[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Heather, siedemnastolatka o bujnej figurze, miała roczek, kiedy Royce ostatniraz ją widział, podczas gdy Robert, szesnastoletni i wzrostem oraz budowąprzypominający ojca, był niemowlęciem przy piersi.Molly dopiero dochodziłado siebie po porodzie.Dickon przyszedł na świat jako następny, a po nimGeorgia, która jako siedmiolatka do złudzenia przypominała matkę, zarówno zwyglądu, jak i usposobienia.Kiedy zasiedli do stołu, cała czwórka jęła wpatrywać się w niego szerokootwartymi oczami - przenikliwość Hamisha połączyła się ze szczerąserdecznością Molly.A potem Molly postawiła na stole misę z zupą, skutecznieodwracając uwagę potomstwa, które szybko wyzbyło się onieśmielenia,nazywając Royce'a „wujkiem Ro" i traktując go jak członka rodziny.Przysłuchując się, jak Robert opowiada Hamishowi o kłopotach z owcą, aHeather informuje Molly, że jedna z młodych kur próbuje wysiadywać jajka, niemógł nie zastanawiać się nad tym, jak dobrze czuje się w towarzystwie tejrodziny.Tymczasem ledwie był w stanie przypomnieć sobie imiona dzieci swoichsióstr z prawego łoża.Gdy ojciec wygnał go z Wolverstone i zabronił córkom komunikować się zbratem, podporządkowały się jego życzeniu.Choć wszystkie były już wówczaszamężne, a tym samym niezależne, nie próbowały pozostać z nim w kontakcie,choćby listownym.Gdyby napisały, z pewnością by odpowiedział, zdawał sobiebowiem sprawę, że ten dzień kiedyś nadejdzie: zostanie głową rodziny i przejmiekontrolę nad księstwem oraz majątkiem, z którego siostry - a także ich dzieci -nadal czerpały.Jak wszyscy, założyły widać, że sytuacja nie potrwa długo.Na pewno nieszesnaście lat.Miał listę siostrzeńców oraz siostrzenic, sporządzoną na podstawie notatek zGazette, ale pakując się w pośpiechu, zostawił ją w Londynie.Pozostawało mieć nadzieję, że Handley o niej nie zapomni.- Kiedy zjechałeś do zamku? - spytała Molly, utkwiwszy w nim spojrzenie.- Wczoraj rano.- Ach, tak.Jestem pewna, że panna Chesterton doskonale sobie poradziła.Zauważył, że zostało to powiedziane z aprobatą.- Znacie ją?- Zagląda od czasu do czasu, żeby omówić różne sprawy z Hamishem.Zawsze zostaje na herbacie, bo to prawdziwa dama.Wyobrażam sobie, że wzamku wszystko idzie, jak zwykle, gładko.- Zamilkła na moment.-Zdecydowałeś już, kiedy pogrzeb?- W przyszły piątek.- Spojrzał na Hamisha.- To najwcześniejszy termin,zważywszy, ilu osób z towarzystwa się spodziewamy.Przyjdziecie?- Ja i Moll pojawimy się w kościele.- Wymienił spojrzenia z żoną, któraskinęła głową, a potem spojrzała na Royce'a.- Podczas stypy będziesz jednakmusiał poradzić sobie sam.Royce westchnął.- Miałem nadzieję, że kiedy pokażę im szkockiego olbrzyma, zdołamodwrócić uwagę od siebie.Teraz będę musiał pomyśleć o czymś innym.- Phi, można by sądzić, że ty sam - powracający syn marnotrawny - będzieszstanowić wystarczającą atrakcje.- Tego się właśnie obawiam - odparł Royce.Hamish parsknął śmiechem i na tym temat się zakończył.Royce skierowałrozmowę na problemy gospodarowania i zbliżające się żniwa.Hamish miałswoją dumę, co Royce respektował; noga jego brata nie postała dotąd w zamku.Jak się spodziewał, w kwestiach rolniczych uzyskał od Hamishazdecydowanie bardziej adekwatne informacje, niż dostarczyli mu ich rządca iagent.Farmerzy jakoś dawali sobie radę, choć trudno byłoby powiedzieć, żegospodarka kwitła.Hamish radził sobie znacznie lepiej, posiadał bowiem gruntyna własność.Dostał je po matce, która była jedynaczką.Wyszła późno za mąż,lecz Hamish pozostał jej jedynym dzieckiem.Odziedziczył farmę, a ojciecwypłacał mu systematycznie pensję.Gospodarując oszczędnie, zgromadził dośćkapitału, aby rozwinąć gospodarstwo i powiększyć stado [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum