fascynacjagroziła poważnym zakłóceniem ich wzajemnych relacji – w której to sferze onprzynajmniej błądził po omacku.Przez ponad dekadę dowodził mężczyznami.Niestety, kobiety to byłacałkiem inna sprawa.TL R63Rozdział 48 października, 1822, popołudnieNa pokładzie szkunera na Morzu CzerwonymDrogi pamiętniku, Zaczynam powątpiewać, czy można się wiele do-wiedzieć o innej osobie, znajdując się w stanie ciągłego podenerwowania.Mając się stale na baczności.Bez przerwy oglądając się przez ramię.Słowodaję, że kark mi już od tego zesztywniał.Niestety, członkowie kultu są wpobliżu.Bister i, jakiś czas później, Mullins widzieli ich charakterystyczneczarne chusty.Jeśli pominąć ów ciągły strach przed atakiem, podróżujemy dośćwygodnie.Dorcas wpadła na pomysł, żeby rozwiesić wszechobecne tumoskitiery nad częścią pokładu rufowego, tworząc osłonę, pod którą możemysiedzieć bez burek.W tej chwili usadowiłam się właśnie w naszymprowizorycznym namiocie i przyglądam się mijającym nas statkom.Podobnoutrzymujemy dobre tempo.Sceneria nie uległa znaczącej poprawie, leczprzynajmniej upal tak nie doskwiera, w każdym razie tu, na wodzie.I znówTL Rłapię się na tym, że z drżeniem przeczesuję wzrokiem pokład żaglowcamijanego właśnie przez nasz elegancki szkuner.Mężczyźni z naszej grupy na zmianę pełnią wartę, co trochę krzyżuje miszyki, gdyż trudno mi wziąć ponownie na spytki Garetha.Prawie bez przerwytrwa na stanowisku, gotów zareagować na najmniejsze zagrożenie.Niemalże chciałabym, żeby atak wreszcie nastąpił, dzięki temu zelżałobybowiem to ustawiczne napięcie.E.Wieczorem tego samego dnia Emily wyszła na pokład rufowy, niosącdelikatny szal.Wyprostowała się, przystanęła, strzepnęła jedwab i otuliła nim64plecy.Omiotła spojrzeniem najbliższe otoczenie – ani żywego ducha – apotem rozpoczęła wieczorną przechadzkę.Gdyby przypadkiem wpadła na Garetha Hamiltona, planowała zachęcićgo, by uczynił stosowny użytek z osłony nocy i, w pewnym sensie, z jejosoby.By przynajmniej ujął jej dłoń i ucałował palce – choć wolałaby, żebypocałował ją w usta.Uporała się już z obserwacjami oraz analizą wszystkichdostępnych danych i jak dotąd nie doszukała się u niego żadnej cechy bądźzachowania, których nie życzyłaby sobie u swego „jedynego".Fizyczny pociąg i pogłębienie kontaktów wydawały się oczywistymkolejnym krokiem.Niejako rozpoczynała zaloty, aczkolwiek nieoficjalne.Jakże bowiem miała ocenić, czy pasują do siebie pod tym względem, jeśli nieprzeprowadzi praktycznego testu? Jej siostry utrzymywały, że jest niezwykleistotne, by się upewnić, iż nie ma się do czynienia z żabą – z rodzaju tych,które nigdy nie zmieniają się w księcia.Wieczór był bardzo przyjemny [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum