[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zawsze był takim dziwnym człowiekiem, myślała Brenna, jadąc tram-wajem do domu.W jednym momencie dobry, w drugim  straszny.Przed laty Eleanor opowiedziała jej, dlaczego ją wtedy wyrzucił z domuna deszcz  i chociaż nie było żadnego wytłumaczenia dla tak skan-dalicznego zachowania, nie można było przecież potępiać tego mężczyznyza to, że stracił panowanie nad sobą, kiedy się dowiedział, że jego żonaoczekuje dziecka innego mężczyzny. Gdybyście chciały wpaść na Parliament Terrace  rzekła Nancy mam trochę świeżo ugotowanej zupy z groszku i szynkę.To wam.rozgrzejete wasze skurczone serca. Właśnie tego mi trzeba!  zawołała Eleanor. A ty, Brenno?  Ja nie mogę czekać.Brenna już zapomniała o Marcusie Allardyce, ale on nie zapomniało niej.Jeszcze przez wiele tygodni rozsmakowywał się w ich krótkiejrozmowie i we wspominaniu jej cudownego uśmiechu.W końcu powróciła do tego zakątka jego umysłu, w którym zawszebyła i gdzie już na zawsze miała pozostać.Rozdział 7ROK 1939 Sybil!  wołał ktoś. Sybil Allardyce!Sybil skrzywiła się.Nie rozpoznała wprawdzie głosu, z pewnościąjednak nie należał on do którejś z jej przyjaciółek, bo żadna z nich niewydzierałaby się na cały głos w miejscu publicznym, nawet jeśli dookołapanował ogłuszający hałas.Zarówno ona, jak i co najmniej kilkaset innychkobiet rejestrowało się w Renshaw Hall do służby wojskowej na czaswojny, która wisiała na włosku i mogła wybuchnąć w każdej chwili.Ichdane spisywano aż przy dwunastu biurkach, a przed każdym z nich staładługa kolejka.Ni stąd, ni zowąd para szczupłych rąk objęła ją z tyłu za ramiona. Sybil! To ja, Cara Caffrey.Ty też się rejestrujesz? Och, czy to niejest podniecające? Tak  mruknęła Sybil, strząsając jej ręce z ramion.Ostatni raz widziała Carę prawie trzy lata temu, kiedy obie byłyszesnastolatkami.Już wówczas była dosyć wysoka, ale teraz urosła jeszczebardziej, tak iż jej wspaniała rudozłota grzywa sterczała ponad głowamipozostałych kobiet w hali. Najbardziej bym chciała być wrenką*  wyznała Cara  ale niesądzę, żebyśmy miały jakiś wybór.Skończy się pewnie na służbie w lot-nictwie albo w piechocie.* WRNS (Women's Royal Naval Service), pop.Wrens, pol.wrenki  pomocnicza kobieca formacja Marynarki Królewskiej, działała w obu wojnach światowych(7500 kobiet w pierwszej, ok.50 000 w drugiej wojnie).167Sybil też marzyło się zostanie wrenką. Tak powinno być  ucięła krótko, modląc się w duchu, żeby Carawreszcie sobie poszła.Przyjaciółka Sybil, Betsy Billington-Clarke, udała się na poszukiwaniadamskiej toalety, a Sybil nie chciała, żeby Betsy po powrocie zastała jąw towarzystwie tak pospolitej osoby jak Cara Caffrey, której akcentstanowił mieszaninę liverpoolskiego z irlandzkim i która nie nosiłakapelusza ani rękawiczek, a jej okropna czerwona sukienka gryzła sięfatalnie z włosami.Sybil była świadoma tego, jak elegancko wyglądaw nienagannie skrojonej sukni z błękitnego lnu we wzór ze stokroteki w uroczym, dobranym do sukni toczku; obie te rzeczy były kupioneu Harrodsa.Ku jej niezadowoleniu właśnie w tej chwili Betsy pojawiła się przyniej, ocierając brwi chusteczką ozdobioną koronką. Uff! Ależ tu gorąco! Wybacz, Sybil, że tak to długo trwało, ale przeddamską toaletą stała kilometrowa kolejka. Uśmiechnęła się do Cary.Cześć, jestem Betsy Ciarkę. A ja Cara Caffrey.Miło mi cię poznać, Betsy. Cara uśmiechnęłasię w odpowiedzi od ucha do ucha i obie podały sobie ręce. Słuchajcie,to ja już będę leciała.Sheila, moja koleżanka, zajęła dla mnie miejscew ogonku i widzę, że jest już blisko biurka.Cześć, Sybil, cześć, Betsy! Jaka urocza dziewczyna!  stwierdziła Betsy z zachwytem.Zauważyłam ją już wcześniej, nic dziwnego, wyróżnia się w tym tłumie.Co za przepyszne włosy! I.w przeciwieństwie do większości wysokichkobiet, wcale się nie przejmuje swoim wzrostem.Czy to twoja przyjaciółka? Nie!  Sybil aż zadygotała na samą myśl o tym.Miała pretensjędo Betsy za to zachwycanie się Carą. Nasze matki się znają, to wszystko. Zwróciła się do koleżanki  Ale, ale, co się stało z nazwiskiem  Billington"? Odkąd to się nazywasz po prostu Betsy Ciarkę?Betsy parsknęła śmiechem. Od momentu, kiedy weszłam do tej sali.Billington to panieńskienazwisko mojej mamy; ojciec je dodał do Ciarkę, kiedy się pobrali.Zawszenie cierpiałam tego nadętego, podwójnego nazwiska, bo to brzmi straszniesnobistycznie, a dzisiaj mam okazję wreszcie się go pozbyć. A ja zawsze o takim marzyłam. westchnęła Sybil  ale Wallace--Allardyce byłoby okropnie trudne do wymówienia. Okropnie  zgodziła się z nią Betsy.Wachlowała sobie twarzręką. Dlaczego nikt nie pomyślał, żeby otworzyć okna? Jest środek168czerwca! Wiesz co? Wydaje mi się, że ta kolejka wcale się nie skróciłaod chwili, gdy wyszłam do toalety.Nigdy bym nie sądziła, że takitłum pań chce wstąpić do armii.Kobiety z Liverpoolu muszą być wy-jątkowymi patriotkami. Jak przyjdzie do domu i powie, że się zaciągnęła, chyba ją za-biję  obiecywała sobie głośno Brenna, stojąc w pustym saloniku.Wojna jest dla mężczyzn, kobietom nic do tego, a w każdym razie nic dowalki.Tyle razy jej to mówiłam.ale ci młodzi dzisiaj [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

?>