[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ally spojrzała na Rafe'a z wyrzutem i mruknęła:- Widzę, że nie będę miała partnera.Co się z tobą dzieje? Nie daszsię namówić?- Przestałem tańczyć.- Za wcześnie rezygnujesz z takiej niewinnej przyjemności.-Uśmiechnęła się zalotnie.- Jesteś idealnym partnerem, cudownieprowadzisz.Wszyscy nas podziwiali, pamiętasz? Ciekawe, że wysocymężczyzni na ogół bardzo lekko tańczą.Około pięćdziesiątki pewnobędziesz podobny do Johna Wayne'a.- Błagalnie złożyła ręce.- Tylko tenjeden raz, Rafaelu.Proszę cię, mój aniele.- %7ładen mężczyzna przy zdrowych zmysłach nie powinien zbliżaćsię do ciebie.- Rafaelu! Aniele! Pamiętasz, że tak do ciebie mówiłam?- Przestań - syknął rozzłoszczony.- Och, Rafe, Rafe.- Westchnęła smętnie.- Chyba nie zamienisz sięw ropuchę?Doskoczył do niej, złapał i zamknął w żelaznym uścisku.- Czego ode mnie chcesz? - wycharczał ochryple.- Powiedz, czego?- Tylko tego, żebyś się ze mną ożenił - wyznała, patrząc mu prosto woczy.- Coo?- Chcę za ciebie wyjść.- Mówisz poważnie, czy to jakiś okrutny żart?- Poważnie.Pragnę cię, potrzebuję, kocham.121R S - I dlatego chcesz doprowadzić mnie do ruiny? - rzucił z bezbrzeżnąpogardą.- Jak możesz tak mnie obrażać? - W jej oczach błysnęły łzy.- Jakmożesz?- Nie zniosę drugiego rozstania z tobą - wykrztusił Rafe przezściśnięte gardło.- Wtedy mnie to mocno zraniło, a teraz chybaby zabiło.Moja żona musi być przy mnie i musi chcieć mieć dzieci.Musi być z nami.Zobacz, jak twoja ciotka zniszczyła życie innym.Mąż z nią nie wytrzymał,a Franceska miała dzieciństwo nie do pozazdroszczenia.- Ale ja nazywam się Ally Kinross, nie Fiona.- I chcesz wrócić do mnie? - spytał z niedowierzaniem.- Tak, jeśli tylko przyjmiesz mnie z powrotem - oświadczyła bezwahania.Rafe zaśmiał się gardłowo.- Może i przyjmę.Po prostu chcesz się ze mną przespać, i tylko tyle,prawda? Chcesz poszaleć.- Nie mogę szaleć.- Musnęła palcami jego wargi.- A ty musiszuważać, bo jestem posiniaczona.- Wiesz, jak uwodzić, prawda?- Tak.I wcale się tego nie wstydzę - szepnęła, przymykając oczy.Nie powiedziała tego arogancko ani triumfalnie, po prostustwierdziła fakt.To go otrzezwiło.- Właśnie dlatego nic z tego nie będzie - rzekł chłodno, chociażkosztowało go to dużo wysiłku.- Potrafisz czarować, jak dawniej, ale jajestem starszy i mądrzejszy.Nie rozumiem, co się z tobą dzieje.Może to teostatnie przejścia? Ale niedługo wyzdrowiejesz i znowu zaczniesz myślećtylko o telewizji i kinie.Wrócisz do życia, które uznałaś za prawdziwe.122R S Jego słowa oznaczały, że nie ma nadziei na porozumienie.- Co mam zrobić, żeby cię przekonać, że mówię prawdę?- Nie wiem, czy warto próbować.Może jesteś teraz szczera, a możenie.Kto cię wie? Z kobietami nigdy nie wiadomo, a z tobą szczególnie.Ale coś ci powiem.- Ujął ją pod ramię.- Zostawmy tę sprawę otwartą, doczasu gdy poczujesz się trochę lepiej.- Dobrze - zgodziła się potulnie, lecz w duszy postanowiła, że będziego przekonywać do skutku.- Planowałem, że coś przekąsimy i wybierzemy się na konnąprzejażdżkę.Proponuję, żebyśmy pojechali nad Pink Lady, bo chcę cipokazać, ile tam rośnie różnych lilii.- Zwietnie.Póznym popołudniem wrócili do domu zadowoleni z udanejwycieczki.Siedzieli na werandzie, gdy z oddali dobiegł warkotnadlatującego helikoptera.Rafe ręką osłonił oczy i spojrzał w górę.- Grant miał wrócić wieczorem, ale to chyba on.- Bardzo chętnie się z nim zobaczę.Od kiedy go pamiętam, zawszemiał bzika na punkcie samolotów i helikopterów.Przedtem musiałzadowalać się modelami, a teraz ma prawdziwe.- Przyciszonym głosemzapytała: - Martwisz się o niego?- Staram się być rozsądny, ale nie jest to łatwe.Został mi tylko on.- I ja.I Brod.- I Lainie - dodał Rafe przewrotnie.- Pewno w najbliższym czasiewpadnie do ciebie.Zobaczyli ją prędzej, niż się spodziewali.Helikopter siadł niedaleko,na trawniku przed domem.Ally zmrużyła oczy i po chwili oznajmiła:- Tam jeszcze ktoś jest.123R S - Chyba tak.Z helikoptera wysiadł Grant, za nim Lainie.- O wilku mowa.- mruknęła Ally.- Jak możesz tak mówić o miłej kobiecie? Uśmiechnij się przyjaznie.- Okropność.Czemu Grant zdradził, że tu jestem?- Nie chcesz porozmawiać z wielbicielką?- Przepraszam.Nie wiem, co mnie napadło, bo przecież ją lubię.Dawniej śmiałyśmy się z byle czego do łez.- A teraz nie?- Nie, bo zainteresowała się tobą.Pewno głównie do ciebieprzyjechała.- Zaraz się dowiemy.Lainie była ubrana w obcisłe dżinsy i luzną kolorową bluzkę.Bujnejasne włosy miała ułożone w misterną fryzurę.- Ally! Jak się cieszę, że cię widzę! - zawołała z daleka.- Gdy Grant się wygadał, że tu jesteś, uprosiłam go, żeby mniezabrał.Rafe, czemu mi nie powiedziałeś, że przyjeżdża moja słynnaprzyjaciółka?- Wyleciało mi z głowy, bo musiałem trochę ogarnąć dom.Lainie wbiegła na werandę, ale stanęła jak wryta, gdy zobaczyła, żeAlly ma rękę w gipsie.- Och, biedactwo! Potwornie się zdenerwowaliśmy, gdy dotarła donas wiadomość, co ci się przytrafiło.Mama powiedziała, że wyjeżdżającstąd, popełniłaś straszny błąd.Grant pocałował Ally w policzek.- Dzień dobry.Martwiłem się o ciebie.- Ale schudłaś - dorzuciła Lainie.- Suknia wisi na tobie jak na kołku.124R S - Celowo noszę luzne rzeczy, łatwe do ubierania.- I miłe dla oka - pochwalił Grant.- Dziękuję za komplement.- Z przyjemnością patrzyłem na twoje nogi podczas jazdy - rzekłRafe.- W spódnicy siadłaś na konia? - zawołała Lainie, nie kryjączgorszenia.- Nie miałam innego wyjścia, bo obecnie trudno mi wciągać spodnie.- Ale.- Daj spokój, Lainie - przerwał jej Grant.Ally zwróciła się do niego:- Wiesz, dostałam od Franceski wiadomość, która może cięzainteresować.Wyobraz sobie, że rzuciła pracę.- To ona pracowała? - zdumiała się Lainie.- Lady Franceska de Lyleza biurkiem? Myślałam, że jest zajęta szukaniem męża i niedługo wyjdzieza jakiegoś podstarzałego lorda.Grant zignorował jej cierpką uwagę i spytał:- I co teraz robi?- Chce więcej czasu spędzać z matką.Tutaj też może znalezć jakieśzajęcie.- To przez ciebie, Grant - nie wytrzymała Lainie.- Robiłeś do niejoczy, zawracałeś w głowie.- Nieprawda - syknął gniewnie.- Nie narażaj mi się, bo cię nieodwiozę.- Przestałeś znać się na żartach? - Lainie szturchnęła go w bok.-Franceska jest śliczna i dystyngowana jak królewna.Rozumiem, dlaczegosię zadurzyłeś.Chcąc wybawić brata z kłopotliwej sytuacji, Rafe wstał i zapytał:125R S - Może napijemy się czegoś, kawy albo herbaty? Grant, lecisz zarazdalej?- Nie, poczekam na Lainie - odparł Grant głosem męczennika izwrócił się do Ally: - Co jeszcze Franceska mówiła? Kiedy ma zamiarprzyjechać?- Pewno chce go złowić - szepnęła Lainie do Rafe'a.W kuchni bez pytania zajęła się przygotowaniem kawy.Wiedziała,gdzie co jest, czym wzbudziła zazdrość Ally.- Nie boisz się być sama w Kimbarze? - zagadnęła.- Nie jestem sama.- Ally stanęła przy oknie.- Naokoło są życzliwimi ludzie i w każdej chwili mogę liczyć na ich pomoc.- Wiem, ale myślałam o samym domu.Jest taki duży, że ja bym sięzgubiła.- Dla mnie jest w sam raz.A co u was słychać?- Mamy nowego psa, Kaisera.Jest cudowny.- Jak zwykle owczarek alzacki?- Tak [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum