[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Złe wyniki i podejrzane zachowanie dyrektorakontroli jakości – tak.– Czy wszystko z niego wydobył?– Nie sądzę, dowiedział się jednak wystarczająco wiele, abywyciągnąć wnioski.Swan był znacznie inteligentniejszy niż Berenson.– Jaki był jego kolejny krok?– Zrobił dwie rzeczy – odparła Neagley.– Zapewnił bezpieczeństwoDeanowi i zaczął gromadzić dowody.– Z pomocą pozostałych.– To było coś więcej niż pomoc.Właściwie zlecił im tę robotę.Musiał.Jego sytuacja w biurze była niepewna.– Nie rozmawiał z Lamaisonem?– Skądże.Zasada pierwsza, nikomu nie ufaj.– W takim razie co im przeszkodziło?– Nie mam pojęcia.– W jaki sposób Swan zapewniłby bezpieczeństwo Deanowi?– Skontaktowałby się z miejscową policją.Poprosił o ochronę,a przynajmniej o to, by regularnie sprawdzali jego dom.– Lamaison to były glina.Może nadal ma tam kumpli.Może dali mucynk.– Niemożliwe – powiedziała.– Swan nie rozmawiał z gliniarzamiz Los Angeles.Dean mieszkał za wzgórzem.To poza obszarem ichjurysdykcji.Reacher przerwał na chwilę.– To oznacza, że Swan z nikim nie gadał – doszedł do wniosku.– Toziemia Curtisa Mauneya, a ten nie słyszał o Deanie ani o New Age.O istnieniu Swana dowiedział się chyba dopiero po śmierci Franza.– Swan nie pozostawiłby Deana bez ochrony.– Może to wszystko nie zaczęło się od Deana lub Swan o nim niewiedział.Może inaczej wpadł na trop.– Jak? – zapytała Neagley.– Nie mam pojęcia – odparł Reacher.– Niewykluczone, że dowiemysię tego od Sancheza.– Myślisz, że żyje?– Miej nadzieję na najlepsze.– I bądź przygotowany na najgorsze.Rozłączyli się.Sznur pojazdów lekko drgnął.Podczas trwającejniemal dwie minuty rozmowy pokonali jakieś pięć długości samochodu.Podczas pięciu kolejnych minut milczenia przesunęli się o kolejnychdziesięć, poruszali się sześć razy wolniej niż na piechotę.Ludzie wokółnie dawali za wygraną.Rozmawiali przez telefon, czytali, golili się,nakładali makijaż, palili, jedli, słuchali muzyki.Niektórzy nawet sięopalali.Podwijali rękawy i wysuwali ręce przez otwarte okno.Zadzwoniła komórka Reachera na kartę.Znowu Neagley.– Nowe wiadomości z Chicago – powiedziała.– Weszliśmy dokomputera policji w Los Angeles.Lennox i Parker są tacy jak Lamaison.Byli partnerami.Odeszli, aby uniknąć dwunastego dochodzeniawewnętrznego w ciągu dwunastu lat służby.Przez tydzień byli bezpracy, a później Lamaison zatrudnił ich w New Age.– Cieszę się, że nie mam akcji tej firmy.– Ja mam.To pieniądze Pentagonu.Jak myślisz, skąd biorą kasę?– Nie ode mnie – odpowiedział Reacher.Dwieście metrów dalej wyjechali na prostą i zobaczyli przyczynęogromnego zatoru.W oddali, przez mgłę.Na lewym pasie stał zepsutysamochód.Trywialny powód, jednak cała autostrada zamarław bezruchu.Reacher rozłączył się i zadzwonił do Dixon.– Jesteście na miejscu? – zapytał.– Będziemy za dziesięć minut.– Stoimy w korku.Zadzwoń, jeśli będziesz miała dobrą wiadomość.Zadzwoń, jeśli dostaniesz złe wieści.* * *Dotarcie do zepsutego samochodu wymagało kolejnych piętnastuminut i wykonania kilku śmiałych manewrów zmiany pasa.Późniejsamochody drgnęły i wszyscy ruszyli z prędkością ponad stukilometrów na godzinę, jakby nic się nie stało.Reacher i Neagley dotarlido szpitala dziesięć minut później.Dwadzieścia kilometróww czterdzieści minut.Przeciętna prędkość trzydzieści kilometrów nagodzinę.Minęli kostnicę i zatrzymali się na placu dla gości.Przeszli przeznasłoneczniony plac do głównego wejścia.Reacher zauważył hondęO’Donnella, a później hondę Dixon.W holu stało mnóstwo czerwonychplastikowych krzeseł.Wokół panowała cisza.Nie dostrzegli Dixon lubO’Donnella.Ani Curtisa Mauneya.Za to zobaczyli długi kontuar, zaktórym stali jacyś ludzie.Nie pielęgniarki, lecz zwyczajni pracownicy.Reacher zapytał jednego z nich o Mauneya, lecz niczego się niedowiedział.Zapytał o Jorge Sancheza.Ponownie nic.Zapytał o zgonyi został skierowany do innego kontuaru w rogu sali.Kiedy tam dotarł, powiedzieli mu, że ostatnio nikogo nieprzywieziono.Nie wiedzieli nic o Jorge Sanchezie lub szeryfie CurtisieMauneyu.Reacher wyciągnął komórkę, lecz został poproszony, aby nieużywał jej w środku budynku, ponieważ może zakłócić działaniedelikatnych urządzeń medycznych.Wyszedł na zewnątrz i zadzwoniłdo Dixon.Brak odpowiedzi.Wybrał numer O’Donnella.Podobnie.– Może wyłączyli komórki – powiedziała Neagley.– Może są naOddziale Intensywnej Opieki Medycznej lub czymś w tym rodzaju.– U kogo? Sancheza tu nie ma.– Muszą gdzieś tu być.Dopiero co przyjechali.– Mam złe przeczucie – powiedział Reacher.Neagley wyciągnęła wizytówkę Mauneya.Podała.Reacher wybrałnumer jego komórki.Brak odpowiedzi.Wybrał numer stacjonarny.Podobnie.Wtedy zadzwonił telefon Neagley.Prywatna komórka, nie komórkana kartę.Odebrała.Wysłuchała.Z pobladłej twarzy odpłynęła krew.Stała się jak wosk.– To z Chicago – powiedziała.– Curtis Mauney był partneremLamaisona.Służyli razem dwanaście lat w policji Los Angeles.69Coś im przeszkodziło.Coś nieoczekiwanego.Neagley miała rację,niestety tylko w połowie.Dean mógł odegrać ważną rolę w całejsprawie, lecz to nie od niego wszystko się zaczęło.Swan dotarł do niegoznacznie później, w inny sposób, kiedy pozostali byli już w tozamieszani [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum